Show Wybrzeża na własnym torze! Liderzy rozbili ekipę z Niemiec

Jeszcze przed pierwszym biegiem w Gdańsku czuć było, że gospodarze nie zamierzają zostawić rywalom nawet odrobiny komfortu. Wybrzeże od początku ruszyło na Trans MF Landshut Devils z ogromną intensywnością, a im dłużej trwał sobotni mecz, tym bardziej przypominało dobrze rozpędzoną maszynę, której goście zwyczajnie nie byli w stanie zatrzymać. Były efektowne akcje przy bandzie, mocne uderzenia par gospodarzy i długo wyczekiwane przebudzenie Miłosza Wysockiego. Gdańszczanie pokazali nie tylko szybkość, ale przede wszystkim zespołową siłę, rozbijając ekipę z Bawarii 55:35 i potwierdzając, że na własnym torze mogą być jedną z najgroźniejszych drużyn całej ligi.

Przed meczem trudno było jednoznacznie wskazać, czego można spodziewać się po obu drużynach. Wybrzeże miało za sobą serię wyjazdowych remisów, które pozostawiały pewien niedosyt, ale jednocześnie pokazywały, że zespół potrafi regularnie punktować. W Gdańsku panowało jednak przekonanie, że prawdziwa siła drużyny najlepiej widoczna jest właśnie na własnym torze. Landshut przyjechało natomiast z dużą motywacją, chcąc udowodnić, że słabsze wcześniejsze wyniki nie oddają potencjału tej ekipy.

Od pierwszego biegu było jednak widać, że gospodarze są doskonale przygotowani do tego spotkania. Jacob Thorssell i Timo Lahti znakomicie rozegrali inauguracyjny wyścig, praktycznie nie pozostawiając miejsca liderowi gości Kimowi Nilssonowi. Obaj zawodnicy Wybrzeża świetnie wyszli spod taśmy, a później bardzo mądrze kontrolowali sytuację na dystansie. Gdańskie trybuny od razu poczuły, że może to być naprawdę udany wieczór.

Po chwili swoją cegiełkę dołożył Eryk Kamiński, który pewnie poradził sobie z młodzieżowcami „Diabłów”. Wybrzeże szybko objęło prowadzenie 12:6 i wydawało się, że gospodarze mogą bardzo szybko ustawić sobie całe spotkanie. Wtedy jednak Landshut odpowiedziało najmocniej, jak potrafiło. Leon Flint i Mario Hausl znakomicie rozegrali czwarty wyścig, przywożąc podwójne zwycięstwo. Flint już wtedy wyglądał na zawodnika, który jako jeden z nielicznych naprawdę jest w stanie walczyć z gospodarzami jak równy z równym.

Jacob Thorssell i Timo Lahti przed Jonasem Knudsenem

To był jednak tylko chwilowy sygnał od gości. Po pierwszym równaniu toru Wybrzeże wróciło do swojej dominacji. Gdańszczanie imponowali przede wszystkim zespołowością. Nie było jednego zawodnika ciągnącego wynik, praktycznie każdy dokładał ważne punkty. Kapitalnie prezentował się Jacob Thorssell, który był szybki zarówno na starcie, jak i na dystansie. Bardzo pewnie jechał również Tim Soerensen. Duńczyk momentami wyglądał wręcz jak zawodnik z innej ligi, szczególnie gdy napędzał się szeroko przy bandzie i mijał rywali z ogromną łatwością.

Ważnym momentem meczu był siódmy bieg. Thorssell i Krystian Pieszczek idealnie rozegrali pierwszy łuk, zamykając rywali i dowożąc podwójne zwycięstwo. Gospodarze odskoczyli wtedy na osiem punktów i coraz wyraźniej przejmowali pełną kontrolę nad zawodami. Goście zaczynali popełniać błędy, a ich jazda stawała się coraz bardziej chaotyczna.

Kluczowa dla przebiegu spotkania była jednak trzecia seria. Właśnie wtedy Wybrzeże całkowicie złamało opór rywali. Gdańszczanie nie tylko wygrywali starty, ale też świetnie odnajdywali się na trasie, gdzie momentami byli po prostu znacznie szybsi od przeciwników. Szczególne brawa kibiców zebrał Miłosz Wysocki. Młody zawodnik miał bardzo trudny początek sezonu po wejściu w wiek seniora i wyraźnie brakowało mu pewności siebie. Tym razem pokazał jednak zupełnie inne oblicze.

W dziesiątym biegu Wysocki nie najlepiej wyszedł spod taśmy, ale później zrobił coś, czego dawno u niego nie widziano. Napędził się szeroko pod bandą, nabrał ogromnej prędkości i efektownym manewrem minął rywali, dowożąc wraz z Timo Lahtim podwójne zwycięstwo dla Wybrzeża. Stadion eksplodował z radości, a sam zawodnik wyglądał tak, jakby właśnie zrzucił z siebie ogromny ciężar. Dla wielu kibiców był to jeden z najważniejszych momentów całego meczu.

Po trzech seriach na tablicy wyników widniało już 37:23 i coraz trudniej było wyobrazić sobie scenariusz, w którym gospodarze mogliby wypuścić zwycięstwo z rąk. Landshut próbowało jeszcze szukać ratunku, ale brakowało im regularności. Flint walczył ambitnie niemal w każdym biegu, Nilsson miał pojedyncze przebłyski, jednak pozostali zawodnicy wyraźnie odstępowali poziomem od liderów Wybrzeża.

Leon Flint przed Krystianem Pieszczkiem, Mario Hauslem i Kacprem Wardulińskim

Jednym z najbardziej zaskakujących momentów zawodów była decyzja sztabu gości o zastosowaniu rezerwy taktycznej z Jonasem Knudsenem. Duńczyk wcześniej kompletnie nie potrafił odnaleźć się na torze i przez długi czas pozostawał bez punktów. Wielu kibiców przecierało oczy ze zdumienia, gdy właśnie jego desygnowano do dodatkowego startu, mimo że Leon Flint czy Kim Nilsson nadal mieli możliwość jazdy.

Ku zaskoczeniu wszystkich Knudsen po tej decyzji nagle się przebudził. Najpierw pokonał Eryka Kamińskiego, a później wykorzystał defekt Tima Soerensena, odbierając Duńczykowi szansę na komplet punktów. Co więcej, w czternastym biegu sam odniósł indywidualne zwycięstwo, prowadząc od startu do mety. Był to jednak bardziej ciekawy epizod niż realny sygnał odrodzenia całej drużyny Landshut.

Wybrzeże do końca zachowało pełną koncentrację i nie pozwoliło rywalom choćby zbliżyć się do odrabiania strat. Gospodarze jechali bardzo dojrzale, spokojnie i bez większych błędów. Co szczególnie ważne dla kibiców z Gdańska, każdy z seniorów punktował i żaden nie zakończył zawodów z zerem na koncie. To najlepiej pokazuje, jak równym i dobrze funkcjonującym zespołem było tego wieczoru Wybrzeże.

Bardzo mocne zawody odjechali Thorssell, Soerensen i Lahti, ale ogromne znaczenie miała też praca drugiej linii. Pieszczek regularnie przywoził ważne punkty, Kamiński dobrze wywiązał się ze swojej roli, a przebudzenie Wysockiego może okazać się dla gospodarzy jednym z najważniejszych pozytywów całego spotkania.

Końcowy wynik 55:35 był w pełni zasłużony i właściwie ani przez moment nie podlegał dyskusji. Wybrzeże pokazało szybkość, zespołowość i dużą pewność siebie. Jeśli gdańszczanie utrzymają taką formę na własnym torze, mogą stać się bardzo niewygodnym przeciwnikiem dla każdego zespołu w lidze. Sobotni mecz był jednym z tych wieczorów, podczas których kibice w Gdańsku mogli poczuć, że ich drużyna zaczyna naprawdę nabierać rozpędu.

Wybrzeże Gdańsk — Trans MF Landshut Devils 55:35

Wybrzeże: Jacob Thorssell 14 (3,3,2,3,3); Krystian Pieszczek 8+2 (1,2*,1,3,1*); Timo Lahti 11+1 (2*,2,3,3,1); Miłosz Wysocki 5+2 (1,1*,2*,1); Tim Soerensen 12 (3,3,3,1,2); Kacper Warduliński 1 (0,0,1); Eryk Kamiński 4 (3,1,0); Casper Henriksson Ns

Landshut: Kim Nilsson 9 (0,2,3,2,2); Lars Skupień 0 (0,0,-,-); Jonas Knudsen 7+1 (1,0,d,1*,2,3); Leon Flint 8 (3,3,2,0,0,0); Kevin Woelbert 3 (2,1,0,0,-); Mario Hausl 7+1 (2,2*,1,2); Janek Konzack 1+1 (1*,0,d,-)

Bieg po biegu:

1. Thorssell, Lahti, Knudsen, Nilsson 5:1 (5:1)

2. Kamiński, Hausl, Konzack, Warduliński 3:3 (8:4)

3. Soerensen, Woelbert, Wysocki, Skupień 4:2 (12:6)

4. Flint, Hausl, Pieszczek, Warduliński 1:5 (13:11)

5. Flint, Lahti, Wysocki, Knudsen 3:3 (16:14)

6. Soerensen, Nilsson, Kamiński, Skupień 4:2 (20:16)

7. Thorssell, Pieszczek, Woelbert, Konzack 5:1 (25:17)

8. Soerensen, Flint, Warduliński, Knudsen (d) 4:2 (29:19)

9. Nilsson, Thorssell, Pieszczek, Konzack (d) 3:3 (32:22)

10. Lahti, Wysocki, Hausl, Woelbert 5:1 (37:23)

11. Thorssell, Nilsson, Wysocki, Flint 4:2 (41:25)

12. Lahti, Hausl, Knudsen, Kamiński 3:3 (44:28)

13. Pieszczek, Knudsen, Soerensen, Woelbert 4:2 (48:30)

14. Knudsen, Soerensen, Pieszczek, Flint 3:3 (51:33)

15. Thorssell, Nilsson, Lahti, Flint 4:2 (55:35)

Jeśli chcesz poznać więcej treści od tego autora kliknij

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *