Kiedy na wiosnę 2025 Gregg Popovic ogłosił, że ze względów zdrowotnych rezygnuje z funkcji głównego szkoleniowca Spurs nikt z nas nie przypuszczał jaki wpływ to wydarzenie będzie miało na przyszłą karierę Jeremiego Sochana.
Popovicha na ławce trenerskiej zastąpił Mitch Johnson pracujący jako jego asystent od 2019 roku. Jak trudne jest zastąpienie legendy klubu, trenera prowadzącego zespół nieprzerwanie od 29 lat? Fani zespołu zastanawiali się czy Johnson będzie lojalny wobec DNA drużyny prowadzonej przez Popa czy może będzie chciał wprowadzić swoją filozofię gry? Pojawiły się wątpliwości czy jest to właściwy człowiek z wystarczającym doświadczeniem na to stanowisko. Wydawało się, że zmiana tak zasłużonego szkoleniowca w takim momencie rozwoju tej młodej drużyny może sprawić wiele kłopotów. W centrum całego zamieszania znalazł się nasz rodzynek w NBA – Jeremy Sochan.
Szczerze? Nie brałem za bardzo pod uwagę opcji, że SAS są tu i teraz. Wemby wchodzący w swój trzeci sezon w NBA z dopiero co zaleczoną zakrzepicą żył głębokich ramienia, młodzi Castle i Harper, nierówny Keldon Johnson oraz leczący urazy Fox i Sochan – patrząc na to czym dysponują Spurs na początku obecnego sezonu stawianie ich w roli contendera było jak dla mnie przedwczesne.
A potem zaczął się sezon.
Dziś już wiemy, że są rewelacją sezonu, Wemby wrócił i w ograniczonym czasie gry robi kosmiczne rzeczy, Castle i Harper to straszne obwodowe harpagany, Fox wrócił, Johnson gra również o wiele lepiej. Do tego fantastyczny w swojej roli Luke Kornet, solidny Harrison Barnes i chłopaki w trzech meczach na przestrzeni niecałych dwóch tygodni pogonili kota uznawanej za potencjalną nową dynastię Oklahomie City Thunder. Wszystko pięknie – niestety z jednym małym zastrzeżeniem – Jeremy nie gra, nie jest niestety składową ostatnich sukcesów drużyny.
Sochan, który w sezonie 2024/25 notował solidne statystyki (11,4 pkt, 6,5 zbiórki i 2,4 asysty) i był ważnym elementem rotacji wchodził w obecny sezon z usprawiedliwioną nadzieją na grę w pierwszej piątce i dalszy rozwój. Wszystko wskazywało na to, że uczciwie przepracował off – season, poprawił rzut za trzy i utrzymując poziom w obronie będzie w tym roku jeszcze lepiej pasował do Wembanyamy. Co prawda droga do stabilnej roli w pierwszej piątce zespołu na początku sezonu została trochę skomplikowana przez problemy zdrowotne — urazy łydki i pleców, które wykluczyły go z meczów zarówno dla reprezentacji Polski, jak i w początkowej fazie sezonu Spurs ale gdy już został dopuszczony do gry wyglądał obiecująco.
W pierwszym meczu po powrocie zaliczył naprawdę fajny występ przeciwko całkiem niezłym w tym sezonie Lakers – w 22 minuty na parkiecie zaliczył 16pkt. i 2zb. Potem bywało różnie, zarówno z minutami jak i zdobyczami Jeremiego – można jednak powiedzieć, że gdy grał przynajmniej 20 minut w meczu jego linijki kręciły się wokół średniej z zeszłego sezonu.

9 grudnia przyszedł mecz z Nowym Orleanem, w którym Jeremy zagrał niecałe 4 minuty zdobywając 2pkt. i zaliczając 3zb. Od tego czasu występy Sochan wyglądają podobnie – albo gra mało albo wcale. Co spowodowało taki regres w jego grze? Trener Mitch Johnson zapewnia, że spadek minut jest „decyzją szkoleniową a nie zdrowotną” oraz, że „jesteśmy po tej samej stronie, dużo ze sobą rozmawiamy”. Do tego Johnson dodaje jeszcze, że „Sochan spisuje się świetnie a jego wszechstronność daje drużynie różne opcje taktyczne”. To taka forma wypowiedzi, która nic nam nie mówi. Takie oklepane formułki, których nikt już chyba nie kupuje.
W amerykańskich mediach i na forach SAS narasta narracja, że Johnson widzi w Sochanie raczej uniwersalnego zadaniowca wchodzącego z ławki niż pełnoprawnego gracza pierwszej piątki. Czy „uniwersalność” Sochana jest kluczowym powodem jego ostatnich nieobecności? Rzeczywiście, Jeremy nie jest wybitny w żadnym elemencie gry a konkurencja w składzie zrobiła się kosmiczna. A gdy zespół przestaje eksperymentować i zaczyna optymalizować, wszechstronność potrafi stać się… zbędna. Jednocześnie nie uważam żeby relacja Johnson – Sochan była zaburzona. Sochan publicznie chwali nowego trenera i wyraża szacunek dla jego pracy – wspominając ich wspólną przeszłość, nawet przygodę w programie Basketball Without Borders i wspólną podróż do Polski — co pokazuje szerszy kontekst ich relacji, wykraczający poza parkiet. Ale w świecie NBA, jak w dobrym thrillerze, każda decyzja ma konsekwencje, a zwłaszcza decyzje Johnsona. Spurs idą wciąż mocno w górę tabeli Zachodu, co niektórzy przypisują nowej, świeżej energii w rotacji, inni zaś pytają, czy kosztem tego nie zostawiono za sobą talentów, które mogą rozwinąć się gdzieś indziej.

San Antonio Spurs są tu i teraz, okazuje się że nie muszą już czekać na rozwój swoich graczy i stali się pełnoprawnym kandydatem do tytułu już w tym roku. Musimy sobie w końcu jasno i wyraźnie powiedzieć, że skończył się czas eksperymentów, trener Mitch Johnson ma jeden cel – zdobyć w tym roku tytuł – z Sochanem czy bez. Awans Spurs w tabeli Konferencji Zachodniej zmienił optykę wszystkiego. Rozwojowa cierpliwość ustąpiła miejsca presji każdego kolejnego meczu. Rotacje się skróciły. Decyzje stały się ostrzejsze. Johnson prowadzi zespół jak trener, który rozumie, że okno mistrzowskie otworzyło się już teraz.
Przyznanie, że wysoki wybór w drafcie „nie do końca pasuje”, to coś, czego kluby unikają jak ognia. Ale zwycięstwa mają w sobie brutalną klarowność. Jeśli Spurs wierzą – a coraz więcej na to wskazuje – że obecna rotacja daje im najlepszą szansę na walkę o tytuł, rola Sochana staje się drugorzędna wobec samego celu. Do tego moim zdaniem dochodzi fakt, że Spurs celowo nie zaproponowali Sochanowi przedłużenia kontraktu i obniżają jego wartość rynkową. Jeśli jakiś inny zespół uzna, że Jeremy przydałby się w jego rotacji i zaproponuje mu umowę – powiedzmy takie 4 x 15mln dolarów – Spurs mogą to zawsze wyrównać.
To nie jest jednak wyrok na przyszłość Jeremiasza w NBA. To kwestia momentu. W innym mieście, w innym zespole, przy innych oczekiwaniach, Sochan nadal mógłby grać po 30 minut, ucząc się na błędach. W San Antonio ta epoka najwyraźniej dobiegła końca a jedną z ofiar organizacyjnej transformacji i czysto biznesowego podejścia zarządu Spurs stał się niestety Jeremy Sochan.

Dodaj komentarz