Królowie bez korony – co się stało z Sacramento?

Autor:

Jeszcze parę lat temu Sacramento Kings byli jedną z najlepszych drużyn zachodu w NBA. Wtedy nic nie wskazywało na to, że drużyna będzie notować najgorszą serię porażek w historii. Co się stało z ekipą ze stolicy Kalifornii?

16 lat posuchy

Sacramento Kings było jedną z najlepszych ekip pierwszej dekady tego wieku. Pod wodzą Ricka Adelmana Królowie regularnie gościli w play-offach. W sezonie 2001/2002 znaleźli się nawet w finałach zachodu, jednak tam po serii siedmiu meczów przegrali z późniejszymi mistrzami, Los Angeles Lakers. W następnych latach byli jeszcze w play-offach czterokrotnie, lecz ich sufitem był półfinał konferencji. Nikt nie spodziewał się, że zespół będzie czekał 16 sezonów na kolejne postseason.
Przed sezonem 2022/23 klub postawił na zmianę na stanowisku trenera. Alvina Gentry’a zastąpił Mike Brown. Skutki tej decyzji były natychmiastowe. Już w pierwszym sezonie pod wodzą Browna klub wygrał 48 spotkań, a De’Aaron Fox oraz Domantas Sabonis zostali wybrani do Meczu Gwiazd. Znakiem rozpoznawczym drużyny stało się słynne „Light the beam”, które polegało na tym, że po każdym zwycięstwie drużyny nad ich domową areną, Golden 1 Center niebo rozświetlały fioletowe lasery. Fani szybko podłapali tę frazę, która do dziś wybrzmiewa po zwycięstwach ich zespołu.

Mike Brown został wybrany trenerem roku, a Kings zakończyli sezon na trzecim miejscu i w pierwszej rundzie play-offów mierzyli się z ówczesnymi mistrzami, Golden State Warriors. Pomimo przewagi parkietu drużyna ze stolicy Kalifornii musiała uznać wyższość Curry’emu i spółki.

Na rewanż długo nie trzeba było czekać. Już w następnym sezonie zespoły zmierzyły się ze sobą w postseason, tym razem w play-inach. W meczu zapamiętanym przede wszystkim z ofensywnej niemocy Klay’a Thompsona Kings wygrali 118-94 i wyeliminowali Warriors. W meczu decydującym o awansie do play-offs ulegli lepiej dysponowanym New Orleans Pelicans 98-105.

Chaotyczne decyzje zarządu

W samym rosterze drużyny także doszło do wielu zmian. Przed sezonem Sacramento dokonało wymiany typu sign-and-trade z San Antonio Spurs oraz Chicago Bulls. Do Kalifornii trafił DeMar DeRozan, w Teksasie zameldował się Harrison Barnes, a Bulls otrzymało Chrisa Duarte oraz dwa wybory w drugiej rundzie draftu. Skład Kings liczył wówczas trzech All-Starów, a apetyt na walkę o wysokie miejsce na zachodzie tylko wzrastał.

Początek sezonu 2024/25 nie należał jednak do udanych dla drużyny z Sactown. Mając bilans 13-18 zarząd klubu nieoczekiwanie zwolnił Mike’a Browna. Jego miejsce zajął Doug Christie, który od sezonu 2021/22 pełnił rolę asystenta trenera. Christie grał w Sacramento na początku lat dwutysięcznych, gdy Kings byli jedną z najlepszych drużyn w lidze.

W lutym 2025 po raz kolejny doszło do wymiany na linii Sacramento-San Antonio-Chicago. Graczem, na którym opierał się cały transfer był De’Aaron Fox, który trafił do Spurs. Kings otrzymali Zacha LaVine’a i sporo wyborów zarówno w pierwszej, jak i drugiej rundzie draftu, a Bulls po raz kolejny dopełniło tę wymianę dostając paru rotacyjnych zawodników. DeRozan i LaVine ponownie połączyli siły, tym razem jednak zamiast grać w mroźnym Illinois reprezentują drużynę z gorącej Kalifornii. Kings stracili swojego franchise playera w zamian za starzejącego się All-Stara, który w dodatku zarabia krocie.

