Twierdza Smoczyk niezdobyta! Unia ograła mistrza Polski i zrobiła wielki krok w stronę play-off

Jeszcze kilka miesięcy temu niewielu ekspertów odważyłoby się postawić tezę, że beniaminek z Leszna będzie rozdawał karty w walce o fazę play-off. Tymczasem w piątkowy wieczór Fogo Unia wysłała całej PGE Ekstralidze bardzo wyraźny sygnał. Na stadionie im. Alfreda Smoczyka pokonała aktualnych mistrzów Polski z Torunia 49:41, zgarnęła komplet punktów wraz z bonusem i potwierdziła, że nie zamierza być jedynie sympatyczną historią tego sezonu.

Był to mecz o znacznie większej wadze niż wskazywałaby dopiero ósma kolejka rozgrywek. Obie drużyny doskonale zdawały sobie sprawę, że bezpośrednie starcia mogą ostatecznie zdecydować o miejscu w czołowej czwórce. Właśnie dlatego od pierwszego biegu na torze czuć było napięcie, a każdy punkt smakował podwójnie.

Dudek otworzył, ale to Leszno przejęło inicjatywę

Początek należał do gości. Pierwszy wyścig wygrał Patryk Dudek, który skutecznie odpierał ataki Bena Cooka. Torunianie pokazali, że przyjechali do Leszna z zamiarem przełamania fatalnej serii wyjazdowych występów.

Szybko jednak okazało się, że gospodarze są doskonale przygotowani na ten wieczór.

W biegu młodzieżowym błysnął Nazar Parnicki, a ambitną walką zachwycił Kacper Mania. Chwilę później kibice obejrzeli jeden z najbardziej efektownych wyścigów pierwszej części spotkania. Robert Lambert po fatalnym starcie wydawał się skazany na ostatnią pozycję, jednak Brytyjczyk popisał się kapitalnym atakiem i jeszcze na pierwszym okrążeniu znalazł się na czele stawki.

To był przedsmak jego znakomitego występu.

Końcówka pierwszej serii należała już jednak do leszczynian. Parnicki świetnie zamknął krawężnik przed Michelsenem, a Fogo Unia po raz pierwszy wyprowadziła skuteczny cios, obejmując prowadzenie 14:10.

Mecz liderów. Kołodziej kontra Lambert

Spotkanie szybko zamieniło się w pojedynek dwóch kapitanów.

Po stronie gospodarzy kapitalnie prezentował się Janusz Kołodziej. Lider „Byków” nie tylko zdobywał punkty, ale przede wszystkim nadawał ton całej drużynie. Tam, gdzie pojawiał się problem, Kołodziej znajdował rozwiązanie. Tam, gdzie Toruń próbował wrócić do meczu, kapitan Unii odpowiadał spokojem i doświadczeniem.

Z drugiej strony niemal samotną walkę o wynik prowadził Robert Lambert. Brytyjczyk był bezsprzecznie najlepszym zawodnikiem gości. Zdobył aż 16 punktów i wielokrotnie ratował swój zespół przed jeszcze większymi stratami. Kiedy wydawało się, że Unia odjeżdża rywalom, właśnie Lambert potrafił wykonać manewr, który przywracał nadzieję torunianom.

To właśnie rywalizacja tych dwóch liderów była ozdobą całego widowiska.

Leszczyńska młodzież dała impuls

Jeśli jednak szukać momentu, który przechylił szalę zwycięstwa na stronę gospodarzy, trzeba spojrzeć na młodzież.

Nazar Parnicki po raz kolejny udowodnił, że nieprzypadkowo jest uznawany za jeden z największych talentów światowego żużla. Mistrz świata juniorów imponował odważną jazdą, świetnymi startami i dojrzałością, której często brakuje dużo starszym zawodnikom.

Szczególnie ważny był dziewiąty bieg. Parnicki i Kołodziej wyszli na podwójne prowadzenie przeciwko Lambertowi i Dudkowi. Choć Brytyjczyk zdołał później przedzielić leszczyńską parę, gospodarze zadali rywalom kolejny bolesny cios.

Nie mniej ważną rolę odegrał Keynan Rew. Australijczyk znakomicie wykorzystał swoje szanse, a jego zwycięstwo w dziesiątej gonitwie nad naciskającym Emilem Sajfutdinowem wywołało prawdziwą eksplozję radości na trybunach. W tamtym momencie przewaga Unii urosła już do dziesięciu punktów i mistrzowie Polski znaleźli się pod ścianą.

Toruń próbował wszystkiego

Piotr Baron nie zamierzał biernie przyglądać się rozwojowi wydarzeń. Pojawiły się rezerwy taktyczne, kolejne zmiany i próby ratowania wyniku.

Goście mogli jednak mówić o sporym pechu. Najpierw upadek zaliczył Keynan Rew, później Patryk Dudek wjechał w taśmę podczas powtórki jedenastego wyścigu. Każdy kolejny problem oddalał Toruń od odrobienia strat.

Mimo wszystko mistrzowie Polski walczyli do końca. Lambert wygrywał kolejne biegi, Dudek przebudził się w końcówce, a Michelsen w czternastym wyścigu odniósł swoje jedyne indywidualne zwycięstwo.

To było jednak za mało na rozpędzoną Unię.

Debiutant uratował bezcenny remis

Jednym z najpiękniejszych obrazków wieczoru był występ Emila Koniecznego. Młody zawodnik pojawił się na torze w dwunastym biegu i wykorzystał swoją szansę w spektakularny sposób.

Na początku ostatniego okrążenia zaatakował Mikołaja Duchińskiego przy samym krawężniku i odebrał mu punkt. Dla wielu kibiców była to tylko jedna pozycja więcej, ale w rzeczywistości ten manewr pozwolił gospodarzom uratować biegowy remis i utrzymać komfortową przewagę przed decydującą fazą zawodów.

To właśnie takie momenty często budują wielkie sezony.

Smoczyk znów uwierzył

Przed biegami nominowanymi Toruń tracił sześć punktów i wciąż matematycznie pozostawał w grze. Leszczynianie nie dopuścili jednak do nerwowej końcówki.

W czternastej gonitwie duet Rew/Pawlicki skutecznie zneutralizował zagrożenie ze strony gości i przypieczętował zwycięstwo Fogo Unii. W ostatnim biegu Ben Cook i Janusz Kołodziej postawili kropkę nad „i”, zapewniając gospodarzom nie tylko wygraną 49:41, ale także niezwykle cenny punkt bonusowy.

Wielkie zwycięstwo i jeszcze większy sygnał

Końcowy wynik oznacza coś więcej niż trzy punkty dopisane do tabeli. To kolejny dowód na to, że Fogo Unia nie jest już zespołem, który walczy wyłącznie o spokojne utrzymanie. Leszczynianie coraz odważniej pukają do drzwi czołowej czwórki i pokazują, że mogą być jednym z najgroźniejszych zespołów drugiej części sezonu.

Toruń natomiast po raz kolejny wraca z wyjazdu z pustymi rękami. Mistrzowie Polski nadal mają ogromny potencjał, ale jeśli chcą myśleć o obronie tytułu, muszą wreszcie zacząć punktować także poza własnym stadionem.

W Lesznie nikt jednak nie zamierza dziś myśleć o problemach rywala. Na Smoczyku trwa wieczór marzeń. Beniaminek pokonał mistrza Polski, zgarnął bonus i zrobił ogromny krok w stronę play-off. A patrząc na atmosferę wokół tej drużyny, można odnieść wrażenie, że dla „Byków” najlepsze dopiero nadchodzi.

8. runda PGE Ekstraligi

Fogo Unia Leszno — PRES Grupa Deweloperska Toruń 49:41

Unia: Grzegorz Zengota 2+2 (1*,1*,-,-); Janusz Kołodziej 11 (3,2,3,2,1); Ben Cook 9 (2,1,1,2,3); Keynan Rew 7+1 (0,3,3,w,1*); Piotr Pawlicki 8 (2,1,3,0,2); Nazar Parnicki 10+2 (3,2*,2*,1,2); Kacper Mania 1 (1,0,-); Emil Konieczny 1+1 (1*)

Toruń: Patryk Dudek 8+1 (3,2*,0,t,3,0); Robert Lambert 16 (3,3,2,3,3,2); Norick Bloedorn 0 (0,0,-,-); Mikkel Michelsen 5 (0,2,0,-,3); Emil Sajfutdinow 7 (1,3,2,1,0); Antoni Kawczyński 2 (0,1,0,1); Mikołaj Duchiński 2 (2,0,0); Nicolai Heiselberg 1 (1)

Bieg po biegu:

  • 1. Dudek, Cook, Zengota, Bloedorn 3:3
  • 2. Parnicki, Duchiński, Mania, Kawczyński 4:2 (7:5)
  • 3. Lambert, Pawlicki, Sajfutdinow, Rew 2:4 (9:9)
  • 4. Kołodziej, Parnicki, Kawczyński, Michelsen 5:1 (14:10)
  • 5. Rew, Michelsen, Cook, Bloedorn 4:2 (18:12)
  • 6. Lambert, Dudek, Pawlicki, Mania 1:5 (19:17)
  • 7. Sajfutdinow, Kołodziej, Zengota, Duchiński 3:3 (22:20)
  • 8. Pawlicki, Parnicki, Heiselberg, Michelsen 5:1 (27:21)
  • 9. Kołodziej, Lambert, Parnicki, Dudek 4:2 (31:23)
  • 10. Rew, Sajfutdinow, Cook, Kawczyński 4:2 (35:25)
  • 11. Lambert, Parnicki, Kawczyński, Rew (u), Dudek (t) 2:4 (37:29)
  • 12. Lambert, Cook, Konieczny, Duchiński 3:3 (40:32)
  • 13. Dudek, Kołodziej, Sajfutdinow, Pawlicki 2:4 (42:36)
  • 14. Michelsen, Pawlicki, Rew, Sajfutdinow 3:3 (45:39)
  • 15. Cook, Lambert, Kołodziej, Dudek 4:2 (49:41)

Jeśli chcesz poznać więcej treści od tego autora kliknij

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *