Polski pomocnik zawsze był tym gościem, który miał talent, jednak zawsze brakowało kropki nad „i”. W tym sezonie tych kropek jest bardzo dużo. Z gościa, który czasami był nawet memem do kluczowego piłkarza włoskiej potęgi. Wszystko w ciągu kilku miesięcy.
Ten zły Inzaghi
Wydawało się, że Inter sprowadził Piotrka tylko po to, żeby go mieć. Bez celu, ponieważ po co brać zawodnika, który nie gra. Inzaghi zdecydowanie nie miał na Piotrka pomysłu. Grał gdy nie było nikogo innego, był klasyczną zapchajdziurą. Wypadał ktoś z podstawowego składu, wtedy wkraczał Zielu. Ewidentnie jednak nie pasował do koncepcji. Wyglądał jak ktoś kto nie wie jak ma grać, gdzie ma grać. Pojawiały się nawet oferty z krajów „pseudopiłkarskich” jak Arabia Saudyjska, gdzie mógł sobie zarobić na emeryturę. Na szczęście tak się nie stało.

Przełamanie
Radość nie przytrafiła się jednak od razu. Wejście w nowy sezon, pod batutą nowego trenera Chivu również nie zapowiadało nic dobrego. Łapanie ogonów, słabe oceny. Na szczęście przełamanie przyszło dość szybko. Piotrek wykorzystał bezbłędnie urazy swoich kolegów. Nie tyle co ich zastąpił, on był od nich lepszy. Przełomem okazał się mecz przeciwko Veronie na początku listopada. Zieliński w nim nie zagrał, Zieliński w nim czarował. Obsypywał swoich ofensywnych kolegów podaniami jak Kevin De Bruyne w swoich najlepszych latach. Do fenomenalnych, otwierających akcje podań dorzucił jeszcze bramkę. Najlepsze jest to, że to nie był jego ostatni cudowny występ.
W lidze mistrzów też trzeba poczarować
O ile dobre spotkania z takimi rywalami jak Kajrat Ałmaty to specjalność Ziela, to fenomenalny mecz przeciwko Atletico nie zdarza się na codzień(o czym przekonała się Barcelona hehe). Piotrek wyglądał na tle swoich kolegów jak profesor, ale niestety nawet jego bramka nie dała Interowi choćby jednego punktu. Niestety Arsenal i Liverpool przerosły cały Inter, który w starciu z angielskimi rywalami totalnie sobie nie radził. Jednak jak coś kończyć to na grubo. Mecz przeciwko Borussi Dortmund pokazał, że Piotr ligi mistrzów się nie boi. Jego ekipa awansowała dalej, a Zielu będzie mógł katować kolejnych rywali swoimi otwierającymi podaniami.
Wybuch formy
Nasz pomocnik okazał się jednak zawodnikiem dla tych najbardziej cierpliwych fanów. Trochę czasu trzeba było poczekać na jego kolejne fenomenalne występy, które były poprzedzone spotkaniami dość średnimi. Prawdziwy szał zaczął się od meczu z Pisą. Piotr nie tyle co zagrał świetne spotkanie. On poprowadził swoich kolegów do zniszczenia rywala, z którym przegrywali 0:2. Strzelił bramkę, która dała sygnał do odrabiania strat. Ostatecznie jego ekipa wygrała 6:2. Możliwe, że to najlepszy mecz Zielińskiego w całej jego karierze w Serie A. Od tego czasu nasz rodak w lidze już nie gra słabych spotkań. Wszystkie jego mecze są przynajmniej dobre albo bardzo dobre. W każdym starciu jego ekipa może na niego liczyć. Jego podania otwierające akcje Interu stały się zmorą przeciwników, a jego inteligencja boiskowa daje wrażenie gracza przyszłości. Nie musi głupio biegać, nie musi się pokazywać. Jedno nieszablonowe spotkanie do przodu i Piotr zostaje zawodnikiem meczu. Na deser dał mecz z Juventusem, którego może pozazdrościć mu chyba każdy gracz. Dobił starą damę kończąc spotkanie z statuetką MVP.

Plany na przyszłość
Na ten moment Piotrek jest w Mediolanie nietykalny. Ma status absolutnej legendy. Gościa nie do ruszenia, typa, od którego trener zaczyna ustalanie składu. Czekamy na jego następne występy. Ma ich we Włoszech już 411. Zdecydowanie jest już legendą włoskiej piłki. Teraz czas na odebranie pucharu za mistrzostwo Włoch za ten sezon i napisanie kolejnej, pięknej historii w przyszłym sezonie.

Dodaj komentarz