Maraton, nie sprint. Polska kadra jedzie do Rygi po coś więcej niż zwycięstwo

Reprezentacja Polski koszykarzy wchodzi w najtrudniejsze okienko eliminacji mistrzostw świata 2027 – dwumecz z Łotwą – z bilansem 2–0, kilkoma dziurami w składzie i jednym jasnym przekazem: to maraton do Kataru, nie sprint. W piątek o 18:30 w Rydze zacznie się partia, którą Igor Milicić nazywa „koszykarskimi szachami”. Dwa mecze w odstępie kilkudziesięciu godzin. Jedna grupa, w której każdy ma coś do udowodnienia. I rywal, który – mimo falstartu z Holandią – na papierze wygląda najmocniej w grupie.

2–0 i pamięć o Hadze

Polacy zaczęli eliminacje tak, jak zaczyna się dobry serial – mocnym pilotem i cliffhangerem. Austria w Gdyni? 90:78, kontrola i energia. Holandia w Hadze? 85:83 po pogoni z minus 20. To był wieczór, w którym drużyna Milicicia udowodniła, że ma charakter.

Teraz poprzeczka idzie wyżej. Łotwa to 12. zespół rankingu FIBA, agresywny, szybki, jednak uzależniony od rzutu za trzy jak student od kofeiny podczas sesji. Presja na piłkę, gra na granicy faulu, spacing, który potrafi rozciągnąć obronę rywala.

Michał Sokołowski mówi wprost: detale. Każde posiadanie. Każdy mały punkcik:

– Nasza grupa nie jest łatwa i na każdy mecz musimy wyjść maksymalnie skoncentrowani. Tu może się liczyć każdy mały punkcik i każde posiadanie piłki. Jedziemy najpierw po zwycięstwo do Rygi, a potem po drugie w Gdyni. Taki jest plan. Każdy ma swoje problemy, ale to może nas tylko wzmocnić. Łotysze grają bardzo agresywnie w obronie, na granicy faulu, więc ważne będzie wyjście spod ich presji, wyjście po piłkę, szanowanie jej, żebyśmy nie popełniali strat. Te wszystkie małe rzeczy będą naprawdę niezmiernie ważne. Skupiamy się na pierwszym meczu z Łotyszami, bo to on wyznaczy, jak będzie wyglądał drugi – ocenił.

W takich meczach często nie wygrywa się talentem. Wygrywa się koncentracją i sercem do walki.

Powroty i braki

Najgłośniejszy powrót? Jordan Loyd. Lider z EuroBasketu, zawodnik Anadolu Efes, który jeszcze w środę gra w Eurolidze w Belgradzie, a dzień później melduje się w Rydze. Milicić wybiera go kosztem Jerricka Hardinga, od początku było wiadomo że jeśli Jordan będzie dostępny to będzie grał.

Wraca też Andrzej Pluta. Jest Ponitka, jest Sokołowski, jest Olejniczak. Rdzeń drużyny, która przez cztery lata budowała coś więcej niż taktykę – budowała relacje.

Ale są też absencje. Aleksander Balcerowski – out. Igor Milicić junior – out. Łukasz Kolenda – out. Jakub Szumert – podobnie.

I tu wchodzi plan B.

Jakub Urbaniak – 23 lata, potencjał fizyczny, pierwszy kontakt z seniorską kadrą w takim wymiarze. Jakub Garbacz i Mikołaj Witliński – powołani „za pięć dwunasta”. Milicić nie owija w bawełnę: będziemy łatać dziury. Ale w jego wypowiedziach nie ma paniki. Jest przekonanie, że ta grupa już nie raz przechodziła przez kadrowe turbulencje.

To drużyna, która wie, jak reagować w kryzysowych sytuacjach.

ZaferCC BY 4.0, via Wikimedia Commons

Ryga – pierwszy test

Xiaomi Arena w Rydze nie będzie gościnna. Łotysze grają agresywnie, ich sztab zna polskie realia – w końcu Roberts Stelmahers czy Kaspars Vecvagars to nazwiska znane z polskich parkietów. W składzie są zawodnicy grający na co dzień w Hiszpanii, Włoszech, na Litwie. To nie jest romantyczna reprezentacja złożona z lokalnych bohaterów. To doświadczona ekipa z obyciem międzynarodowym.

– Jesteśmy zmobilizowani, gotowi. Rywal to niewygodny przeciwnik, bo wszyscy rzucają za trzy punkty. Wiemy, co mamy zrobić. Koszykarze wiedzą, czego mają się spodziewać w Rydze. Borykamy się z naszymi problemami kadrowymi, ale ważniejsze jest to, co zbudowaliśmy przez cztery lata, jak ta drużyna podchodzi do każdego meczu, z dumą i dużą chęcią. W listopadzie zrobiliśmy pierwszy krok, teraz trzeba zrobić drugi. Mówimy cały czas o maratonie, a nie sprincie do Kataru. Myślę, że w koszykarskich szachach, czyli krótkim czasie, w jakim czekają nas dwa mecze, jesteśmy jedną z najlepszych drużyn w Europie – powiedział po treningu w Hali OSiR Bemowo trener Igor Milicić.

Kluczem będzie wyjście spod presji. Odbiór piłki, decyzje w pierwszych sekundach akcji, ochrona tablicy mimo braków centymetrów. Polska nie może dać się wciągnąć w strzelecki konkurs bez kontroli tempa.

Jeśli wygra w Rydze, w niedzielę w Gdyni może grać z komfortem. Jeśli przegra – presja będzie dużo większa.

Gdynia – 4500 powodów, by wierzyć

Polsat Plus Arena Gdynia wyprzedała się w kilka godzin. 4500 kibiców. Drugi raz z rzędu. To nie jest detal marketingowy. To dowód, że reprezentacja odzyskała zaufanie a koszykówka w Polsce jest zauważana. Kibice kupują bilety nie na nazwiska, lecz na postawę. Na drużynę, która gra „dla nich”.

W niedzielę nie będzie miejsca na półśrodki. Dwumecz z Łotwą może ustawić grupę F na miesiące. Dwie wygrane – Polska ucieka. Jedna – wszystko pozostaje otwarte. Dwie porażki – zaczyna się liczenie koszy, małych punktów i nerwowe kalkulacje.

Co naprawdę jest stawką?

Nie tylko bilans 4–0. Stawką jest to, czy projekt Milicicia wchodzi na kolejny poziom. Czy reprezentacja, która kilka lat temu była drużyną „z potencjałem”, staje się zespołem z tożsamością. Z nawykiem wygrywania trudnych meczów. Milicić mówi o maratonie. I ma rację. Do Kataru daleko. Ale każdy kilometr ma znaczenie. Maraton zaczynamy dzisiaj w Rydze.

Jeśli Polska wygra dwa kolejne mecze, będziemy mówić o czymś więcej niż dwóch zwycięstwach. Będziemy mówić o drużynie, która nauczyła się wygrywać mimo braków. Mimo presji. Mimo zmęczenia.

Bo w koszykówce, jak w życiu, nie zawsze wygrywa ten, kto ma więcej talentu. Często wygrywa ten, kto lepiej znosi przeciwności.

Jeśli chcesz poznać więcej treści od tego autora kliknij

Jedna odpowiedź na “Maraton, nie sprint. Polska kadra jedzie do Rygi po coś więcej niż zwycięstwo”

  1. Awatar Asantesani
    Asantesani

    LLLLLLOYD!!!!!!!!!!!!!!!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *