Tunezja Polakom kojarzy się głównie z wakacjami. Należy jednak pamiętać również o tym, że poza rajskimi plażami znajduje się tam dość niezła, jak na Afrykę infrastruktura piłkarska. Zespół z północnej części tego kontynentu będzie chciał namieszać. Pytanie czy ma na to jakieś szanse.


Gdzie bieda miesza się z rajem
Tunezja to kraj, który w katalogach turystycznych wygląda jak raj na Ziemii. Piękne plaże, dobra infrastruktura, ciepła woda i piękna Sahara. To jest jedna strona medalu przekazywana nam przez biura podróży. Kilka kilometrów od plaż nie jest już jednak tak rajsko. W kraju dalej utrzymuje się bieda. Dość dużym ciosem były również zamachy terrorystyczne, które spowodowały spadek atrakcyjności kraju w oczach turystów. Pojawiły się również nowe, bardziej interesujące kierunki, takie jak słynny, oblegany przez polskie modelki Dubaj. Tunezja oczywiście dalej jest bardzo popularna, ale spadek jest widoczny.

Mundialowi wyjadacze
Tunezja ma bardzo bogatą historię występów na mistrzostwach świata. Pierwszy raz zakwalifikowali się już w 1978 roku. Co prawda nie wyszli wtedy z grupy jednak zrobili dla afrykańskiej piłki coś więcej. Zagrali dobrze, tak dobrze, że dzięki ich występom federacja „czarnego lądu” dostała więcej miejsc dla swoich przedstawicieli na mistrzostwach świata. Potem nastąpiła jednak długa przerwa, ale od 1998 roku Tunezja jest praktycznie wyjadaczem, zabrakło jej jedynie w 2010 i 2014 roku. Osobną kwestią jest to, że ani razu nie wyszli z grupy. Raz grali lepiej, raz gorzej, ale nigdy nie udało im się przynajmniej zagrać w 1/8 finału najważniejszych piłkarskich rozgrywek.
Droga na mundial
Tunezja w kwalifikacjach nie miała sobie równych. W grupie eliminacyjnej na 10 możliwych spotkań wygrała 9 z nich, a jedno zremisowała. Najlepszy jest ich bilans bramkowy. Ekipa strzeliła 22 gole, a nie straciła żadnego. Tak, w dziesięciu spotkaniach nikt nie był w stanie ukarać ich bramką. Swoją drogą grupowi rywale też nie byli z najwyższej półki, ponieważ Namibia, Malawi czy Liberia nie są zbyt prestiżowe. Jednak trzeba oddać cesarzowi co cesarskie i tak dobry wynik robi wrażenie.
Gwiazda reprezentacji
Największą nadzieją na dobre występy jest Ellyes Skhiri, który gra na codzień w Eintrachcie Frankfurt. Sam piłkarz nie urodził się w Tunezji, ale we Francji, gdzie zbierał pierwsze piłkarskie szlify. Wykorzystując swoje korzenie mógł jednak reprezentować kraj z północnej Afryki. Zawodnik ma już 31 lat i już długo rządzi i dzieli w Bundeslidze. Wcześniej grał w FC Koln, skąd przeniósł się do Frankfurtu. Jest to prawdopodobnie jedna z jego ostatnich szans na pokazanie czegoś dużego na mundialu. Na kolejną szanse może być za stary.
Polskie wątki w tunezyjskiej piłce
Polska łączy się piłkarsko z tym krajem przede wszystkim dzięki trenerom. Tak, nasi szkoleniowcy byli przez lata tam bardzo cenieni. Aż trzech Polaków prowadziło ich kadrę. W latach 1981-1983 selekcjonerem był Ryszard Kulesza. Potem przyszła pora na Pana Piechniczka, który w latach 80 prowadził reprezentację przez zaledwie rok. Trenerem, który odcisnął największe piętno na tunezyjskiej piłce był zdecydowanie Henryk Kasperczak. To nasz trener wprowadził ich na mundial po 20 latach posuchy. Było to w 1998 roku i wiąże się z tym również śmieszno-straszna historia. Mianowicie Kasperczak został zwolniony w trakcie tamtego mundialu. Tak, nie po nim, ale w trakcie. Było to spowodowane słabymi wynikami na samej imprezie. Czy miało to sens? Oczywiście, że nie. Związek piłkarski, który powinien wtedy nosić Pana Henryka na rękach pokazał mu środkowy palec. Polski trener jednak po latach wrócił i poprowadził Tunezję jeszcze raz, w latach 2015-2017. Wtedy niestety stan zdrowia naszego trenera nie pozwolił mu na kontynuowanie przygody.

Czy Tunezja coś ugra?
Odpowiedź jest prosta. Raczej nie. Grupa z Holandią, Szwecją i Japonią jest dość silna. My Polacy jednak liczymy na sprawienie chociaż jednej niespodzianki. W szczególności w meczu z tragiczną Szwecją, którą na mundial pchnęli sędziowie. Szansa na jakiś punkcik jest, warto wierzyć.

Dodaj komentarz