Ulewa nie zatrzymała GKM-u. Max Fricke poprowadził gospodarzy do wysokiego zwycięstwa

Deszcz, awarie taśmy startowej, upadki i półtoragodzinne oczekiwanie na pierwszy bieg. Piątkowy wieczór w Grudziądzu bardziej przypominał walkę z pogodą niż klasyczne żużlowe widowisko, ale gdy już udało się wyjechać na tor, Bayersystem GKM Grudziądz pokazał siłę. Choć Krono-Plast Włókniarz Częstochowa przez długi czas trzymał się blisko faworyta i momentami naprawdę mógł się podobać, końcówka należała już wyłącznie do gospodarzy. Ostatecznie „Gołębie” wygrały wysoko 56:34, potwierdzając, że przy Hallera 4 coraz trudniej komukolwiek myśleć o niespodziance.

Jeszcze kilka godzin przed rozpoczęciem spotkania było jasne, że pogoda może rozdawać karty. Nad Grudziądzem regularnie przechodziły opady, a najmocniej rozpadało się późnym popołudniem. Organizatorzy zdecydowali więc o przesunięciu startu meczu z 18:00 na 19:30. Kibice przynajmniej wcześniej otrzymali komunikat i nie musieli marznąć na stadionie bez informacji. Największym zwycięzcą przed pierwszym biegiem okazała się nowa plandeka, która zdała egzamin w bardzo trudnych warunkach i pozwoliła przygotować tor do ścigania.

Samo spotkanie rozpoczęło się jednak znacznie bardziej wyrównanie, niż można było się spodziewać. Włókniarz, który przed meczem nie był stawiany w roli zespołu zdolnego do walki o punkty, od początku postawił gospodarzom twarde warunki. Już inauguracyjny bieg pokazał, że częstochowianie nie zamierzają przyjechać do Grudziądza wyłącznie po najniższy wymiar kary. Jakub Miśkowiak znakomicie wyszedł spod taśmy, choć ostatecznie musiał uznać wyższość Michaela Jepsena Jensena. GKM wygrał pierwszy wyścig, ale goście od razu pokazali, że będą szukać swoich szans.

Prawdziwe emocje pojawiły się już chwilę później w biegu juniorskim. Po kontakcie z Kevinem Małkiewiczem bardzo groźnie upadł Franciszek Karczewski. Obaj zawodnicy z impetem uderzyli o tor, a przez moment na stadionie zrobiło się bardzo nerwowo. Na szczęście skończyło się bez poważniejszych konsekwencji i żużlowcy byli w stanie kontynuować jazdę. W powtórce świetnie zaprezentował się Bastian Pedersen, który coraz mocniej pokazuje, że juniorzy GKM-u nie są tylko dodatkiem do drużyny, ale jednym z jej najważniejszych punktów.

W pierwszej części zawodów Włókniarz naprawdę mógł się podobać. Kapitalny moment zaliczył Sebastian Szostak, który w trzecim wyścigu potrafił rozdzielić duet Tarasienko–Fricke i przez chwilę wyglądał jak zawodnik mogący regularnie kąsać gospodarzy. Dobrze prezentował się również Mads Hansen, walczący praktycznie o każdy metr toru. Po pierwszej serii wynik 13:11 dla GKM-u absolutnie nie oddawał przewidywań ekspertów przed meczem.

Jakub Miśkowiak

Tor od początku był jednak niezwykle wymagający. Padający deszcz sprawiał, że zawodnicy musieli bardziej kontrolować motocykle niż szukać efektownych ataków. Widowiskowych mijanek było niewiele, a większość wyścigów rozstrzygała się już na starcie lub pierwszym łuku. Mimo tego zawodnicy radzili sobie zaskakująco dobrze, unikając większej liczby upadków.

Z biegu na bieg coraz mocniej zaczynała jednak wychodzić przewaga gospodarzy. GKM lepiej odnajdywał się w trudnych warunkach, a kluczową rolę odgrywali liderzy. Max Fricke wyglądał tego dnia znakomicie, szybki, pewny i niezwykle skuteczny. Australijczyk praktycznie przez całe spotkanie kontrolował sytuację na torze, zdobywając 13 punktów i bonus. Bardzo solidnie wspierał go Maksym Drabik, a świetne zawody notował także Kevin Małkiewicz, który po wcześniejszym upadku wrócił do ścigania bez większych problemów.

Druga część meczu zaczęła wymykać się Włókniarzowi spod kontroli. Jeszcze po ósmym biegu strata gości wynosiła tylko sześć punktów i można było mieć wrażenie, że jeden mocniejszy moment pozwoli im wrócić do gry. Tak się jednak nie stało. GKM zaczął seryjnie wygrywać biegi, a częstochowianie stopniowo tracili argumenty.

Nie brakowało przy tym chaosu organizacyjnego. Kilkukrotnie problemy sprawiała taśma startowa, która nierówno szła w górę i zmuszała sędziego do powtarzania procedury startowej. Szczególnie kuriozalnie wyglądał bieg dziesiąty. Najpierw start przerwano przez awarię taśmy, później nad stadionem ponownie rozpadał się deszcz, a gdy w końcu udało się ruszyć, po kontakcie z Maxem Fricke upadł Jaimon Lidsey. Na tym jednak problemy się nie skończyły, bo przy kolejnym podejściu taśma ponownie odmówiła posłuszeństwa. Mimo fatalnych warunków arbiter zdecydował się kontynuować zawody.

Momentem, który praktycznie odebrał Włókniarzowi resztki nadziei, był jedenasty wyścig. Goście byli blisko podwójnego zwycięstwa, ale najpierw rozdzielił ich Fricke, a chwilę później jadący na prowadzeniu Rohan Tungate zanotował defekt motocykla. Australijczykowi odpadł hak, a w takich warunkach dalsza jazda była niemożliwa. Zamiast ważnych punktów częstochowianie zostali z niczym, a GKM jeszcze bardziej powiększył przewagę.

Końcówka należała już całkowicie do gospodarzy. Świetnie funkcjonowała para Małkiewicz–Drabik, skuteczny był Tarasienko, a Fricke do końca utrzymywał bardzo wysokie tempo. Włókniarz z kolei zaczął przypominać drużynę z początku sezonu, zagubioną, nieskuteczną i mającą ogromne problemy z utrzymaniem kontaktu z rywalem.

Choć wynik 56:34 sugeruje jednostronne widowisko, przez sporą część spotkania częstochowianie naprawdę byli w stanie postawić się gospodarzom. Ostatecznie różnicę zrobiła jednak większa stabilność GKM-u, lepsze dopasowanie do warunków i znakomita postawa liderów oraz juniorów. Grudziądzanie po raz kolejny pokazali, że ich młodzież może być jednym z największych atutów drużyny, a jeśli Fricke utrzyma taką formę, „Gołębie” mogą być bardzo niewygodnym rywalem dla każdego w lidze.

6. runda PGE Ekstraligi

Bayersystem GKM Grudziądz-Kroko-Plast Włókniarz Częstochowa 56:34

Byersystem GKM: Michael Jepsen Jensen 8+1 (3,2,2*,1,0), Damian Miller 0 (-,-,-,-), Maksym Drabik 9+2 (1,1,2*,2*,3), Max Fricke 13+1 (1*,3,3,3,3), Wadim Tarasienko 8 (2,1,2,3,0), Bastian Pedersen 8+2 (3,2,1*,1*,1), Kevin Małkiewicz 10 (d,1,3,3,3), Jan Przanowski ns

Krono-Plast Włókniarz: Rohan Tungate 7 (2,2,1,d,2), Sebastian Szostak 3 (3,0,0,0,-), Jakub Miśkowiak 2 (0,2,0,0), Mads Hansen 11+1 (3,0,3,2,2,1*), Jaimon Lidsey 6+1 (0,3,w,2,1*), Franciszek Karczewski 3 (2,w,1), Szymon Ludwiczak 2 (1,0,1), Alan Ciurzyński ns

Bieg po biegu:

1. Jepsen Jensen, Tungate, Drabik, Miśkowiak 4:2

2. Pedersen, Karczewski, Ludwiczak, Małkiewicz (d) 3:3 (7:5)

3. Szostak, Tarasienko, Fricke, Lidsey 3:3 (10:8)

4. Hansen, Pedersen, Małkiewicz, Karczewski (w) 3:3 (13:11)

5. Fricke, Miśkowiak, Drabik, Hansen 4:2 (17:13)

6. Małkiewicz, Tungate, Tarasienko, Szostak 4:2 (21:15)

7. Lidsey, Jepsen Jensen, Pedersen, Ludwiczak 3:3 (24:18)

8. Hansen, Tarasienko, Pedersen, Miśkowiak 3:3 (27:21)

9. Małkiewicz, Jepsen Jensen, Tungate, Szostak 5:1 (32:22)

10. Fricke, Drabik, Karczewski, Lidsey (w) 5:1 (37:23)

11. Fricke, Hansen, Jepsen Jensen, Tungate (d) 4:2 (41:25)

12. Małkiewicz, Drabik, Ludwiczak, Szostak 5:1 (46:26)

13. Tarasienki, Lidsey, Pedersen, Miśkowiak 4:2 (50:28)

14. Drabik, Hansen, Lidsey, Tarasienko 3:3 (53:31)

15. Fricke, Tungate, Hansen, Jepsen Jensen 3:3 (56:34)

Jeśli chcesz poznać więcej treści od tego autora kliknij

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *