Playoffowe emocje sięgają zenitu. Cztery mecze NBA, cztery różne historie.

Magic odpowiadają na kryzys i są o krok od sensacji

W Orlando Magic dojrzewa coś wyjątkowego. Drużyna z Florydy pokonała Detroit Pistons 113:105 i objęła prowadzenie 2-1 w serii, choć zwycięstwo wcale nie przyszło łatwo.

Liderem gospodarzy był Paolo Banchero, który zanotował 25 punktów, 12 zbiórek i 9 asyst, prowadząc zespół do zwycięstwa. Tyle samo punktów dorzucił Desmond Bane (7/9 za 3pkt.!), a istotne wsparcie zapewnili Franz Wagner i Wendell Carter Jr..

Przez długi czas Magic kontrolowali przebieg spotkania, budując nawet 17-punktową przewagę w czwartej kwarcie. Wtedy jednak Pistons ruszyli do odrabiania strat. Cade Cunningham i Tobias Harris przeprowadzili imponującą serię 26:8, która całkowicie odmieniła obraz meczu.

Gdy Detroit objęło prowadzenie, wydawało się, że gospodarze stracili kontrolę. W decydujących momentach Magic odzyskali jednak spokój – kluczowe trafienia Wagnera i efektowna, troszkę szczęśliwa trójka Banchero zamknęły mecz serią 9:0. Pistons nie zdobyli punktów przez niemal trzy ostatnie minuty.

Seria nabiera dramaturgii, a Orlando – jako rozstawiona „ósemka” – coraz śmielej spogląda w stronę jednej z największych niespodzianek pierwszej rundy. Magic wyglądają tak jakby przed serią z Pistons zrobili sobie ognisko integracyjne, na którym zgodnie postanowili grać zespołowo i pokazać, że jednak są DRUŻYNĄ.

Do tej pory nie kibicowałem żadnej z tych ekip, bo i Detroit i Orlando to drużyny, które ani mnie grzeją ani ziębią. Patrząc jednak na siermiężną grę Pistons zaczynam się skłaniać ku Magic.

SGA bez litości. Thunder o krok od sweepu

Oklahoma City Thunder pokazują mistrzowską klasę. Obrońcy tytułu pokonali Phoenix Suns 121:109 i prowadzą już 3-0 w serii.

Show skradł Shai Gilgeous-Alexander. Aktualny MVP ligi rozegrał fenomenalne spotkanie – 42 punkty przy skuteczności 15/18 z gry, dominując na parkiecie i kontrolując tempo meczu.

Suns próbowali dotrzymać kroku – Dillon Brooks zdobył 33 punkty, a Jalen Green dorzucił 26. Problemy zdrowotne Devina Bookera dodatkowo utrudniły jednak pogoń za rywalem.

Decydujący moment nastąpił w czwartej kwarcie, gdy Gilgeous-Alexander trafił trudny rzut z odchylenia, powiększając przewagę do 15 punktów. Wówczas emocje praktycznie opadły – Thunder kontrolowali końcówkę i pewnie zmierzają po awans.

W Oklahomie zbudowali potwora – być może moje wrażenie spotęgowane jest tym, że OKC mierzy się jednak z drużyną z ósmego miejsca ale kurczę – mam wrażenie, że ta drużyna nie ma słabych punktów. Czy ktoś zauważył nieobecność Jalena Williamsa w ostatnim meczu?

Knicks dominują Hawks i wyrównują serię

New York Knicks nie pozostawili złudzeń Atlancie Hawks, wygrywając 114:98 i doprowadzając do remisu 2-2.

Bohaterem spotkania był Karl-Anthony Towns, który zanotował triple-double (20 punktów, 10 zbiórek, 10 asyst). Wsparli go OG Anunoby (22 pkt) oraz Jalen Brunson.

Knicks od początku narzucili fizyczny styl gry, skutecznie ograniczając ofensywę Hawks. Gospodarze mieli ogromne problemy ze skutecznością i tracili piłkę w kluczowych momentach. Najlepszy w ich szeregach CJ McCollum zdobył zaledwie 17 punktów.

Nowojorczycy zbudowali wysoką przewagę już w pierwszej połowie i systematycznie ją powiększali, nie pozwalając rywalom na powrót do gry. Teraz seria przenosi się do Madison Square Garden, gdzie Knicks będą mieli przewagę własnego parkietu.

Sensacyjny bohater Minnesoty. Nuggets pod ścianą

Minnesota Timberwolves są o krok od awansu po zwycięstwie 112:96 nad Denver Nuggets. Prowadzą już 3-1 w serii.

Nieoczekiwanym bohaterem został Ayo Dosunmu, który rozegrał mecz życia – 43 punkty przy fenomenalnej skuteczności (13/17 z gry, 5/5 za trzy, 12/12 z rzutów wolnych). Jego występ nabiera jeszcze większego znaczenia, biorąc pod uwagę kontuzje Anthonego Edwardsa i Donte DiVincenzo.

Denver, mimo solidnych statystyk Nikoli Jokicia (24 pkt, 15 zb., 9 as.), ponownie nie znalazło odpowiedzi na agresywną i fizyczną defensywę rywali. Nuggets wyglądają na zespół pozbawiony rytmu i pomysłu na przełamanie świetnie funkcjonującej obrony Minnesoty.

Frustracja była widoczna także w końcówce, gdy doszło do przepychanek z udziałem Jokicia i zawodników Wolves. Sytuacja Denver stała się ekstremalnie trudna. Rzadko wychodzi się z 1 – 3.

Magic są o krok od sensacji, Thunder dominują jak mistrzowie, Knicks odzyskują kontrolę, a Timberwolves – mimo problemów kadrowych – imponują charakterem.

Jeśli kolejne mecze utrzymają ten poziom dramaturgii, tegoroczne play-offy mogą przejść do historii jako jedne z najbardziej nieprzewidywalnych w ostatnich latach.

O Playoffs w NBA rozmawiamy sobie w naszym podcaście, BasketEdge Podcast:

Jeśli chcesz poznać więcej treści od tego autora kliknij

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *