Sezon 2025 – 2026 w wykonaniu Los Angeles Lakers trudno opisać jednym słowem. Jest obiecująco ale jednocześnie frustrująco. Chaotycznie, nierówno, nieprzewidywalnie. Lakers jednego tygodnia wygrywają trzy mecze z rzędu i wyglądają jak maszyna ofensywna, którą stać na finał konferencji żeby następnie przegrać trzy kolejne mecze… Są zespołem zdolnym do dominujących zwycięstw, ale też podatnym na kompromitujące załamania. Potrafią wyglądać jak mistrzowski kandydat przez 48 minut – i jak drużyna bez planu przez kolejne 48. To nie jest zespół zepsuty. To zespół nieukończony. Mam wrażenie, że drużyna wciąż szuka swojej tożsamości a w centrum tej huśtawki znajduje się Luka Dončić – zawodnik wokół którego trzeba tę tożsamość zbudować.
Po 44 meczach sezonu regularnego Jeziorowcy mają bilans 27 – 17 i są na 5 miejscu konferencji zachodniej. Czy są tak dobrzy jak ich bilans? I tak i nie, to wynik niezły ale Lakers zdążyli rozbudzić nasze apetyty na początku sezonu będąc przez jakiś czas na 2 miejscu w konferencji.
Sam Dončić nie ukrywa, że „to nie jest zły bilans”, ale jednocześnie przyznaje, że Lakers muszą być lepsi – szczególnie w drugiej połowie sezonu.
Luka Magic nie jest po prostu najlepszym graczem Lakers. Jest ich systemem ofensywnym. Jego obecność redefiniuje każdą decyzję: spacing, tempo, role zadaniowe, nawet sposób, w jaki rywale przygotowują scouting. Statystyki są spektakularne – 33,7 punktu, 8,1 zbiórki, 8,7 asysty – ale nie oddają w pełni skali jego wpływu. Dončić dyktuje rytm gry Lakers w sposób, który przypomina prime-Hardena lub młodego LeBrona: piłka żyje i umiera w jego rękach.
A jednak – jest jeden wyraźny zgrzyt. Rzut za trzy punkty.
Dončić trafia 31,6% zza łuku – wynik, który plasuje go na samym dnie ligi wśród zawodników o wysokim wolumenie rzutów. A mówimy o graczu, który oddaje ponad 10 trójek na mecz, czyli jednym z największych „strzelców objętościowych” NBA. To nie tylko statystyczna ciekawostka. To element, który realnie wpływa na spacing Lakers, decyzje defensywne rywali i końcówki spotkań. To nie jest drobna niedogodność – to realny problem strukturalny ofensywy Lakers.
Paradoksalnie jednak, Dončić nie próbuje uciekać od problemu – próbuje go obejść.
To cecha zawodników wybitnych – jeśli jakiś element gry wychodzi gorzej szukają innych elementów, którymi są w stanie zamaskować swoje słabości. Nie ma i nie było gracza idealnego, ale Ci najwięksi potrafią się dostosować w trakcie sezonu. Luka postanowił pójść na linię. Agresywniej atakuje obręcz, częściej wymusza faule i notuje rekordowe w karierze 12,1 rzutu wolnego na mecz. To nie tylko poprawka indywidualna – to próba utrzymania ofensywnej efektywności drużyny mimo problemów z dystansem. Średnia rzutów wolnych, którą w tej chwili wykręca Dončić to jednocześnie najwyższy wynik w jego karierze i jeden z najwyższych w całej lidze. To zmienia wszystko. Lakers, nawet gdy nie trafiają zza łuku, utrzymują ofensywną płynność. Rywale szybciej wpadają w problemy z faulami. Tempo meczu staje się bardziej kontrolowane. Dončić, mimo słabszej skuteczności z dystansu, pozostaje elitarnie efektywny jako kreator. Nie czeka aż warunki do wygrywania przyjdą, stara się sam je tworzyć.
To, co najbardziej wyróżnia obecnych Lakers, to fakt, że są drużyną w trakcie ciągłego dostrajania. Ich najlepsze mecze – przekonujące zwycięstwa z Toronto czy Atlantą – pokazują, że gdy ofensywa jest uporządkowana, a tempo kontrolowane, potrafią dominować. Ich najgorsze występy — bolesne porażki z Hornets czy Trail Blazers – ujawniają brak koncentracji, dziury w defensywie i chaos w egzekucji zagrywek.
W wieku 41 lat LeBron mógłby bronić swojego statusu, walczyć o kontrolę narracji, wymagać dostosowania się do siebie. Zamiast tego robi coś znacznie trudniejszego: świadomie oddaje zarządzaniezespołem w ręce Luki.
„Luka nie musi naginać swojej gry” – powiedział po jednym z meczów. – „To my musimy się dostosować do niego.”
To zdanie ma wagę większą niż jakakolwiek statystyka. To deklaracja przywództwa, które nie polega na dominacji, lecz na stabilizacji. LeBron staje się łącznikiem: między młodym liderem a resztą szatni, między chaosem a strukturą. Jego rola jest dziś bardziej subtelna, ale nie mniej istotna.
Dončić doskonale to rozumie. Wypowiada się o LeBronie z autentycznym podziwem – nie tylko dla jego gry, ale dla długowieczności, przygotowania fizycznego i mentalnej obecności. Ich współpraca nie jest jeszcze idealna, ale opiera się na czymś znacznie cenniejszym: komunikacji i wzajemnym zaufaniu.

Mimo ofensywnych problemów i niestabilności zespołu, jedno jest jasne: Luka Dončić stał się liderem Lakers – nie tylko statystycznie, ale mentalnie. Gdy brakowało LeBrona lub innych kluczowych graczy, brał na siebie dodatkowy ciężar punktowy i kreatorski. Jego zaangażowanie i komunikacja na boisku były zauważane nawet w porażkach.
To ważne, bo Lakers nie są drużyną, która może liczyć wyłącznie na talent. W Konferencji Zachodniej czekają zespoły bardziej zdyscyplinowane, lepiej broniące i brutalnie konsekwentne – Thunder, Nuggets, Rockets. Jeśli Lakers chcą być czymś więcej niż efektowną ofensywną maszyną, muszą znaleźć tożsamość, która wytrzyma siedmiomeczową serię play-offów.

Lakers są dokładnie tam, gdzie drużyny w trakcie transformacji często się znajdują: w pół drogi. Mają supergwiazdę w swoim najlepszym ofensywnym okresie, legendę, która wciąż potrafi zmieniać mecze, i bilans, który daje realne nadzieje. Ale mają też problemy z regularnością, rzutem dystansowym i defensywną koncentracją.
Nadchodzi trade deadline. Czy Jeziorowcy będą w stanie wprowadzić odpowiednie korekty w składzie aby już w tym roku celować w zdobycie tytułu? Wg. mnie jest to mało realne. Proces przebudowy się jednak rozpoczął i może on trwać krócej niż się wszystkim wydaje. W końcu to Los Angeles Lakers.

Dodaj komentarz