Najdłuższa kolejka w Europie?

Udało się! 4. kolejka sezonu 25/26 została ukończona! Już po 179 dniach od dnia jej rozpoczęcia!
Po takim czasie nie ma co robić wielkiego podsumowania (kolejka ta rozgrywana była w trzech różnych momentach sezonu), natomiast warto przez chwilę pochylić się nad jej zakończeniem.

3 lutego o 20:30 na boisko wybiegły drużyny Piasta Gliwice oraz Lecha Poznań. Obie drużyny zanotowały słabe wejście w 2026 rok i obie potrzebowały dobrego występu na przełamanie.

Ciężko jednak powiedzieć o tym meczu, że był dobry.
Lech dobrze wszedł w mecz, i na samym początku Ishak mógł nawet strzelić gola, jednak został zablokowany. Zaraz po tej akcji Lech zaczął się wycofywać i długimi fragmentami nie potrafił nawet przekroczyć połowy, a Piastunki coraz groźniej zaczęli atakować. W 10. minucie w powietrznym starciu z Antonio Milicem z boiska zejść musiał strzelec gola w meczu Górnik – Piast – Quentin Boisgard.

W 23. minucie Luis Palma tak niefortunnie zagrał piłkę głową, że uderzyła ona w jego rękę. Sądzia wrócił do tej sytuacji. Analiza VAR trwała prawie 5 minut, jednak finalnie Jarosław Przybył wskazał na wapno. Bartosz Mrozek wskazał rękawicą gdzie ma polecieć piłka, Patryk Dziczek przyjął wszkazówkę i bramkarz Kolejorza nie miał problemu z obroną tego strzału.

Od tego momentu Lech zaczął grać lepiej, jednak Palma strzelał niecelnie, a Bengtsson i Ishak trafiali w świetnie dysponowanego dziś Franciszka Placha.

Na drugą połowę Lech wyszedł zdeterminowany, ale w piłce nożnej do końcowego sukcesu potrzebne jest coś więcej. Lechowi zabrakło pomysłu (schematyczne akcje, które Piast łatwo rozbijał), formy poszczególnych piłkarzy (może poza Mrozkiem i Gholizadehiem, piłkarze popełniają dużo prostych błędów, nie mają błysku, grają zachowawczo i podejmują złe decyzje), skuteczności (to co w polu karnym wyczyniał Rodriguez i Ishakiem woła o pomstę do nieba), szczęścia (choć to ponoć sprzyja lepszym…).

Na domiar złego dla Lecha w 83. minucie Piast przeprowadził bardzo składną akcję. Świetnym dośrodkowaniem z narożnika pola karnego popisał się Jorge Felix, a z 5. metra świetnym strzałem głową popisał się Andreas Katsantonis, dla którego było pierwszy mecz o blisko roku.

Dzięki tej bramce Piast złapał oddech, awansował na 12. miejsce w tabeli i ma 3 punkty przewagi nad strefą spadkową.

A Lech? Zalicza fatalny początek roku. I nie tylko chodzi tu 0 punktów i 1 bramkę strzeloną, ale przede wszystkim o styl, który prezentuje. Z taką formą Kolejorza można mieć poważne obawy co do wyniku meczu z fińskim KuPS.

Jeśli chcesz poznać więcej treści od tego autora kliknij

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *