Blisko 3500 osób uznało, że w Walentynki najlepszym miejscem na randkę będzie Enea Arena. I trudno o lepszą metaforę tego wieczoru – zamiast świec i deserów były zasłony, pick’n’rolle i obrona, która przygniotła przeciwnika. King Wilki Morskie Szczecin pokonał Anwil Włocławek, w pewnym momencie przejmując kontrolę nad meczem. Mecz, który przed pierwszym gwizdkiem miał pachnieć wyrównanym starciem, zamienił się w pokaz dyscypliny i fizyczności gospodarzy.
Bukmacherzy delikatnie skłaniali się ku Anwilowi. Parkiet szybko zweryfikował te prognozy.
Chaos, który prowadzi do porządku
Pierwsze punkty zdobył Nemanja Popović – jak na big mana przystało, po zbiórce w ataku. To był sygnał, że Szczecin zamierza grać swoje: twardo, cierpliwie, z naciskiem na detale. Początek? Trochę chaosu po obu stronach.
Z czasem jednak King zaczął łapać rytm. Piłka krążyła szybciej, decyzje były prostsze, a przewaga – choć początkowo ledwo zauważalna – zaczęła się zarysowywać. Na 65 sekund przed końcem pierwszej kwarty na parkiecie zadebiutował Malcolm Dandridge, świeżo sprowadzony z niemieckiej BBL do wzmocnienia strefy podkoszowej Kinga. To nie był spektakularny debiut, raczej wprowadzenie do systemu – ale już sama jego obecność zmieniała geometrię pola trzech sekund. Pierwszą kwartę zamknął Jeremy Roach rzutem w ostatniej sekundzie. 20:17.

Obrona jako statement
Ten sam zawodnik rozpoczął drugą kwartę błyskawiczną „trójką”. Co ciekawe już w pierwszej kwarcie można było zauważyć, że obaj trenerzy zamierzają korzystać ze swoich szerokich ławek rezerwowych – w Kingu zagrało 10 zawodników, w Anwilu 9. Wydaje się, że obaj trenerzy po nerwowym początku szukali optymalnego ustawienia dla swoich zespołów.
Problem Anwilu polegał na tym, że King znalazł je szybciej. Gospodarze zaczęli bronić tak, jakby każdy rzut rywali był osobistą zniewagą. Anwil w drugiej kwarcie zdobył zaledwie 12 punktów. Szczecin – 18. Niby nic spektakularnego w liczbach, ale w odczuciu? To był moment, w którym mecz zaczął się przechylać na stronę gospodarzy.
Trzecia kwarta: zaciskanie pętli
Po zmianie stron miałem wrażenie, że szczecinianie jeszcze wzmocnili obronę poprawiając przy tym grę w ataku. Po ponad dwóch minutach drugiej połowy trener gości Ronen Ginzburg musiał poprosić o czas. 45 – 32 dla Kinga. Anwil momentami wyglądał jakby totalnie nie miał pomysłu na żelazną obronę Wilków Morskich. Indywidualnymi akcjami przyjezdnych próbował trzymać w grze Tyler Wahl. Na deskach szaleli jednak Namanja Popovic oraz Tomasz Gielo a w ataku niezawodny był Anthony Roberts – najpierw sieknął trójkę a potem zakończył akcję efektownym wsadem i King znowu odskoczył na 14 punktów (52 – 38).

Statystyka, która boli
Jeśli szukać jednej statystyki, która opowiada historię Anwilu, to jest nią 1/17. Tyle wynosił bilans rzutów za trzy po trzech kwartach. 5,88 procent. W czasach, gdy koszykówka opiera się na spacingu i groźbie zza łuku, taki wynik to jak jazda autostradą na zaciągniętym hamulcu ręcznym.
Ostatnia kwarta zakończyła się remisem 22:22. King nie musiał już przyspieszać. Kontrolował dystans – 12, 14, 15 punktów przewagi. Wystarczająco, by nikt w hali nie zerkał nerwowo na tablicę wyników.
Z bliska widać więcej
Kilka ciekawych spostrzeżeń jakich dokonałem siedząc blisko parkietu:
1. Przemek Żołnierewicz to jest moc – jak tylko miał możliwość jechał tyłem do kosza – wzięło się z tego aż 13 rzutów wolnych (następni w kolejce byli zawodnicy, którzy oddali po 4 rzuty osobiste).
2. Jovan Novak oddał 4 rzuty za 3pkt. – i chyba wszystkie… – z jednej nogi. Kamil Chanas pozdrawia.
3. Obserwowanie z odległości kilku metrów catch&shoot A.J. Slaughtera to sama przyjemność. Wyjście po zasłonie, złapanie piłki w ruchu, wyjście w górę i sam rzut – palce lizać. Pomimo 38 lat na karku A.J. wciąż to ma.

Twierdza nad morzem
84:74. Zatrzymanie Anwilu na 74 punktach – to nie przypadek, to plan. Trener Maciej Majcherek przyznał po meczu, że właśnie z tego jest najbardziej zadowolony. Obrona była fundamentem.
Dziewiąte domowe zwycięstwo w sezonie. Lider tabeli. Twierdza Szczecin pozostaje niezdobyta od 7 grudnia.
W Walentynki kibice wybrali koszykówkę. I był to według mnie bardzo dobry wybór.


Dodaj komentarz