Erik DrostCC BY 2.0, via Wikimedia Commons

Sacramento Kings w nowym składzie potrafiło wygrać 40 spotkań, jednak nie dało im to awansu do fazy play-off.

Z wielkiej chmury mały deszcz

Przed rozpoczęciem sezonu Kings byli jedną z najmniej aktywnych ekip na rynku transferowym. Jedynym większym wzmocnieniem był Russell Westbrook, a parę tygodni po rozpoczęciu kampanii 2025/26 dołączył także Precious Achiuwa. Sam zarząd nie był zadowolony z obecnego składu drużyny i planował decyzję o przebudowie zespołu.

Wszystko wskazywało na to, że projekt budowany do tej pory dobiegnie końca. Od tego czasu każdy wyczekiwał ruchów na rynku transferowym ze strony Kings, które jednak nie przyszły. Jedyną zmianą w szeregach zespołu było odejście Dennisa Schroedera i Keona Ellisa w zamian za De’Andre Huntera, który reprezentował barwy Cleveland Cavaliers. Wydaje się jednak, że ta wymiana była bardziej forsowana przez Cavs, którzy byli zmuszeni szukać wymian, dzięki którym zeszliby z drugiego progu podatkowego. Okienko transferowe zostało zamknięte 5 lutego, więc Kings dokończą sezon w swoim obecnym składzie. W nieco ponad 3 lata Kings zamienili młody skład rokujący do walki o play-offy w drużynę starzejących się gwiazd poprzedniej dekady, która szoruje po dnie tabeli konferencji zachodniej. Otuchy nie dodaje fakt, że są oni obecnie ósmą najlepiej zarabiającą drużyną w lidze, co sprawia, że lista płac jest mocno zajęta i nie ma w niej dużo miejsca na konkretne roszady.

Najlepiej zarabiającymi zawodnikami w drużynie jest Zach LaVine oraz Domantas Sabonis. Kontrakt Litwina jest aktualny jeszcze przez 2 lata i to o niego najprawdopodobniej będą biły się czołowe kluby ligi. Inaczej sytuacja ma się z LaVinem. Były zawodnik Bulls zarabia blisko 48 milionów dolarów, a w następnym sezonie ma możliwość wykorzystania opcji gracza, z której najpewniej skorzysta. Wydaje się, że mało która drużyna będzie skłonna zatrudnić zawodnika, którego stosunek prezentowanego poziomu do zarobków jest tak niezrównoważony. Dopiero po sezonie 2026/27 LaVine będzie negocjował nowy kontrakt, który najprawdopodobniej będzie zdecydowanie niższy od tego, który ma obecnie.

Kontrakty i brak ruchów transferowych Kings nie są ich jedynym powodem do zmartwień. W okresie od 18 stycznia do 21 lutego 2026 roku Sacramento przegrało 16 spotkań z rzędu, przez co pobili niechlubny rekord w historii organizacji. Pierwsze zwycięstwo od 38 dni przyszło 23 lutego w starciu z Memphis Grizzlies.

Obecnie wydaje się, że w Sacramento nie ma żadnych pozytywów. Ostatnie miejsce na zachodzie, wysoka lista płac, mało chętnych na ich zawodników. Jedynym optymizmem wydaje się to, że drużyna ma własne wybory w nadchodzących latach. Poza nimi dysponują wyborem San Antonio Spurs w 2027(tylko wtedy, gdy będzie on w numerach 17-30) i niezastrzeżonym Minnesoty Timberwolves w 2031 roku. Pick w tym roku może okazać się kluczowy. Przy tak słabym bilansie drużyna z Sacramento najprawdopodobniej będzie wybierać jako jedna z pierwszych, a obecny draft jest zapowiadany jako jeden z najmocniejszych od wielu lat. Jednak czy trafienie do Sacramento, które posiada niezliczoną ilość doświadczonych ball handlerów będzie najlepszym miejscem dla młodych, wchodzących na profesjonalny poziom pierwszoroczniaków?

Jeśli chcesz poznać więcej treści od tego autora kliknij

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *