,,Zostawiłeś po sobie ślad w NBA” – była gwiazda ligi chwali Gortata

Trzy tygodnie temu w ramach rozgrywek sezonu regularnego odbył się pierwszy w historii Berlin Game. Orlando Magic zmierzyli się z Memphis Grizzlies. Oprócz sportowego widowiska, liczyły się również kwestie pozaboiskowe (jak zresztą zawsze w NBA). W przerwach mogliśmy zobaczyć legendy ligi takie jak Dirk Nowitzki, Steve Nash, Tony Parker czy nasz reprezentant Marcin Gortat. W chwili gdy w Polsce Marcin Gortat zbiera cięgi z każdej strony, miłą odskocznią jest zobaczyć go w zupełnie innym świetle. Jako człowieka, który w świecie NBA wciąż ma ogromny szacunek. Przy okazji pobytu w stolicy Niemiec, MG13 miał okazję nagrać podcast z Dwightem Howardem, który ukazał się na kanale Post Prime. W tym artykule znajdziesz najciekawsze wątki tej rozmowy.

Po krótkim small talku panowie zaczęli wspominać czasy wspólnej gry z Orlando, sporo miejsca poświęcono również trenerowi Stanowi Van Gundy’emu i jego wpływowi na rozwój zespołu. Dwight Howard podkreślał, że szkoleniowiec „wykonał świetną pracę, ucząc nas logicznego myślenia o koszykówce”, tłumacząc zawodnikom, że „koszykówka to w gruncie rzeczy geometria, to po prostu matematyka”. Jak wspominał Marcin Gortat, Van Gundy pokazywał graczom kąty ustawień, zależności na boisku i sposób podejmowania decyzji „językiem koszykarskim”, dzięki czemu zaczęli patrzeć na grę z zupełnie innej perspektywy. Howard przyznał, że to doświadczenie zostało z nim do dziś. Kiedy analizuje mecze lub rozmawia z młodymi zawodnikami, „widzi przede wszystkim geometrię”, co najlepiej pokazuje, jak duży wpływ trener miał na jego koszykarskie myślenie. Howard obalał narracje, które latami ciągnęły się za nim jak cień. „Media zrobiły z nas wrogów” – mówił, wracając do czasów w Los Angeles i do relacji z Kobem Bryantem. Podkreślał, że nigdy nie miał z nim osobistego konfliktu, a to, co ludzie uznali za wojnę, było w dużej mierze medialną interpretacją. Dla Howarda Kobe był wzorem, kimś, do kogo poziomu chciał doskoczyć, a nie rywalem, z którym trzeba się publicznie ścierać.

Keith Allison from Hanover, MD, USACC BY-SA 2.0, via Wikimedia Commons

Rozmowa zeszła też na Houston i Jamesa Hardena. Howard nie krył, że widział w tym duecie coś wielkiego, w szczególności ze obaj gracze genialnie grali w pick’n’rollu. Rzeczywistość okazała się inna, a brak komunikacji i różne oczekiwania rozbiły projekt, który na papierze wyglądał na idealny.

W tle cały czas przewijał się jeden motyw: bez rozmowy, bez dobrej komunikacji, nawet najlepsze nazwiska nie tworzą drużyny. Mocno wybrzmiał wątek zdrowia. Howard wprost przyznał, że po operacji pleców wrócił za szybko – po czterech miesiącach, choć powinien pauzować rok. Do tego zerwany obrąbek barku, bez operacji, grany „na ambicji”. Marcin Gortat porównał Dwighta przed i po kontuzji: „Kiedyś uderzyłby mnie tak, że pękłby mi kręgosłup”. Po urazie Howard już nigdy nie wrócił do swojego prime’u. Gdy pojawiły się porównania do Nikoli Jokica, Gortat – z perspektywy środkowego, który latami mierzył się z Howardem, podkreślił, że Jokić jest genialny, ale najpierw musiałby zatrzymać Dwighta, a to oznaczałoby fizyczną wojnę, po której niewielu wychodzi cało. „To byłoby bardzo trudne” – rzucił, przypominając, jak bardzo siłowa była gra Howarda w najlepszych latach.

All-Pro ReelsCC BY-SA 2.0, via Wikimedia Commons

Między tymi tematami pojawiały się historie, które pokazywały drugą stronę szatni – braterstwo. Howard opowiadał, że nie oddałby żadnego zawodnika z rotacji za legendarnych Bulls z 1993 roku. A potem przyszły anegdoty, które brzmią jak film: młody Gortat nie mógł kupić sobie komputera i musiał korzystać z hotelowej kafejki internetowej. Kilka dni później Dwight wręcza mu Maca jako „wczesny prezent świąteczny”. Gortat przyznał, że później robił to samo dla debiutantów, bo ktoś kiedyś zrobił to dla niego. MG opowiedział też historię, kiedy to w swoim debiutanckim sezonie Dwight kazał mu przyjechać do domu po to by.. oddać młodszemu koledze większość jego garniturów. Taki weteran to skarb. Dwight potrafił być też złośliwy. Za zły głos w drużynowej ankiecie, Marcin musiał kupować codzienne pączki Krispy Kreme do końca sezonu. Gortat próbował „oszukać system”, podgrzewając wczorajsze pączki w mikrofali. Howard to wyczuł i zażądał paragonów z każdego dnia zakupu. Śmiech mieszał się z szacunkiem – bo właśnie w takich drobiazgach buduje się hierarchię i więź. Wspomnienia z Orlando Magic i wspólnych kolacji pokazały, jak ważne było bycie razem poza parkietem.

Keith AllisonCC BY-SA 2.0, via Wikimedia Commons

Na koniec Howard powiedział coś, co spięło całą rozmowę: szczęście to nie stan na zawsze, a spokój można zbudować. Dziś jest w innym miejscu, cieszy się rodziną i nowym życiem po koszykówce. A Gortat, słuchając tego wszystkiego, dostał od niego coś więcej niż komplement – potwierdzenie, że jego „Polish Hammer” i „Gortat Screen” są częścią historii ligi. W Berlinie, z dala od polskich sporów, było widać jedno: Marcin Gortat wciąż jest traktowany jak ktoś, kto zostawił w NBA ślad. I w czasach, gdy łatwo rzuca się w niego kamieniami, to był widok, który naprawdę robił różnicę.

Cała rozmowa na kanale PostPrimePL:

Jeśli chcesz poznać więcej treści od tego autora kliknij

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *