Jeszcze nie tak dawno mieliśmy takie bogactwo w ataku, że mogliśmy sobie pozwolić na odstawianie od reprezentacji Wilczka czy Teodorczyka. Pierwszy z nich wymiatał w barwach Broendby, a drugi w Anderlechcie. Jednak wszyscy sobie myśleli “a co to za śmieszne ligi”. Za napad odpowiadali Lewandowski i Milik, mieliśmy Krzysia Piątka. Nie było sensu powoływać “przeciętniaków”. Dziś sytuacja wygląda zdecydowanie gorzej.

Miłe złego początki
Jeszcze za Brzęczka zaczęły się pojawiać pierwsze głosy, które przestrzegały, że nic nie trwa wiecznie, a Lewy jest już piłkarzem po trzydziestym roku życia. Jednak nagle uspokoił nas Piątek. Piłkarz pojawił się znikąd i seriami zaczął ładować bramki w Serie A. Najważniejsze dla nas- kibiców było to, że przekładał formę z klubu na kadrę. Strzelał z Izraelem, strzelał z Austrią. Zmartwieniem zaczęła być wtedy coraz większa podatność na kontuzje u Milika, jednak Piątek wydawał się być jego godnym następcą.
Festiwal Lewandowskiego
W okolicach 2020 roku jednak okazało się, że Krzysiu jednak nie będzie nowym Suarezem. Przestał strzelać, jego kolejne transfery staczały go coraz niżej. Co się dzieje gdy pojawia się trwoga? Wtedy zgłaszamy się do Boga. Lewandowski wszedł w swój prime. W Bayernie wykorzystywał wszystko, a do kadry przyszedł Sousa. Za Portugalczyka Lewy przeżył w kadrze drugą młodość. Na Euro 2020 robił co mógł, jednak nie wystarczyło. Wtedy chyba każdy również sobie uświadomił, że Robert ma już 33 lata, jednak dalej próżno było szukać następców.
Próba gry bez napastnika
Za Michniewicza nie potrzebowaliśmy napastnika. Potrzebowaliśmy kierowcy, który zaparkuje w naszym polu karnym autobus, broniąc się przed atakiem rywali. Metoda na strzelenie gola? Gdzieś po rykoszecie, po fartownym stałym fragmencie gry. Lewy na katarskim mundialu miał już 34 lata. Każdy zdawał sobie sprawę, że jego kariera będzie trwać już krótko. Czym się jednak martwić, przecież jeszcze gra, a my wyszliśmy z grupy, więc jest świetnie. Zresztą ważniejsze od jakiegoś napastnika było jak mądrze podzielić premie.

Zderzenie ze ścianą
Na Euro 2024 w narodzie zapadła panika. Popłoch ten wywołany był tym, że w dwóch pierwszych meczach nie mógł zagrać 36 letni Lewandowski. Tak, cały naród trząsł portkami, bo w kadrze zabrakło weterana. Pierwszy raz, w końcu naszła refleksja- “my nie mamy napastnika”. Karol Świderski czy Buksa to bardzo sympatyczne chłopaki, ale zestawiać ich z Lewym to jak porównywać Pogoń Szczecin do Barcelony, bo mają podobne koszulki. Druga refleksja przyszła podczas słynnej afery “opaskowej”, gdy Michał Probierz zabrał opaskę kapitana Lewemu. Robert się obraził, a “polski Guardiola” szybko musiał sobie uświadomić w jak patowej sytuacji się znalazł. Nawet on wiedział, że prawda jest taka jaka jest i jedynym solidnym napastnikiem u nas jest 37 letni “dziadek”.

Smutna rzeczywistość
Mamy 2026 rok, niedługo baraże do mistrzostw świata. My przystępujemy do nich w niecodziennej jak na nas sytuacji- mamy obronę, mamy pomoc, nie mamy ataku. Lewy również z racji wieku zjeżdża z formą. W rękawie mamy takie “asy” jak Świderski czy Buksa. Z ekstraklasy możemy powołać Czubaka, tego gościa, co nie poradził sobie w belgijskim cieniasie. Jak można ugryźć taką Albanię nie mając zębów? Na to pytanie będzie musiał sobie odpowiedzieć trener Urban. Dobrym pomysłem będzie wystawienie na szpicy Pana Jana Tomaszewskiego. Jeśli będzie atakował rywali tak zaciekle jak piłkarzy w wywiadach to mistrzostwo świata leży nam u stóp.

Dodaj komentarz