Zespół z mroźnej północy, który rozpala serca kibiców!

Bodo/Glimt to fenomen. Zespół, który jeszcze parę lat temu musiał uznawać wyższość Lecha i Legii dziś wyrzuca wielki Inter Mediolan z Ligi Mistrzów.

Pamiętać o korzeniach

Klub zdecydowanie nie wyrzuca pieniędzy na zagraniczny szrot. Buduje swoją potęgę nie na sprowadzaniu wielkich nazwisk, ale na kontraktowaniu ambitnych Norwegów. W składzie klubu nie znajdziemy przepłaconych zawodników, którzy przyjeżdżają po łatwy zarobek. W drużynie znajdują się praktycznie sami gracze ze Skandynawii. Norwegów uzupełniają Duńczycy oraz jeden Nigeryjczyk i Rosjanin. Taka mieszanka nie jest przypadkiem. Klub promuje zawodników, którzy muszą się wykazać. Nie przychodzą po zarobek. Taka mieszanka przynosi skutek. Patrząc się na nich każdy kibic może mieć wrażenie, że wszyscy piłkarze grają na 120%. W ekstraklasie cieszymy się gdy uda się sprowadzić zawodnika, który 10 lat wcześniej zagrał jeden mecz w rezerwach Realu Madryt. W Bodo cieszą się gdy uda się sprowadzić kolejnego piłkarza, który będzie mógł wnieść do drużyny więcej niż wybujałe ego.

LittleWhites, CC BY-SA 4.0 , via Wikimedia Commons

Zwykli piłkarze

Największą gwiazdą ekipy aktualnie zdecydowanie jest Jens Hauge, jego bramka i asysta przeciwko Interowi na pewno na stale zapiszą się w historii norweskiej piłki. Jednak nie tylko on tworzy ten klub. Piłkarze tacy jak Sondre Fet, Fredrik Sjovold i Kasper Hogh również piszą tą historię, cały zespół to kolektyw. Hauge został sprowadzony za śmieszne pieniądze z Eintrachtu Frankfurt. Partick Berg to wychowanek, z krótkim epizodem we francuskim Lens. Hakon Evjen to gość ściągnięty z innego lokalnego klubu. Za Fredrika Sjovolda również nikt nie dawał wielkich pieniędzy, ponieważ został sprowadzony z norweskiego, małego klubiku. Wszyscy piłkarze mają z sobą coś wspólnego. Wielkie marzenie, które w tym sezonie zmienia się w rzeczywistość.

Stabilizacja

W naszych realiach trzymanie jednego trenera na stołku dłużej niż przez dwa sezony wydaje się nie do pomyślenia. Norwegowie przyjęli inną taktykę. Kjetil Knutsen prowadzi ekipę z koła podbiegunowego od 2018 roku. Osiem lat czy to w kryzysach, w chwilach lepszych jak i gorszych. Trener dostał ogromny kredyt zaufania od zarządu. Nawet wtedy gdy pierwszy rok nie był taki udany. Swój pierwszy sezon zakończył dopiero na 11 miejscu w tabeli. W Polsce klub zmieniłby już trenera 3 razy. W tym zespole z koła podbiegunowego uznano to za proces. Potem było lepiej, w następnym sezonie ekipa została już wicemistrzem. Zaufanie zaprocentowało. Bodo zostało hegemonem, mistrzostwa w 2020, 2021, 2023 i 2024 były już tylko potwierdzeniem dominacji ekipy zbudowanej przez trenera Knutsena.

Bjørn Erik Pedersen, CC BY-SA 4.0 , via Wikimedia Commons

Pucharowy cud

Bodo/Glimt już w sezonie 2020/2021 pokazało pazur w europejskich pucharach. W eliminacjach ligi europy odpadli dopiero z wielkim AC Milanem. Nie była to wpadka, jednak klub nie zamierzał na tym poprzestać. W lidze konferencji mieli okazję wykazać się w następnym sezonie. Gdy z eliminacji ligi mistrzów wyrzuciła ich Legia Warszawa oni zaczęli krucjatę w tych najmniej prestiżowych rozgrywkach. Jednak odpadli z prawdziwie prestiżowym rywalem, ponieważ dopiero w ćwierćfinale z AS Romą. W następnym sezonie musieli uznać wyższość Lecha Poznań. Porażki z polskimi klubami były dla nich nauczką. O ile sezon 2023/2024 zakończył się odpadnięciem z Ajaxem w 1/16 LKE to 2024/2025 był eksplozją formy. Norwegowie niszczyli wszystkich na swojej drodze w Lidze Europy. Lazio? Nie ma problemu, Olimipiakos? Przejdziemy. Wspaniała przygoda zakończyła się dopiero na Tottenhamie w półfinale rozgrywek. Chociaż to pewnie z litości, żeby koguty w końcu mogli podnieść jakiś puchar. Aktualnie klub przeżywa przygodę życia w Lidze Mistrzów. Dopiero co wyrzucili za burtę Inter Mediolan. Co będzie dalej? Czas pokaże, ale kibicują im chyba wszyscy.

Jeśli chcesz poznać więcej treści od tego autora kliknij

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *