Niepokorny talent polskiej siatkówki. Blaski i cienie kariery Zbigniewa Bartmana

Kim jest Zbigniew Bartman? Dla jednych to „Zibi” – cudowne dziecko polskiej siatkówki i autor historycznych sukcesów. Dla innych to „siatkarski najemnik”, który nigdzie nie zagrzał miejsca na dłużej, a karierę kończył w klatce freak fightów. Czy za medialnym hałasem i kontrowersjami nie zgubiliśmy jednak prawdy o jednym z największych talentów w historii naszej kadry? Oto historia człowieka, który zawsze grał na własnych zasadach.

Kibice pamiętający rok 2009 i 2012 widzą w nim świetnego siatkarza, reprezentanta Polski, który wbrew logice sięgał po złoto Mistrzostw Europy, gdy nikt na Polskę nie stawiał. Krytycy wypominają mu ponad 20 klubów w CV i niewyparzony język. Młodsze pokolenie kojarzy go głównie z walki z Tomaszem Hajto i związku z Zuzanną Górecką. Jedno jest pewne – obok Bartmana nie da się przejść obojętnie.


Zobacz pełną historię Zbigniewa Bartmana

Chcesz zobaczyć niesamowite akcje z 2012 roku, kulisy konfliktu z Michałem Kubiakiem i drogę Zibiego do klatki MMA? Obejrzyj pełen materiał o tym zawodniku na kanale YouTube:


Warszawski charakter i sądowa batalia na start

Każda historia ma swój początek. W przypadku Bartmana to Warszawa – klub Metro Warszawa, a następnie MOS Wola, gdzie spędził dwa sezony jako początkujący, dobrze rokujący siatkarz. Już wtedy trenerzy widzieli w nim nie tylko talent, ale i specyficzny, „rogaty” charakter. Miał w sobie ogień wojownika, ale też cechę, która później stała się jego przekleństwem: absolutną wiarę we własne racje.

Szybko okazało się, że stolica jest dla niego za ciasna. Swoją karierę kontynuował w Polskiej Energii Sosnowiec, wchodząc do szatni pełnej weteranów. Trenował tam bez cienia kompleksów. Jego rozstanie z klubem było zwiastunem dalszych losów – sprawa trafiła do sądu. Bartman wygrał proces, uzyskując wolną rękę w poszukiwaniu pracodawcy i odszkodowanie. Już wtedy pokazał, że nie da sobą sterować.

Złoty Chłopiec (2009–2012)

Najpiękniejszy rozdział tej historii to lata 2009–2012. Na Mistrzostwa Europy do Turcji w 2009 roku kadra Daniela Castellaniego jechała w osłabieniu, bez wielkich gwiazd. Bez Wlazłego, bez Winiarskiego, bez Świderskiego. Wróciła ze złotem, a Bartman z medalem na szyi poczuł, co oznacza wielkie zwycięstwo. Miał ochotę na więcej.

Jego absolutny szczyt nastąpił trzy lata później. Trener Andrea Anastasi podjął ryzykowną decyzję, przestawiając Bartmana z przyjęcia na atak. Mimo braku warunków fizycznych typowego „młota”, Polak zagrał turniej życia. W finałach Ligi Światowej w Sofii prowadził Biało-Czerwonych do złota, zostając wybrany najlepszym atakującym turnieju. Wtedy wydawało się, że mamy zawodnika na dekadę. Piękny czas w reprezentacji jednak szybko się skończył…

Siatkarski obieżyświat

Równolegle do kariery reprezentacyjnej, jego CV klubowe zaczęło przypominać mapę szalonego podróżnika. Polska, Włochy, Rosja, Francja, Turcja, Chiny, Argentyna, Katar, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Arabia Saudyjska… Bartman zwiedził ponad 20 klubów.

Dlaczego? Powody były dwa: pieniądze i ambicja. Siatkarz nigdy nie ukrywał, że traktuje sport jako zawód. Gdy rynek w Europie się kurczył, bez sentymentów wybierał kierunki egzotyczne, ale intratne. Do tego dochodził charakter – gdy w klubie brakowało profesjonalizmu lub wizji trenera, Bartman bez zastanowienia pakował walizki. Choć w 2013 roku zdobył Mistrzostwo Polski z Asseco Resovią, nigdzie nie zbudował swojego pomnika. Łatka „najemnika” przylgnęła do niego na stałe. W klubach spędzał przeważnie jeden sezon i ruszał dalej. Bez wielkich emocji, bez wielkich pożegnań.

Upadek w kadrze i koniec przyjaźni z Michałem Kubiakiem

Kariera reprezentacyjna Bartmana zakończyła się bardzo szybko. Już w 2014 roku obserwowaliśmy konflikt z trenerem Stephanem Antigą. Gdy selekcjoner zrezygnował z Bartosza Kurka przed Mistrzostwami Świata, Bartman publicznie stanął w obronie kolegi, uderzając w trenera. Twierdził, że selekcjoner odsuwa zawodników, którzy mają swoje zdanie. Polska zdobyła złoto bez nich obu, a dla „Zibiego” drzwi do kadry praktycznie się zamknęły.

Równie bolesna jest historia jego relacji z Michałem Kubiakiem. Niegdyś „papużki nierozłączki”, mistrzowie Europy w siatkówce plażowej do lat 18, przyjaciele, którzy planowali wspólną emigrację do Kalifornii, by tam żyć z grania na piasku w Manhattan Beach. Z biegiem lat ich drogi dramatycznie się rozeszły. Kubiak został kapitanem kadry, Bartman wylądował na reprezentacyjnym marginesie. Dziś ich relacja to zimna wojna. Bartman nie gryzie się w język, a Kubiak przeważnie milczy. Trudno uwierzyć, że kiedyś byli jak bracia i tak długo starali się, aby grać razem w jednym zespole. Cieszyli się jak dzieci, gdy w końcu spotkali się na boisku AZS Politechniki Warszawskiej. Później spędzili sezon w Jastrzębskim Węglu. Po 2013 roku wszystko jednak się zmieniło.

Od siatkówki do klatki MMA i epizodu trenerskiego

W lipcu 2023 roku, w wieku 36 lat, Bartman ogłosił koniec kariery siatkarskiej, twierdząc, że sport ten przestał sprawiać mu radość. Nie chciał spędzać czasu z dala od syna Aarona i obecnej partnerki – siatkarki Zuzanny Góreckiej. Zakończył karierę, by chwilę później zszokować wszystkich i wejść do federacji Clout MMA. Jego walka z Tomaszem Hajto zakończyła się szybkim zwycięstwem przez duszenie, a Bartman w świecie freak fightów pokazał potencjał – jego cięty język wreszcie stał się atutem, a nie wadą.

Historia dopisała jednak jeszcze jeden, niespodziewany rozdział w jego sportowej karierze. W marcu 2025 roku Bartman sensacyjnie objął funkcję trenera ŁKS Commercecon Łódź – drużyny, w której wówczas grała jego życiowa partnerka. Wszedł do szatni przy akompaniamencie gwizdów i krytyki środowiska. Jak zareagował? W swoim stylu. „Psy szczekają, karawana idzie dalej” – rzucił w stronę hejterów. Mimo wojny z częścią kibiców i zerowego doświadczenia, doprowadził zespół do wicemistrzostwa Polski. Po zdobyciu srebra szybko oddalił się mówiąc, że nigdy nie marzył o byciu trenerem.

Bilans – siatkarz niespełniony?

Złoto Mistrzostw Europy, triumf w Lidze Światowej, tytuły mistrzowskie w kilku krajach. Sportowo Bartman osiągnął wiele, ale pytanie „co by było, gdyby…” pozostanie z nami na zawsze. Czy gdyby miał więcej cierpliwości i pokory, jego gablota z trofeami byłaby znacznie pełniejsza?

Zbigniew Bartman to postać, której nie da się zaszufladkować. To znakomity siatkarz, który jednak zawsze grał na własnych zasadach – czasem wygrywając wszystko, a czasem tracąc szansę na bycie legendą klubu i reprezentacji.

Jeśli chcesz poznać więcej treści od tego autora kliknij

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *