Republika Zielonego Przylądka na mundialu debiutuje. Jest krajem, który zdecydowanie skorzystał na zwiększeniu puli uczestników światowego czempionatu. Czasami największym atutem jest brak presji i oczekiwań, a nasi afrykańscy koledzy zdecydowanie z nimi mierzyć się nie muszą.

Co to za kraj?
Państwo to położone jest na wyspach. Bogata i żyzna wulkaniczna gleba od wielu lat żywi mieszkańców tego pięknego archipelagu. Największym atutem jest brak typowo afrykańskiej historii. Państwo było wcześniej portugalską kolonią. Walki o niepodległość nie były jednak aż tak krwawe. Od 1991 roku postępuje proces demokratyzacji kraju, który jak na warunki czarnego lądu przebiega bardzo spokojnie. W kontekście piłkarskim pewnym fenomenem jest to, że populacja wynosi ledwie 538 tysięcy mieszkańców, czyli tyle ile w Poznaniu. Z tak małej grupki i tak udało się wyselekcjonować ekipę, która zakwalifikowała się na mundial, czego nie udało się Chinom czy Polsce. Ciekawe jest to, że na mieszkańców wysp mówimy kapowerdeńczycy, więc słowem, które w ogóle nie bierze się z polskiej nazwy państwa, ale z tego jak się nazywa orginalnie, czyli Capo Verde.

Droga na mundial
Reprezentacja Wysp Zielonego Przylądka zrobiła prawdziwą furorę w eliminacjach. W końcu wyrzucenie Kamerunu nie jest byle jakim osiągnięciem. Udało się to jednak dzielnym wyspiarzom. Pomógł również łaskawy przebieg pozostałych spotkań i wyniki w nich. Dwadzieścia trzy punkty robią wrażenie, tym bardziej, że jest to solidna przewaga nad drugim Kamerunem, który do swojego dorobku dopisał 4 oczka mniej. Reszta rywali w grupie to też nie były totalne „pastuchy”, ponieważ udało się również wyrzucić taką Angolę, czyli reprezentacje naszego znanego i lubianego, związanego z Jagiellonią Białystok Afimico Pululu. Mało kto dawał szansę akurat wyspiarzom, a oni wykorzystali ten brak presji.
Pierwszy raz na mundialu, ale bywało blisko!
Już w eliminacjach do mistrzostw świata w 2022 wyspy były blisko sprawienia prawdziwej sensacji. Wtedy w zabrakło jedynie dwóch oczek do Nigerii. Z kolei w eliminacjach do brazylijskiej imprezy w 2014 przed naszymi bohaterami była jedynie Tunezja. Zdecydowanie zawsze problemem nie był bardzo słaby styl czy brak formy, ale brak pokolenia, które byłoby w stanie nawiązać walkę z silnymi markami. Nie brakowało dyscypliny taktycznej, nie brakowało dobrych rad czy nawet dobrych(jak na standardy afrykańskie) obiektów czy baz treningowych. Ciężko było po prostu zrobić z tak małej bazy ludzkiej materiał na kadrę dość dobrą, żeby wywalczyć coś więcej. Tym razem się udało.
Gwiazdy reprezentacji
W tym przypadku mówimy o reprezentacji, która serio nie może liczyć na ogrom dobrych piłkarzy. Zdecydowanie nazwiskiem, o którym mówi się najwięcej jest ich bramkarz, czyli Vozinha. Gość w naszym świecie jest anonimowy, ale u siebie jest bohaterem. W przeszłości reprezentował takie kluby jak AS Trencin ze Słowacji czy Zimbru Kiszynów z Mołdawii. Aktualnie jest goalkeeperem w GD Chaves. Jego ekipa gra w drugiej lidze portugalskiej czyli teraz można już sobie uzmysłowić jakim szokiem jest awans na ten mundial akurat tej reprezentacji. Poza tym wyróżniającym się piłkarzem jest Kevin Lenini. To z kolei 29 letni pomocnik, który gra sobie w wyautowanej aktualnie lidze rosyjskiej, konkretnie w klubie FK Krasnodar. Niestety, kapowerdeńczycy nie narzekają na nadmiar klasowych piłkarzy.

Związki z Polską
W naszej wspaniałej ekstraklasie grało paru piłkarzy z Republiki Zielonego Przylądka, a przykłady to Vasco Lopez czy Lissandro Semedo, którzy grają sobie kolejno w Radomiaku i Wieczystej Kraków. Czy są to piłkarze pierwszoplanowi? Nie. Polska piłka jednak lubi chłonąć graczy z tych wysp, ponieważ już wcześniej po boisku Zawiszy Bydgoszcz biegał taki sympatyczny kolega jak Jorge Kaidu. Można powiedzieć nawet, że to on przecierał szlaki dla swoich rodaków, ponieważ w Polsce to on był pierwszym kapowerdeńczykiem.
Czy poradzą sobie na mundialu?
Byłbym wielkim optymistą, gdybym powiedział, że tak. Grupa wylosowała im się potężna, ponieważ Hiszpania i Urugwaj już wydają się nie do przeskoczenia. Dodając do tego Arabię Saudyjską mamy miks, który na 99% skończy się ostatnim miejscem dla naszych sympatycznych wyspiarzy. Były jednak przypadki, które dają szanse. Kostaryka w 2014 miała być pożarta przez Anglię, Włochy i Urugwaj, a skończyło się wyjściem z grupy i późniejszym awansem do ćwierćfinału. Tutaj jednak należy pamiętać, że oni mieli na bramce Keylora Navasa. Republika Zielonego Przylądka musi po prostu wierzyć w cuda, a one czasem się zdarzają.


Dodaj komentarz