Zapowiada się na jeden z najbardziej fascynujących finałów NBA XXI wieku. Z jednej strony mamy New York Knicks – klub z największego rynku koszykarskiego świata, czekający na mistrzostwo od 1973 roku. Z drugiej San Antonio Spurs – najmłodszą potęgę ligi, prowadzoną przez zawodnika, który już dziś jest postrzegany jako przyszła twarz całej NBA. Nadchodząca seria nie jest tylko walką o Trofeum Larry’ego O’Briena. To starcie dwóch epok, dwóch filozofii budowania zespołu i dwóch zupełnie różnych historii.
Seria, która może zdefiniować kolejną dekadę NBA
W nocy z środy na czwartek rozpocznie się finał NBA będący symbolicznym rewanżem za pamiętną serię z 1999 roku. Wówczas San Antonio Spurs z Timem Duncanem i Davidem Robinsonem pokonali New York Knicks prowadzonych przez Patricka Ewinga. Dziś oba kluby wracają na największą scenę ligi w zupełnie innych okolicznościach.
Stawka jest ogromna. Ktokolwiek wygra, zostanie ósmym różnym mistrzem NBA w ciągu ostatnich ośmiu sezonów, co tylko podkreśla niespotykaną od dekad równowagę sił w lidze.
Knicks przychodzą do finałów po jednej z najbardziej imponujących serii play-offowych w historii koszykówki. Jedenaście zwycięstw z rzędu, dwa sweepy i bilans punktowy +262 sprawiły, że Nowy Jork wygląda jak maszyna nie do zatrzymania.
Spurs natomiast przeszli drogę znacznie trudniejszą. Najpierw przetrwali wyniszczającą serię z Minnesota Timberwolves, a następnie pokonali broniących mistrzostwa Oklahoma City Thunder w siedmiu meczach finału Konferencji Zachodniej. To właśnie tam Victor Wembanyama pokazał światu, że być może jesteśmy świadkami narodzin kolejnego dominatora NBA.
Po jednej stronie stoi drużyna, która niesie na barkach 53 lata oczekiwań swoich kibiców. Po drugiej zespół, który może właśnie rozpoczynać nową dynastię.
Rozdział I. Od 1999 do 2026 – jak bardzo zmieniła się NBA?
Gdy Knicks i Spurs spotkali się w finałach po raz ostatni, NBA wyglądała zupełnie inaczej.
Sezon 1998/99 był skrócony przez lokaut. Mecze przypominały bardziej wojny pozycyjne niż współczesną koszykówkę. Średni wynik tamtych finałów wynosił zaledwie 85:80 dla Spurs.
Dla porównania współcześni Knicks potrafili zdobywać ponad 80 punktów już do przerwy.
W tamtej serii obie drużyny trafiały średnio łącznie 6,4 rzutu za trzy punkty na mecz. Dzisiaj jeden zawodnik San Antonio – Julian Champagnie – trafił sześć trójek w Game 7 z OKC.
Koszykówka przeszła rewolucję. Najlepszym symbolem tej zmiany jest Victor Wembanyama. Gdy Duncan zdobywał pierwszy tytuł Spurs w 1999 roku, zawodnik mierzący ponad 220 cm miał stać pod koszem i dominować fizycznie. Dziś Wembanyama rzuca za trzy, prowadzi kontrataki, kreuje kolegów i blokuje rzuty na całym parkiecie.
Rozdział II. Victor Wembanyama i narodziny nowej ery
Wiele wskazuje na to, że te finały będą przede wszystkim opowieścią o Victorze Wembanyamie.
22-letni Francuz rozgrywa prawdopodobnie najlepsze play-offy spośród wszystkich zawodników ligi. W serii przeciwko Oklahoma City Thunder zanotował występ, który wielu porównuje do legendarnych meczów LeBrona Jamesa czy Shaquille’a O’Neala z początków ich dominacji.
W pierwszym spotkaniu finału Zachodu zdobył 41 punktów, 24 zbiórki i całkowicie zdominował strefę podkoszową. Jeszcze bardziej imponujący jest jednak jego wpływ na grę bez piłki.
Oklahoma City posiadało MVP ligi – Shaia Gilgeousa-Alexandra. Mimo to sama obecność Wembanyamy sprawiała, że Thunder rezygnowali z wielu wejść pod kosz. Atak najlepszej ofensywy Zachodu wielokrotnie wyglądał na sparaliżowany.
Dlatego największe pytanie tych finałów brzmi: Czy Knicks są w stanie znaleźć sposób na zawodnika, którego nikt dotąd nie potrafił zatrzymać? Prawdopodobnie nie. Mogą jedynie ograniczyć jego wpływ.
Plan nr 1 – Karl-Anthony Towns
Towns dysponuje odpowiednimi warunkami fizycznymi i jako jeden z niewielu wysokich potrafi odpowiadać Wembanyamie także po ofensywnej stronie parkietu. Problemem są jednak faule. Francuz wymusza średnio niemal siedem przewinień na mecz w play-offach. Knicks nie mogą sobie pozwolić na sytuację, w której Towns spędzi połowę meczu na ławce a KAT jak już niejednokrotnie udowadniał ma tendencję do łapania głupich przewinień.
Plan nr 2 – OG Anunoby
To rozwiązanie wydaje mi się najbardziej prawdopodobne. Anunoby jest wystarczająco silny, by utrudniać Wembanyamie zajmowanie pozycji pod koszem, a jednocześnie wystarczająco szybki, aby nadążać za nim na obwodzie. Może okazać się najważniejszym obrońcą całych finałów. OKC nie miała niestety w swoich szeregach gracza pokroju OG i przypłaciła to odpadnięciem z walki o tytuł.
Rozdział III. Knicks – drużyna przeznaczenia?
Od ponad pięćdziesięciu lat Nowy Jork czeka na moment, który przywróciłby klubowi dawną wielkość.
Kolejne pokolenia kibiców oglądały nieudane próby:
- Patrick Ewing,
- John Starks,
- Allan Houston,
- Carmelo Anthony.
Żaden z nich nie był w stanie doprowadzić Knicks na szczyt.
Dziś twarzą organizacji jest Jalen Brunson. Rozgrywający już teraz znajduje się w gronie najwybitniejszych postaci w historii klubu. Jeśli poprowadzi Knicks do mistrzostwa, jego nazwisko zostanie wymieniane obok Walta Fraziera, Willisa Reeda i Patricka Ewinga. Co najważniejsze, sukces Knicks nie opiera się wyłącznie na Brunsonie.

Karl-Anthony Towns
Stał się idealnym partnerem dla lidera zespołu. Rozciąga grę, tworzy przewagi podaniami i zmusza rywali do opuszczania strefy podkoszowej. Ustawienie go jako huba ofensywnego, przez którego przechodzą podania było strzałem w dziesiątkę. KAT rzuca mniej, więcej podaje i to działa!
Mikal Bridges
Po przeciętnym początku play-offów eksplodował formą. Jego skuteczność oscyluje wokół 60%, a wkład defensywny jest nieoceniony. Jest pewnym egzekutorem w ofensywie a dzięki swojemu wingspamowi w obronie też jest solidnie.
OG Anunoby
Jeden z najlepszych obrońców NBA i jednocześnie niezwykle efektywny strzelec. W jednym z poprzednich podcastów pokusiłem się o stwierdzenie, że jest to w tej chwili najlepsza trzecia opcja w NBA. Jeśli będzie zdrowy to może być klucz do mistrzostwa NYK.
Josh Hart
Być może najważniejszy „cichy bohater” finałów. Spurs prawdopodobnie będą go ignorować na obwodzie, wykorzystując Wembanyamę jako swego rodzaju wolny elektron w obronie. Jeżeli Hart zacznie trafiać otwarte trójki, cała koncepcja defensywna San Antonio może się posypać.

Rozdział IV. Najważniejsze pojedynki tej serii
Stephon Castle kontra Jalen Brunson
To prawdopodobnie najważniejszy pojedynek obwodowy finałów. Castle właśnie ograniczył skuteczność MVP ligi Shaia Gilgeousa-Alexandra do 41% w finale Zachodu. Teraz czeka go jeszcze trudniejsze zadanie. Brunson jest mistrzem gry w półdystansie, specjalistą od wymuszania kontaktu i jednym z najlepszych zawodników NBA w końcówkach spotkań. Do tego ma coś czego nie miał SGA – trójkę po koźle na elitarnym poziomie. Młody obrońca będzie miał pełne ręce roboty z liderem Knicks. Jeżeli Castle zdoła spowolnić Brunsona, przewaga przesunie się na stronę Spurs.

Karl-Anthony Towns kontra defensywa Spurs
San Antonio najchętniej pozostawiłoby Wembanyamę jako pomocnika w obronie. To oznacza, że Towns często będzie atakował niższych obrońców. Jeżeli wykorzysta tę przewagę fizyczną, może zostać najważniejszym ofensywnym graczem całej serii. Pamiętajmy również, że KAT jest świetnym strzelcem zza łuku, Wemby decydując się wychodzić do niego na obwód będzie automatycznie otwierał miejsce do penetracji pod kosz. A na to na pewno będą czekali Hart z Anunobym.
Walka o zbiórki
To może być najbardziej niedoceniany aspekt finałów. Knicks są elitarną drużyną pod względem zbiórek ofensywnych. Mitchell Robinson, Towns, Hart i Anunoby regularnie tworzą dodatkowe posiadania. Spurs z kolei należą do najlepszych zespołów ligi pod względem zbiórek defensywnych dzięki obecności Wembanyamy. To starcie dwóch największych specjalistów w swoich dziedzinach.
Rozdział V. Mocne i słabe strony obu drużyn
Atuty Knicks
1. Najgorętsza ofensywa NBA
Rating ofensywny na poziomie 123,3 punktu na 100 posiadań jest historyczny. Nowy Jork wchodzi do finałów po serii 11 kolejnych zwycięstw i łącznym bilansie punktowym +262. To najlepsza seria 11 meczów rozegranych przez jakąkolwiek drużynę w ciągu 80-letniej historii NBA, biorąc pod uwagę zarówno sezon zasadniczy, jak i play-offy. Większość z nas chyba nie zdaje sobie sprawy jakim potworem ofensywnym są Knicks w tych rozgrywkach.
2. Fizyczność skrzydłowych
Anunoby, Bridges i Hart tworzą jedną z najbardziej wszechstronnych grup skrzydłowych w lidze. To m.in. dzięki swoim skrzydłowym Knicks trafiają w play-offach aż 42% trójek z narożników. Co ciekawe Knicks i Spurs byli dwiema drużynami najczęściej oddającymi rzuty za trzy z narożników boiska. Niestety SAS robią to o 10% gorzej od swoich finałowych konkurentów.
3. Trener
Coach Brown > Coach Johnson. Obserwując postępy Mitcha Johnsona po przejęciu (niezaplanowanym przecież) Spurs mam wrażenie, że rośnie nam trener, którego spokojnie stać na zdobycie „Coach of the year”. Jednak na chwilę obecną to trenera Browna stawiam ponad trenerem SAS.

