Trzęsienie Ziemi we włoskiej piłce! Spadają kolejne głowy.


To nie jest już zwykły kryzys. To systemowa katastrofa. Kraj, który cztery razy zdobywał mistrzostwo świata, właśnie po raz trzeci z rzędu nie awansował na mundial. Efekt? Italia nie zagra na mistrzostwach świata co najmniej przez 16 lat. Dla futbolowego mocarstwa to kompromitacja o historycznej skali. Włoskie media nie owijały w bawełnę: „apokalipsa”, „skandal”, „katastrofa”, „mundialowa klątwa”. I trudno się dziwić. W Zenicy „Azzurri” zremisowali 1:1 po 120 minutach, a potem rozpadli się w rzutach karnych, przegrywając 1:4. Nie odpadli po starciu z potęgą. Odpadli z Bośnią. To mówi wszystko.

Trzecia apokalipsa. Najgorsze, że przestała szokować

„La Gazzetta dello Sport” nazwała to „trzecią apokalipsą”. Najbardziej przerażające z włoskiej perspektywy jest jednak to, że porażka zaczyna wyglądać jak norma. W 2017 roku Italia nie przeszła przez Szwecję. W 2022 roku poległa z Macedonią Północną. Teraz dołożyła trzeci rozdział upadku. Trzy różne historie, ten sam finał: Włochy oglądają mundial w telewizji.

MichaelEmilioCC BY 4.0, via Wikimedia Commons

Gattuso odchodzi, ale nie on jest głównym winowajcą

Gennaro Gattuso po meczu nie ukrywał emocji. Przepraszał, mówił, że futbol karze za niewykorzystane sytuacje. Problem w tym, że we Włoszech nikt nie chce już słuchać romantycznych tłumaczeń.

Gattuso objął kadrę po tym, jak do pracy przy reprezentacji nie garnęli się najwięksi. Claudio Ranieri odmówił. Federacja znów postawiła bardziej na nazwisko i charakter niż na długofalowy plan. Efekt? Sześć zwycięstw, dwie porażki i ta najważniejsza – porażka, która zamknęła drzwi na mundial. Kontrakt rozwiązano. To było nieuniknione. Ale we Włoszech dobrze wiedzą, że Gattuso nie jest przyczyną kryzysu, tylko jego objawem.

Roberto VicarioCC BY-SA 3.0, via Wikimedia Commons

Gravina upadł. Za późno

Pierwsza duża głowa już spadła. Gabriele Gravina, prezes FIGC od 2018 roku, podał się do dymisji. I trzeba powiedzieć wprost: nie dlatego, że sam uznał skalę kompromitacji, ale dlatego, że został do tego zmuszony przez presję społeczną i polityczną.

Najpierw próbował się bronić. Zamiast uderzyć się w pierś, zaczął mówić o… braku politycznego wsparcia dla piłki i różnicach między futbolem a innymi dyscyplinami, które przyrównał do sportów amatorskich. To wywołało prawdziwą burzę.

Łyżwiarka szybka Francesca Lollobrigida ironicznie napisała: „Jestem amatorką”.
Bokserka Irma Testa odpowiedziała jeszcze mocniej: „Trenuję więcej niż piłkarze i zarabiam mniej niż ich kucharze czy nianie”.
Były koszykarz NBA Andrea Bargnani wypomniał piłce gigantyczne straty finansowe.

Krótko mówiąc: włoski futbol stracił nie tylko wyniki, ale i autorytet. Nie mówiąc już o wizerunku.

Ulica i politycy powiedzieli „dość”

Pod siedzibą FIGC pojawili się kibice. Nie skończyło się na transparentach. Poleciały jajka, powyrywano kwiaty z donic, a atmosfera była bardziej polityczna niż sportowa. Bo we Włoszech futbol jest częścią narodowej tożsamości. Dlatego trzecia nieobecność na mundialu została odebrana jak publiczne upokorzenie państwa i jego symboli. Do gry weszli też politycy. Minister sportu Andrea Abodi mówił wprost o konieczności restrukturyzacji i zmian na szczycie federacji. Partia Forza Italia zaczęła zbierać podpisy w Senacie pod apelem o odejście Graviny. Padały nawet pomysły wprowadzenia komisarza do FIGC.

To pokazuje skalę problemu: we Włoszech futbol przestał być tylko futbolem.

To nie koniec czystki. Buffon też rezygnuje

Na dymisji Graviny wszystko się nie kończy. Wczoraj Gianluigi Buffon, który pełnił rolę koordynatora i doradcy ogłosił, że rezygnuje ze swojej posady. Symbol wielkiej Italii nie obronił już niczego poza wspomnieniami.

Nowy prezes FIGC zostanie wybrany 22 czerwca. Ironia losu? Właśnie wtedy będzie trwał kolejny mundial. Znów bez Włochów. W gronie kandydatów na nowego selekcjonera przewijają się nazwiska Antonio Conte i Massimiliano Allegri. Tyle że objęcie tej kadry dziś nie jest zaszczytem. To wejście w strefę skażoną.

MichaelEmilioCC BY 4.0, via Wikimedia Commons

Problem jest głębszy niż jedna porażka

We Włoszech coraz głośniej mówi się o tym, że kryzys ma charakter strukturalny. I trudno się z tym nie zgodzić.

