W 2018 roku miał być jego ostatni mundial. Wszak miał on wtedy 31 lat i jego Argentyna zaliczyła tragiczną imprezę. Na szczęście wszyscy się mylili.
Średnie dobrego początki
Jego start był po prostu dobry. O ile w 2006 roku miał zaledwie 19 lat to potrafił poczarować. Strzelił nawet gola w meczu z Serbią. Czy na tym mundialu był genialny? Jeszcze nie, ale zdecydowanie miał swoje momenty. Wielu jednak narzekało, że taki wielki talent i tylko jeden gol. Nie było rozczarowania, ale ciężko było mówić o fajerwerkach. Zresztą jego ekipa nie mogła zaliczyć tej imprezy do specjalnie udanych. O ile udało się dojść do ćwierćfinału to jednak wydawało się, że z przegranego po karnych meczu z Niemcami dało się wyciągnąć coś więcej. O Messim jednak mówiło się głównie w kontekście młodej gwiazdy, od której każdy spodziewał się troszkę więcej.

Afrykańskie rozczarowanie
O ile na mundial cztery lata wcześniej Leo jechał jako młody talent, który mógł, ale nie musiał, to w 2010 był już gwiazdą. Co z tego wyszło? Doprowadził swoją ekipę do zwycięstwa? Niestety nie. Messi wyglądał bardzo przezroczyście, był na boisku, ale tylko ciałem. Często obijał słupki, ale co z tego. Z tej imprezy Argentyna wróciła skompromitowana. Znowu Niemcy w ćwiećfinale, ale tym razem pogrom. Wynik 0:4 nie pozostawił złudzeń. Leo był bardzo krytykowany w ojczyźnie, ale tylko na początku. Potem gromy zaczęły sypać się bardziej w kierunku wuefisty, który był ich selekcjonerem. Diego Maradona nie wykorzystywał potencjału swoich podopiecznych, a na boisku panował chaos. W czymś takim nie mógł odnaleźć się Messi, który przecież wtedy rozgrywał mecze życia w uporządkowanej taktycznie FC Barcelonie Guardioli.
Rozkwit
Potem jednak nastąpił nagły zwrot akcji. Rok 2014 był przełomowy dla Messiego jeśli chodzi o mundiale. To może nie była jego impreza, ponieważ show skradł genialny James z Kolumbii, ale to Leo doprowadził Argentynę do finału. Dostał nawet za to nagrodę zawodnika turnieju. Mimo, że jestem fanem jego umiejętności to dawanie mu takich nagród jest bardzo na wyrost. W każdym razie to Messi był liderem swojej drużyny, zdobył cztery bramki, które walnie przyczyniły się do zdobycia srebrnego medalu. Niestety otrzymał tylko taki kolor krążka z uwagi na jedną osobę- pudłującego Huguaina.
Ponowny zjazd
To co było jego atutem cztery lata wcześniej, na imprezie w Rosji zanikło. Argentynie brakowało lidera, szarpane mecze i też słabiutka kadra poskutkowały wyjściem z grupy na ogromnym farcie po takich cudownych wynikach jak 0:3 z Chorwacją czy 1:1 z Islandią. W 1/8 finału skopała ich Francja, a konkretnie jeden młody zawodnik, co wygląda jak żółw ninja, który miał zapchać swoją gablotę złotymi piłkami, a do dziś ma ich okrągłe zero. Wtedy też Messi niestety chyba zaczął zdawać sobie sprawę, że ze swoją ekipą nic nie wygra. Zaczęło się naprzemienne kończenie kariery w kadrze, a następnie jej wznawianie. Na szczęście Leo bardzo się pomylił i postanowił sobie dać czas na wygranie pierwszego trofeum ze swoją reprezentacją.

Terminator – wersja ostateczna
Rok 2022, Katar. Argentyna podchodzi do pierwszego starcia, rywalem jest Arabia Saudyjska. Ekipa z ameryki południowej marnuje wszystko co się da. Arabia strzela, wynik 2:1 dla ekipy z bliskiego wschodu szokuje, a Messi znowu wygląda na przerażonego. Kilka dni później odbywa się jednak starcie jego drużyny z Meksykiem. To tam zaczyna się jego koncert, przerwany już tylko na chwilę przez potężną Polskę Czesława Michniewicza. Zabawna historia jest taka, że to ostatnia drużyna, której nie strzelił gola na mundialu aż do dziś. Argentyna wygrywa z naszymi asami mimo tego, że Leo nie trafia karnego. Dalej rozgrywa się prawdziwe arcydzieło. Messi strzela zawsze i wszędzie, czy to z Holandią czy to z Chorwacją. Dochodzi do finału i znowu dwie bramki. Wielka Argentyna triumfuje, Messi zawodnikiem turnieju. Tym razem robi to jednak całkowicie zasłużenie, co prawda to Mbappe zostaje królem strzelców, ale to „atomowa pchła” szaleje i jest prawdziwym liderem złotych medalistów.
W 2026 póki co idzie tak gładko jak jeszcze nigdy. Mecz z Algierią i trzy brameczki potem gole z Austrią i mamy już łącznie pięć. Messi wydaje się przeć prosto po kolejnego zawodnika turnieju. Problem jednak w tym, że jego ekipa wygląda słabo. Gdyby Leo wypadł to chyba Argentyna zrobi to samo.

Dodaj komentarz