Słabości Knicks
1. Obrona Brunsona
Spurs będą nieustannie szukać sposobów na atakowanie lidera Knicks.
2. Problemy Townsa z faulami
Mogą całkowicie zmienić przebieg serii.
3. Zdrowie Robinsona
Jego kontuzja może okazać się kluczowa.
Atuty Spurs
1. Victor Wembanyama
Najlepszy zawodnik tej serii. A często to właśnie najlepszy zawodnik wygrywa finały. Z OKC zagrał trochę w kratkę dobre mecze przeplatając słabszymi – kiedy Victor gra dobrze SAS wygrywają, kiedy słabiej przegrywają. Na osłabionych kontuzjami OKC taka nierówna dyspozycja wystarczyła, jeśli Wemby chce pokonać zdrowych i rozpędzonych Knicks, w moim odczuciu nie może sobie pozwolić na więcej niż dwa słabsze mecze.

2. Elitarna defensywa
Trzecia obrona sezonu zasadniczego i prawdopodobnie najlepsza defensywa obecnych play-offów. Jej centralnym punktem jest oczywiście nasz kosmita ale warto oddać reszcie chłopaków z San Antonio, że potrafią bronić jak banda wygłodniałych pitbulli – tutaj sporo też zależy od linii sędziowskiej.
3. Wszechstronność
Potrafią wygrywać zarówno szybkie mecze, jak i brutalne, fizyczne bitwy w ataku pozycyjnym.
Słabości Spurs
1. Brak doświadczenia
To dla większości zawodników pierwsze finały NBA. Do tej pory pokazywali, że presję maja za nic, no ale to jednak finał. Tutaj presja jest potrójna.
2. Zmęczenie
Siedmiomeczowa wojna z Thunder mogła kosztować ich bardzo dużo energii.
3. Nierówna skuteczność z dystansu
Knicks dysponują większą liczbą sprawdzonych strzelców.
4. Ograniczona rotacja
Ławka rezerwowych SAS niestety prezentuje się mniej okazale od tego czym dysponuja ich rywale z Nowego Jorku.
Rozdział VI. Prognoza – kto zdobędzie mistrzostwo?
To jedna z najtrudniejszych serii do przewidzenia od wielu lat.
Knicks mają przewagę doświadczenia, są bardziej wypoczęci i prezentują historyczny poziom ofensywy. Co więcej, ich skład wydaje się lepiej przystosowany do walki z Wembanyamą niż skład Oklahoma City. Jednocześnie Spurs posiadają coś, czego nie ma żadna inna drużyna NBA.
Posiadają Victora Wembanyamę.
Historia ligi wielokrotnie pokazywała, że gdy pojawia się zawodnik zdolny całkowicie zmieniać geometrię boiska po obu stronach parkietu, wszystkie klasyczne argumenty tracą znaczenie. Francuz już teraz wpływa na mecze w sposób przypominający najlepsze lata Shaquille’a O’Neala, Tima Duncana czy LeBrona Jamesa.
Kluczowe pytania brzmią:
- Czy Knicks utrzymają historyczną skuteczność zza łuku?
- Czy Mitchell Robinson będzie zdrowy?
- Czy Castle ograniczy Brunsona?
- Czy Spurs zdołają znaleźć jeszcze energię po wyczerpującej serii z Thunder?
Jeżeli finały zamienią się w ofensywną wymianę ciosów, przewaga może należeć do Knicks.
Jeżeli jednak seria stanie się fizyczną wojną na pół boiska, a mecze będą rozstrzygane w defensywie, większe szanse wydają się mieć Spurs.
Niezależnie od wyniku jedno jest pewne: historia już czeka na zwycięzcę.
Ja typuję 4:2 dla drużyny z Nowego Jorku. Jak będzie przekonamy się już za kilkanaście dni.
Jeśli wolicie słuchać to zapraszam Was do naszego kanału na YT i posłuchania na temat nadchodzącej serii w podcaście, który nagraliśmy wczoraj z Maćkiem Kempińskim:

Dodaj komentarz