1. Serie A jest przeładowana i źle ustawiona

Coraz częściej pada postulat zmniejszenia ligi z 20 do 16 drużyn. Orędownikiem tego rozwiązania jest m.in. Aurelio De Laurentiis, prezydent Napoli. Mniej meczów miałoby dać więcej jakości, mniej przeciążenia i więcej czasu dla reprezentacji. Problem w tym, że włoska piłka jest dziś zakładnikiem praw telewizyjnych. Liga nie chce nawet elastycznie przesuwać spotkań przed zgrupowaniami kadry, bo liczy się przede wszystkim produkt do sprzedania.

2. Włosi coraz rzadziej grają we własnej lidze

To jeden z najboleśniejszych tematów. W Serie A coraz mniej miejsca zajmują rodzimi piłkarze, a jeszcze mniej – młodzi Włosi.

Dlatego pojawiają się propozycje:

  • przywrócenia limitu pięciu graczy spoza UE na boisku,
  • wprowadzenia obowiązku wystawiania młodzieżowców.

To pomysły radykalne, ale dobrze pokazują skalę problemu. Dla przykładu Como, walczące o europejskie puchary, ma w składzie tylko śladową obecność Włochów. To już nie wyjątek, tylko trend, który później odbija się na reprezentacji.

3. Szkolenie młodzieży nie nadąża za Europą

Hiszpania, Francja, Niemcy czy Portugalia od lat produkują talenty systemowo. Włochy za często żyją wspomnieniem dawnych szkółek i dawnych metod. Problemem nie jest tylko brak minut dla młodych. Problemem jest to, że wielu z nich nie jest odpowiednio wcześnie przygotowywanych do grania na najwyższym poziomie.

4. Fatalna infrastruktura i finanse

Włoskie stadiony są przestarzałe, inwestycje idą zbyt wolno, a kluby funkcjonują często na granicy stabilności. Serie A ma gigantyczne problemy finansowe, a jednocześnie cały system generuje coraz większe koszty, prowizje i uzależnienie od zewnętrznego kapitału.

Arabia, Australia i handel duszą futbolu

Do kryzysu dochodzi też problem tożsamości. Opozycyjny Ruch Pięciu Gwiazd ostro krytykuje decyzje o rozgrywaniu Superpucharu Włoch w Arabii Saudyjskiej czy planowaniu ligowych spotkań w Australii. Przekaz jest prosty: włoska piłka zamiast odbudowywać własny rynek i własnych kibiców, próbuje sprzedawać siebie wszędzie, byle drożej. To już nie tylko kwestia pieniędzy. To pytanie, czy włoski futbol nie sprzedał własnej duszy.

Cień Calciopoli i zarzut korupcyjnego rozkładu

Mocne słowa padły także z innej strony. Luciano Moggi wskazał na moment graniczny: Calciopoli. Jego zdaniem włoska piłka po aferze z 2006 roku już nigdy nie wróciła do dawnej siły.

Jeszcze ostrzej ujął to Roberto Saviano, autor „Gomorry”, który twierdzi, że kluby zbyt często są uwikłane w układy, korupcję i mechanizmy prania pieniędzy, a systemowi bardziej opłaca się kupić gotowego zawodnika z zagranicy niż wychować własnego. Rak korupcji drąży włoski futbol od lat ale do tej pory pacjent przyjmował chemioterapie i jakoś się trzymał. Czy czwarty z kolei brak awansu to gwóźdź do trumny włoskiej piłki reprezentacyjnej?

Największy paradoks? Włochy wciąż żyją z prestiżu, którego już nie mają

Italia nadal sprzedaje się światu jako jedna z wielkich stolic futbolu. Historycznie – słusznie. Tylko że teraźniejszość tego nie potwierdza. Tak, był tytuł mistrzów Europy w 2021 roku. Piękny i wielki. Ale dziś coraz wyraźniej widać, że tamten triumf nie był początkiem nowej ery. Był raczej ostatnim błyskiem starej wielkości.

Od tamtej pory Włochy nie zbudowały trwałego fundamentu. Nie stworzyły nowej generacji liderów. Nie naprawiły federacji. Nie uzdrowiły ligi. Nie odmłodziły systemu. I dlatego dziś nie rozmawiamy już o kryzysie formy. Rozmawiamy o kryzysie całego modelu.

Co dalej? Już nie kosmetyka, tylko pełna rozbiórka

Jeśli Włosi naprawdę chcą wrócić do światowej czołówki, muszą zrobić to, czego przez lata unikali: przestać pudrować trupa.

Fakty są brutalne:

  • trzeci mundial z rzędu bez Włoch,
  • dymisja prezesa FIGC,
  • odejście Gattuso,
  • odejście Buffona,
  • otwarta wojna polityczna wokół federacji,
  • poważna debata o:
    • zmniejszeniu Serie A,
    • limitach dla obcokrajowców,
    • obowiązku gry młodzieżowców,
    • przebudowie szkolenia,
    • walce z patologiami finansowymi i korupcją.

To nie jest moment na kolejne półśrodki. To moment na radykalną reformę całego systemu. Bo jeśli Włochy znów wybiorą miękkie rozwiązanie, kolejną bezpieczną twarz i kolejne „jakoś to będzie”, za cztery lata mogą obudzić się w jeszcze bardziej upokarzającej rzeczywistości.


Jeśli chcesz poznać więcej treści od tego autora kliknij

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *