Jeszcze kilka miesięcy temu wydawało się, że Jason Doyle definitywnie zamknął rozdział pod nazwą brytyjski żużel. Australijczyk po ponad dwóch dekadach startów na Wyspach postanowił obrać zupełnie nowy kierunek, koncentrując się na lidze polskiej, szwedzkiej i duńskiej. Życie szybko zweryfikowało jednak ten plan. Problemy logistyczne, niekończące się podróże i coraz większa tęsknota za rodziną sprawiły, że mistrz świata z 2017 roku zmienił zdanie. Teraz wraca do Premiership, a jego nowym klubem będzie Belle Vue Aces. W Manchesterze liczą, że 40-latek pomoże załatać gigantyczną wyrwę po kontuzjowanym Danie Bewleyu. Pytanie brzmi jednak, czy w ogóle da się zastąpić zawodnika, który obecnie jest najlepszym żużlowcem brytyjskiej ligi?
Dla działaczy Belle Vue ostatnie tygodnie były prawdziwym testem. Fatalny upadek Dana Bewleya podczas zawodów w Danii wywrócił plany klubu do góry nogami. Brytyjczyk doznał złamania kości udowej oraz urazów pleców, a choć rehabilitacja przebiega zgodnie z planem, nikt nie potrafi dziś odpowiedzieć, kiedy wróci do ścigania.
To ogromny problem dla drużyny z Manchesteru. Bewley nie jest bowiem zwykłym liderem. To obecnie najskuteczniejszy zawodnik całej Premiership, mogący pochwalić się kapitalną średnią biegową 2,533. Takich zawodników nie znajduje się na rynku od ręki.
Władze Aces doskonale zdawały sobie sprawę, że opieranie się przez wiele tygodni wyłącznie na gościach i zastępstwie zawodnika może okazać się zabójcze dla ambitnych planów zespołu. Klub potrzebował nazwiska, które natychmiast podniosłoby sportową jakość drużyny. Wybór padł na człowieka, którego przedstawiać kibicom żużla nie trzeba.
Powrót jednego z największych nazwisk światowego speedwaya
Jason Doyle przez lata był jedną z ikon brytyjskich rozgrywek. Występował między innymi dla Poole Pirates, Leicester Lions, Swindon Robins czy Ipswich Witches. Na Wyspach wygrał praktycznie wszystko, co było do wygrania.
Szczególnie udane były dla niego sezony 2017 i 2019, kiedy zdobywał mistrzostwo Wielkiej Brytanii ze Swindon Robins. Rok temu dołożył kolejny tytuł, prowadząc Ipswich Witches do długo wyczekiwanego triumfu.
Co ciekawe, mimo tak bogatej kariery Doyle nigdy wcześniej nie reprezentował Belle Vue Aces. Los sprawił jednak, że pierwszy kontrakt z najbardziej utytułowanym klubem w historii brytyjskiego żużla podpisuje dopiero w wieku 40 lat.
I choć metryka nieubłaganie wskazuje kolejne lata, Australijczyk nadal pozostaje zawodnikiem światowego formatu. Wystarczy przypomnieć, że w poprzednim sezonie był jednym z liderów mistrzowskiego Ipswich, osiągając średnią biegową 2,172 punktu na wyścig.
Zmiana planów po nieudanym eksperymencie
Powrót Doyle’a do Wielkiej Brytanii jest tym bardziej zaskakujący, że jeszcze zimą sam zawodnik przekonywał, iż chce spróbować czegoś nowego.
Po wielu latach startów w Premiership postanowił skupić się na innych rozgrywkach. Podpisał kontrakty w Polsce, Szwecji i Danii, licząc, że taki model funkcjonowania pozwoli mu lepiej zarządzać czasem.
Rzeczywistość okazała się jednak znacznie mniej komfortowa. Australijczyk przyznał, że konsekwencje tej decyzji odczuwał nie tylko on sam, ale również jego najbliżsi.

— Moje ściganie ucierpiało przez te zmiany. Dużo podróżowałem, a przede wszystkim byłem z dala od rodziny znacznie dłużej, niż było to konieczne. Postanowiłem wrócić do Anglii i ponownie się ścigać.
Doyle reprezentuje obecnie Cellfast Wilki Krosno, szwedzki Vastervik Speedway oraz duński Esbjerg. Paradoksalnie rezygnacja z Wielkiej Brytanii miała ograniczyć liczbę podróży. Stało się jednak odwrotnie. Ciągłe przemieszczanie się pomiędzy krajami zaczęło odbijać się zarówno na jego życiu prywatnym, jak i wynikach sportowych.
Kiedy więc zadzwonił telefon z Manchesteru, decyzja zapadła błyskawicznie.
— Dano mi szansę powrotu jako zastępca Dana, więc chętnie z niej skorzystałem. Otrzymałem propozycję, aby wrócić jako krótkotrwałe zastępstwo za Dana Bewleya, więc wiele się nie zastanawiałem. To naprawdę ekscytujące, że mam okazję wrócić do Wielkiej Brytanii i ścigać się dla Belle Vue Aces. Nie mogę się doczekać poniedziałku – zdradził Australijczyk.
Belle Vue nie mogło sobie pozwolić na czekanie
Menedżer zespołu Mark Lemon nie ukrywa, że decyzja o sprowadzeniu Doyle’a była koniecznością.
— Chciałbym powitać Jasona w klubie i cieszę się, że udało nam się pozyskać zastępcę Dana jego klasy. Jego średnia jest co prawda nieco niższa niż w przeszłości, ale to dla mnie nie ma znaczenia, ponieważ wiemy, na co go stać na brytyjskich torach.
Australijczyk doskonale zna Doyle’a również z reprezentacji narodowej i jest przekonany, że jego rodak szybko odnajdzie dawną formę.
— Cieszę się, że znów będę miał okazję współpracować z Jasonem. Robiliśmy to już wcześniej na poziomie reprezentacyjnym i jestem przekonany, że pomożemy mu wrócić na najwyższe obroty.
Lemon otwarcie przyznaje jednak, że problem nie dotyczy wyłącznie sportowej jakości.
— Kiedy zespół jest tak mocno skoncentrowany na dwóch czołowych zawodnikach, jak w naszym przypadku, bardzo trudno jest przez dłuższy czas korzystać z usług gości lub zastępców i oczekiwać, że inni zawodnicy będą w stanie wypełnić lukę po Danie.
W praktyce oznacza to, że bez konkretnego transferu Belle Vue mogło bardzo szybko wypaść z grona kandydatów do mistrzostwa.
Wciąż walczą o wszystko
Mimo problemów zdrowotnych Bewleya sytuacja Aces nie jest zła. Drużyna nadal należy do ścisłej czołówki Premiership i pozostaje jednym z głównych kandydatów do walki o tytuł.
Ogromny progres notuje Zach Cook, który wyrasta na jedną z najjaśniejszych postaci całych rozgrywek. Swoje zadania wykonują również Tate Zischke i Will Cairns, a po urazie wraca Peter Kildemand. Stabilną formę utrzymuje także Brady Kurtz, będący jednym z najlepszych zawodników ligi.
Nic więc dziwnego, że Lemon nie zamierza składać broni.
— Wciąż jestem optymistą, jeśli chodzi o ten sezon. Jason dołącza do zespołu, Zach Cook robi ogromne postępy, Tate Zischke i Will Cairns dobrze spisują się na pozycjach rezerwowych. Wiemy, na co stać Brady’ego Kurtza, wraca Peter Kildemand, a Norick Blödorn wykonuje swoją pracę. Nadal mamy szansę awansować do play-off i walczyć o mistrzostwo ligi.
To może być więcej niż zwykłe zastępstwo
Formalnie Doyle trafia do Belle Vue jako krótkoterminowe zastępstwo za kontuzjowanego Bewleya. Umowa została zawarta na 28 dni, a jej podpisanie wymagało dodatkowych zgód ze względu na obowiązujące kontrakty zawodnika w innych ligach.
W praktyce jednak ten transfer może mieć znacznie większe znaczenie.
Po pierwsze, Belle Vue zyskuje zawodnika, który doskonale zna realia brytyjskiego żużla i nie będzie potrzebował czasu na adaptację. Po drugie, Doyle wraca wyjątkowo zmotywowany. Po raz pierwszy od lat sam przyznaje, że jego sportowe decyzje nie przyniosły oczekiwanych efektów. Takie sytuacje często sprawiają, że doświadczeni zawodnicy chcą coś udowodnić — sobie i całemu środowisku.
Nie bez znaczenia jest również tor w Manchesterze. National Speedway Stadium od lat należy do ulubionych obiektów Australijczyka. To właśnie tam aż czterokrotnie triumfował w prestiżowym Peter Craven Memorial Trophy. Trudno więc o lepsze miejsce na nowy rozdział kariery.
Czy Jason Doyle będzie w stanie zastąpić Dana Bewleya? Prawdopodobnie nie w stu procentach, bo zawodnika osiągającego średnią 2,533 punktu na bieg zastąpić zwyczajnie się nie da. Ale jeśli mistrz świata z 2017 roku wróci do dyspozycji, którą prezentował jeszcze rok temu w barwach Ipswich, Belle Vue może nie tylko przetrwać trudny okres bez swojego lidera.
Może nawet wyjść z niego silniejsze.
A wtedy transfer, który dziś wygląda jak awaryjne rozwiązanie po kontuzji gwiazdy, zostanie zapamiętany jako jeden z najważniejszych ruchów całego sezonu w brytyjskiej Premiership.

Dodaj komentarz