Powiększmy mundial! Co złego może się stać?

Te mistrzostwa świata udowodniły jedno. Niektóre ekipy totalnie tam nie pasowały. Było oczywiście szczęście, że ktoś fajnie wybronił, że jakiś Irak strzelił bramkę, ale to tyle. Wydaje się, że to była najmniej emocjonująca faza grupowa w historii. Dziś przyjrzymy się jak radziły sobie ekipy, które skorzystały na powiększeniu imprezy i dlaczego te mistrzostwa mają za dużo uczestników.

Irak

Awansowali praktycznie jako ostatni, a to tylko dzięki barażom interkontynetalnym. W grupie los skojarzył ich z Norwegią, Francją i Senegalem. Wszyscy skorzystali, Ci pierwsi zrobili sobie darmowy trening strzelecki, a Senegal dzięki nowej zasadzie, która pozwala awansować nawet z 3 miejsca również wspiął się do 1/16 finału. Bilans bramkowy Iraku? 1:11, trzy porażki. Drużyna totalnie do zapomnienia. Prawdopodobnie większość kibiców już nawet nie pamięta o takim uczestniku.

Uzbekistan

To była historia. Tutaj serio wszyscy mogliśmy myśleć o jakiś fajerwerkach. W sumie nie taka słaba kadra, jeden piłkarz z topu(Khusanov), a wyszło jak wyszło. Na pewno jakiś tam wpływ na tak słabą postawę można przypisać zatrudnieniu przez federacje bajeranta, czyli Cannavaro. Gość totalnie nie panował nad kadrą, każda zmiana była zła. Bilans bramkowy 2:11. Dzięki nim nawet Ronaldo uwierzył, że dalej może grać na topowym poziomie. Wsadził im dwie bramki i coś krzyczał, że „wrócił”. Sorrki Cris, ale ten Uzbekistan tak samo pasował na ten mundial jak Ty do ataku Portugalii. Sami przybysze z Azji do odpalenia. Strasznie się męczyli. Nie ma za czym tęsknić.

Agencja informacyjna Tasnim, CC BY 4.0, via Wikimedia Commons

Curacao

Obiekt westchnień wszystkich Januszy. Gdyby nie Curacao to o kim pisaliby „naszym to by wklepali z 3:0”. Nie, nie wklepaliby. Na mistrzostwach świata znaleźli się tylko dlatego, że aż trzech ich rywali w walce o awans na mundial nie musiało grać eliminacji jako gospodarze. Śmiem twierdzić, że gdyby wszystko było po staremu to dalej jedyne co by im zostało to jeżdżenie autobusikiem i tańce. Jednak warto docenić ich przygodę, dzięki nim Niemcy przez chwilę mogli mieć wrażenie, że są mocni. Wynik 7:1 na pewno przypomniał naszym sąsiadom wspaniałe czasy jak pakowali tyle samo bramek Brazylii. Curacao z kolei należy oddać jedno, remis. Tak, wymęczony, po obronie Częstochowy, ale raz udało się wywalczyć 0:0. Cóż, fajna to była przygoda, na pewno bardzo wesoła reprezentacja z totalnym luzem. U nas podobnym podejściem daje San Marino, jak uda się im zremisować to w całym kraju jest balanga.

Republika Zielonego Przylądka

Tutaj mamy prawdziwych kozaków. Serio, bez ściemy. Wyjść z grupy to jedno, ale awansować i jednocześnie wywalić Urugwaj. Szacun. Koledzy wspięli się na sam szczyt swoich możliwości. Remis z Hiszpanią może i był zwykłym szczęściem, ale punkt z Urugwajem to nie było byle co. Dokładając do tego trzeci podział punktów, tym razem z Arabią mamy piękny miks, który dał im dające awans miejsce. W 1/16 finału postawili się Argentynie, której udało się ich wyrzucić dopiero po dogrywce. Fajna historia fajnej reprezentacji. Vozinha bohaterem, a chłopaki serio mogli wrócić do domu z podniesionymi głowami.

Haiti

Tutaj jest ciekawa historia. Chłopaki byli tak słabi, że dostali nawet z Szkocją. Bez szydery, bo nie o to chodzi, ale tak jak Curacao skorzystali z kwalifikacyjnej absencji swoich kolegów z USA, Meksyku i Kanady. Bardzo słaby występ. Oczywiście można na siłę doszukiwać się jakiś pozytywów, ale kto za 20 lat będzie się patrzył na pozytywy? Sporzy się jeden z drugim w tabelkę i powie sobie „jakim cudem oni byli na mundialu?”. Trzy porażki i bilans bramkowy 2:8. Przynajmniej nie byli najsłabsi. Tyle z pozytywów.

Stadion w Doha Plus Katar, CC BY 2.0 , via Wikimedia Commons

Jordania

Nie umiesz grać w piłkę? Nie dajesz rady nigdy awansować? Zadzwoń do łysego Pana z FIFA, który powiększy mundial. Jordania skorzystała z takiej opcji i napisała piękną historię. Może i trzy porażki, może i bilans bramkowy 3:8, ale za to zawodnicy po meczu z Argentyną mogli sobie zrobić zdjęcie z Messim. W sumie jako Polak nie powinienem się z nich śmiać, bo jak kiedyś nam Portugalia wklepała 5:1 to do fotek z Ronaldo ustawiał się Zalewski z Zielińskim. Więc poziom z nimi dzielimy. Zdecydowanie jednak nie jest to powód do dumy dla Jordanii.

Nowa Zelandia

Zdecydowanie lepsza była stara Zelandia. Ta, która na mundial 2010 awansowała bez żadnych przewałów z powiększaniem liczby uczestników. Wtedy udało się nawet zremisować z Włochami. W tym roku też udało się zremisować w grupie, ale już tylko z Iranem. Cóż, czuć lekki zjazd, jeden wymęczony punkt raczej nie jest powodem do zadowolenia. Poza tym dwie porażki i cichy powrót do domu.

Warto rozszerzać, ale nie podwyższać poziomu

Zanim się oburzycie chciałbym powiedzieć jedno. Nie chodzi o obśmiewanie wyżej wymienionych. Problem leży w tym dlaczego te ekipy w ogóle znalazły się na tak elitarnej imprezie. Jakby chodziło o poziom to więcej miejsc dostałaby Europa. Włochy, Dania, Ukraina, Irlandia, Grecja, Rumunia, Serbia czy nawet ta nasza Polska zrobiłyby z palcem w nosie lepszy wynik od tych wszystkich wyżej wymienionych. Łysemu z FIFA wcale nie chodziło o to żeby Ci mniejsi mieli szansę na pokazanie się. Zależało mu jedynie na tym co jest lepsze dla niego. Myślicie, że serio zależy mu, żeby jakieś 5 milionów Duńczyków oglądało mundial? Nie, on wolałby awans Chin, Indii, Indonezji, Filipin. Dlaczego? Bo tam jest hajs. Gdyby na mistrzostwa świata awansowali Chińczycy to miałby przez przynajmniej trzy spotkania miliard ludzi przed telewizorami. Nikomu nie zależało tam na tych najmniejszych. Zrobili swoje, odpadli i dziękuje. Każde kolejne rozszerzanie turnieju będzie tragedią dla piłki, ale co ja tam wiem. Ważne, że waleczne Curacao strzeliło gola Niemcom 🙂

Jeśli chcesz poznać więcej treści od tego autora kliknij

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *