Po latach spekulacji i licznych opóźnieniach, Rada Gubernatorów NBA wreszcie przygotowuje się do głosowania nad rozszerzeniem ligi o dwa nowe rynki: Seattle oraz Las Vegas. To historyczny moment, który wymusi najbardziej drastyczną reorganizację mapy NBA od dekad. Przyjęcie dwóch zespołów z Zachodu oznacza, że liga będzie liczyć 32 drużyny, co zburzy obecną równowagę między konferencjami (17 na Zachodzie vs 15 na Wschodzie).
Przeprowadzka na Wschód
Aby wyrównać siły do poziomu 16 zespołów na konferencję, jeden klub musi przenieść się do Konferencji Wschodniej. Kandydatów jest trzech: Memphis Grizzlies, New Orleans Pelicans oraz Minnesota Timberwolves. Choć Memphis i Nowy Orlean leżą geograficznie nieco bardziej na wschód, to Minnesota jest najbardziej logicznym wyborem.
Obecnie Timberwolves są „geograficznym wyrzutkiem”. Ich najbliższy rywal z Zachodu, Oklahoma City, jest oddalony o ponad 1100 kilometrów, tymczasem Minneapolis leży rzut beretem od Milwaukee, Chicago i Detroit. Przeniesienie Wilków do Konferencji Wschodniej drastycznie skróciłoby ich dystanse podróży i naturalnie wpisało ich w rywalizację z sąsiadami z Midwestu.
Wariant I: Model NFL (8 dywizji po 4 zespoły)

Pierwszą propozycją jest stworzenie ośmiu kompaktowych dywizji, co promuje lokalne rywalizacje i ogranicza czas spędzony w samolocie.
Konferencja Zachodnia
- Dywizja Northwest: Seattle, Portland, San Francisco (Warriors), Sacramento.
- Dywizja Pacific: LA Lakers, LA Clippers, Phoenix, Las Vegas.
- Dywizja Southwest: Utah, Denver, OKC, Dallas.
- Dywizja South: San Antonio, Houston, New Orleans, Memphis.
Konferencja Wschodnia
- Dywizja Southeast: Miami, Orlando, Atlanta, Charlotte.
- Dywizja Atlantic: Boston, NY Knicks, Brooklyn, Philadelphia.
- Dywizja Midwest: Minnesota, Chicago, Milwaukee, Indiana.
- Dywizja Central: Toronto, Detroit, Cleveland, Washington.
Wariant II: Model NHL (4 dywizje po 8 zespołów)

Jeśli liga uzna, że osiem dywizji to zbyt duże rozdrobnienie, może pójść drogą hokejowej ligi NHL, łącząc powyższe grupy w większe bloki.
- Pacific (Zachód): Połączenie Northwest i Pacific. Potężna dywizja obejmująca całe wybrzeże i pustynne Vegas.
- Southwest (Zachód): Połączenie Southwest i South. Teksas, góry i dolina Mississippi w jednym.
- Atlantic (Wschód): Połączenie Southeast i Atlantic. Całe wschodnie wybrzeże od Miami po Boston.
- North/Central (Wschód): Połączenie Midwest i Central. Serce przemysłowe Ameryki i Kanada.
Mniej znaczy więcej: Reforma kalendarza
Rozszerzenie ligi o Seattle i Las Vegas to nie tylko kwestia mapy, to także idealna okazja do naprawienia największego problemu NBA: przeładowanego grafiku. Obecny sezon składający się z 82 meczów w dobie dzisiejszej intensywności gry staje się zbyt obciążający dla organizmów zawodników. Plaga kontuzji dolnych partii ciała u największych gwiazd nie jest przypadkiem i w pewnym (jak nie największym) stopniu jest to efekt morderczego tempa.
Problem jest prosty: pieniądze. Właściciele klubów niechętnie rezygnują z zysków, jakie generuje każdy mecz u siebie. Dlatego rozwiązaniem może być reforma inkrementalna – mały krok, który otworzy drzwi do większych zmian.
Nowa matematyka NBA: System 80 meczów
Przy podziale na osiem 4-zespołowych dywizji (model NFL), terminarz mógłby zyskać nową, przejrzystą strukturę, redukując liczbę spotkań do 80 w sezonie zasadniczym:
- 12 meczów wewnątrz dywizji: Każdy z 3 rywali dywizyjnych mierzony 4-krotnie (2 u siebie, 2 na wyjeździe).
- 36 meczów w konferencji: Pozostałych 12 drużyn z Twojej konferencji grasz po 3 razy.
- 32 mecze międzykonferencyjne: Każdy z 16 zespołów z drugiej konferencji grasz 2-krotnie (raz u siebie, raz na wyjeździe).
Suma: 80 meczów.
Dlaczego to ma sens?
Choć redukcja o zaledwie dwa spotkania może wydawać się mało radykalna, diabeł tkwi w szczegółach. Typowy zespół NBA rozgrywa od 13 do 16 serii back-to-back (mecz dzień po dniu) w sezonie. Usunięcie dwóch gier pozwoliłoby niemal całkowicie wyeliminować najbardziej wyczerpujące momenty terminarza.
Dodatkowo, taka struktura wprowadza logiczną hierarchię: Twoi najwięksi rywale (z dywizji) są tymi, z którymi widzisz się najczęściej. Sprawi to zbudowanie napięcia oraz to, że każde pojedyncze zwycięstwo waży nieco więcej – zbliżając NBA do intensywności znanej z NFL, gdzie każdy mecz jest wydarzeniem.
Czy liga na to pójdzie?
Wybór między modelem NFL a NHL to kwestia filozofii. Model ośmiu dywizji wydaje się jednak strzałem w dziesiątkę dla NBA. Dzisiejsza liga kładzie ogromny nacisk na load management i zdrowie zawodników – mniejsze, bardziej skoncentrowane dywizje oznaczają mniej lotów i więcej meczów o „lokalne panowanie”.
Przejście na 80 meczów to kompromis między zdrowiem zawodników a portfelami właścicieli. Jest to zmiana na tyle subtelna, że mogłaby zyskać aprobatę Rady Gubernatorów, a jednocześnie na tyle istotna, by realnie wpłynąć na świeżość graczy w fazie Play-off.
Samo dodanie Seattle i Las Vegas to ruch, na który kibice czekali zbyt długo. Seattle zasługuje na odzyskanie SuperSonics i naprawienie historycznego błędu, a Las Vegas udowodniło (poprzez NHL i NFL), że jest obecnie jedną z najlepszych lokalizacji dla sportu zawodowego na świecie.
Który z tych modeli bardziej do Ciebie przemawia? Co sądzisz o takim układzie? Czy wolisz „czystą” matematykę 80 meczów, czy może uważasz, że NBA powinna pójść jeszcze odważniej i zejść np. do 72 spotkań?

Dodaj komentarz