Mikołaj Witliński w tym sezonie bryluje na parkietach Orlen Basket Ligi — średnio 22 minuty gry, 9,9 punktu, 4,9 zbiórki i 1,6 asysty na mecz, a w punktach i asystach notuje najlepszy sezon w karierze. Jego dobra forma nie uszła uwadze trenera reprezentacji Polski, Igora Milicicia, a zawodnik Energii Trefla regularnie otrzymuje powołania do szerokiej kadry Polski. Mimo to Energa Trefl Sopot, drużyna z aspiracjami mistrzowskimi, przechodzi trudny okres. Po bolesnej porażce z Dzikami w Sopocie 64:104 Witliński zgodził się na rozmowę tuż przed kluczowym wyjazdem do Murcii, gdzie jego zespół powalczy o utrzymanie szans na awans do ćwierćfinału FIBA Europe Cup. W wywiadzie opowiada o swojej formie, roli w zespole oraz tym, jak trudne momenty mogą zmienić się w motywację do walki o sukcesy w kraju i Europie.
Michał Piotrowicz (SportEdge.pl): Jesteśmy po porażce Energii Trefla Sopot z Dzikami Warszawa w Hali Stulecia w Sopocie 64:104. Czy pierwsza kwarta, przegrana 8:25, ustawiła dziś przebieg całego meczu?
Mikołaj Witliński (koszykarz Energii Trefla Sopot): Na pewno miała bardzo duży wpływ. W pierwszej kwarcie mieliśmy tak naprawdę dwa celne rzuty z gry, a oni trafiali wszystko, szczególnie za trzy punkty. Wszystkie sytuacje 50 na 50 były po ich stronie. Może nie powiedziałbym, że sama pierwsza kwarta ustawiła cały mecz, ale w dużej mierze przyczyniła się do tego, że było nam bardzo ciężko złapać jakikolwiek rytm.
Który moment był Twoim zdaniem kluczowy?
— Myślę, że takim gwoździem do trumny była końcówka drugiej kwarty. Dziki trafiły wtedy bodajże 7 na 7 rzutów za trzy punkty, a w samej końcówce miały chyba 7 na 8. Oddawali niesamowicie trudne rzuty i wszystko wpadało. Po przerwie weszliśmy zmotywowani, chcieliśmy wrócić do meczu, ale było: punkty, punkty, punkty. Totalnie nie nawiązaliśmy żadnego kontaktu. Trzymali nas cały czas na dystansie i nie mieliśmy nic do powiedzenia.
Po przerwie wyszliście mocnym, twardym pressingiem. Czy próbowaliście w ten sposób odwrócić losy meczu i nawiązać kontakt z rywalem?
— Musieliśmy coś zmienić, bo to była jedyna alternatywa, żeby spróbować wrócić. Ale tak jak mówiłem — po końcówce drugiej kwarty oni już odjechali na bardzo dużą przewagę. W trzeciej kwarcie po prostu nas na tym dystansie utrzymali i ciężko jest nawiązać walkę, kiedy cały czas przegrywasz tak wyraźnie.
Indywidualnie notujesz bardzo dobry, być może najlepszy sezon w karierze — podwoiłeś swoje zdobycze punktowe, notujesz więcej asyst i widać, że Twoja rola na boisku jest znacznie większa. Czy to efekt zmiany trenera, który widzi dla Ciebie większą rolę w zespole?
— Nie chciałbym tutaj nic porównywać. W tym sezonie odgrywam inną rolę, w tamtym roku była zupełnie inna. Mamy inny zespół, inny system, więc nie chciałbym skupiać się na porównaniach. Faktycznie miałem bardzo dobry początek sezonu, byłem w świetnej formie i dobrze się czułem. Teraz jestem w trochę gorszym momencie — ten ostatni miesiąc był dla mnie słabszy — ale tak bywa w trakcie sezonu.
Na parkiecie widać coraz lepszą współpracę między Tobą a Jakubem Schenkiem. Ty jako środkowy podwoiłeś w tym sezonie swoje zdobycze punktowe, a Kuba jest obecnie czwartym najlepiej asystującym zawodnikiem ligi. Czy Twoim zdaniem te liczby potwierdzają, że wasza współpraca realnie przekłada się na statystyki?
— Myślę, że to jest dobra współpraca, ale też dlatego, że gramy razem bardzo dużo minut. Poza tym gramy ze sobą już praktycznie czwarty sezon — wcześniej Czarni Słupsk, teraz Sopot. Znamy się coraz lepiej. Do tego system ofensywny jest teraz tak skonstruowany, że ta współpraca musi funkcjonować. Stąd są też owoce i statystycznie wygląda to lepiej.

Masz 30 lat. Czujesz, że jesteś w swoim sportowym prime’ie?
— Myślę, że 30 lat to już jest taki wiek, który zobowiązuje do pewnej odpowiedzialności — zarówno życiowej, jak i sportowej. Trzeba to brać za rogi, walczyć, być w dobrej formie fizycznej i mentalnej, mieć pewność siebie, znać swoje mocne strony i po prostu je wykorzystywać.
Z Twojej perspektywy mecze pucharowe w Europie wpływają na rozwój i budowanie formy meczowej?
— Na pewno. To jest dodatkowy smaczek i więcej minut grania na wysokim tempie. To jest kluczowe pod kątem budowania formy meczowej. Jak grasz 20 minut w jednym meczu, to nagle robi się 40 minut w tygodniu. To jest dodatkowa okazja do budowania dyspozycji. Graliśmy z zespołami z dobrych lig — niemieckiej czy hiszpańskiej — i to pokazuje, że nie odstajemy bardzo. Często to są mecze na styku. Diabeł tkwi w szczegółach i za te szczegóły czasami musimy płacić.
Nie ma czasu na rozpamiętywanie porażki , przed Wami kluczowy mecz w Murcii, który może zadecydować o Waszych dalszych losach w FIBA Europe Cup. Jak podchodzicie do tego spotkania po takiej porażce?
— Szczerze mówiąc, wcześniej w ogóle o tym meczu nie myśleliśmy. Spotkanie z Dzikami było dla nas bardzo ważne pod kątem tabeli. Przegraliśmy i jest ogromne rozgoryczenie, duża złość i znak zapytania „dlaczego”. Musimy to szybko przeanalizować, bo mamy praktycznie jeden dzień i w poniedziałek lecimy do Murcji. Jedziemy tam wygrać. Zwycięstwo daje nam matematyczne szanse na awans do ćwierćfinału FIBA Europe Cup.
Kibice po raz kolejny byli z Wami w hali. Co chciałbyś Im przekazać po takim meczu?
— Przede wszystkim chciałbym podziękować za wsparcie. Zawsze możemy liczyć na grupę fanatyków, którzy kochają koszykówkę i przychodzą nas wspierać. W Sopocie gra się naprawdę świetnie, atmosfera w hali jest bardzo dobra. Mogę tylko powiedzieć: dziękuję i zapewnić, że na pewno jeszcze wrócimy do dyspozycji, którą prezentowaliśmy wcześniej.

Dodaj komentarz