Kraj, który może zmienić oblicze żużla na świecie – nadzieja dla speedway’a

Światowy żużel od dłuższego czasu nie ma łatwego życia. Kolejne kraje znikają z międzynarodowej rywalizacji, a wejście na nowe rynki okazuje się wyjątkowo trudne i kosztowne. Właśnie dlatego projekt budowy ośrodka żużlowego w Hiszpanii budzi tak duże emocje – to próba, która może zakończyć się spektakularnym sukcesem albo powtórzyć błędy przeszłości.

Dla ludzi, którzy śledzą żużel na co dzień, nie jest niczym dziwnym stwierdzenie, że w skali świata jest to bardzo niszowy sport. Poza krajami północno-środkowej Europy często jest traktowany jako ciekawostka. Na przestrzeni lat zwykle mieliśmy do czynienia z wycofywaniem się kolejnych państw ze speedwaya – upadkiem inicjatywy w RPA, rezygnacją z rozgrywek międzynarodowych Nowej Zelandii czy sytuacją polityczną w Rosji i na Ukrainie, uniemożliwiającą pojawianie się nowych zawodników.

Są jednak również pozytywne informacje, wobec których nie możemy przejść obojętnie. Ostatnio tak odważna próba rozwoju żużla została podjęta w 2007 roku i zakończyła się niepowodzeniem. Teraz jednak są spore szanse na to, że będzie inaczej – warunki wydają się dużo bardziej sprzyjające.

Podbój polskiego inwestora

Mowa o żużlu w Hiszpanii. Jakiś czas temu media obiegła informacja o polskim inwestorze Łukaszu Buczku, który ma zamiar zbudować od podstaw stadion żużlowy w Murcji – miejscowości na południu Hiszpanii, liczącej niemal pół miliona mieszkańców. W projekt zaangażowani są również działacze z Wielkiej Brytanii, a celem jest stworzenie stadionu oraz infrastruktury szkoleniowej, która pozwoli młodym Hiszpanom na udział w międzynarodowych zawodach oraz podpisanie kontraktu za granicą, na przykład w Polsce. Sprawa jest rozwojowa, a osiągnięcie zamierzonych celów z pewnością zajmie lata. Już teraz można jednak zastanawiać się, czy projekt ma szanse na sukces. Jakie są „za” i „przeciw”? Co może pójść nie tak?

Historia się nie powtórzy?

W 2007 roku pięciokrotny mistrz świata Ivan Mauger próbował zaszczepić żużel w sercach kibiców Malezji. Udało mu się stworzyć obiekt, na którym od podstaw szkolił Malezyjczyków oraz zorganizował kilka turniejów. Mimo ogromnych wydatków finansowych, rozgłosu w telewizji, a nawet świetnej lokalizacji (stolica kraju), nie udało się utrzymać odpowiedniego zaangażowania i cały projekt upadł już po niespełna roku. Czy podobny los czeka żużel w Murcji?

Można śmiało stwierdzić, że warunki, w których miałby powstać speedway w Hiszpanii, wydają się zdecydowanie bardziej korzystne. Przede wszystkim świadczy o tym lokalizacja – jest to atrakcyjny turystycznie kraj w Europie, do którego już teraz często przylatują żużlowcy w ramach obozów przygotowawczych. Temperatura jest tu znacznie wyższa niż w Polsce, co mogłoby przyciągnąć zawodników na zawody lub treningi w okresie jesienno-zimowym. Notabene w Malezji wiązałoby się to z podróżą na drugi koniec świata.

Po drugie, wyścigi motocyklowe nie są lokalnym mieszkańcom obce – MotoGP oraz motocross stoją tu na najwyższym poziomie. Jest to o tyle ważne, że kibice już na starcie mogą bardziej zainteresować się tą dyscypliną, a także łatwiej będzie pozyskać chętnych zawodników. Nierzadko żużlowcy, którzy wcześniej mieli kontakt z motocrossem, posiadali już zbudowany „warsztat”, który mogli następnie rozwijać na torze żużlowym – przykładem takiej ścieżki kariery może być Wiktor Jasiński.

Ze względu na język miejsce to jest również przyjazne dla żużlowców z Argentyny, co przyniosłoby obopólne korzyści obu krajom. Wielu Argentyńczyków marzy o żużlowej karierze w Europie, a Hiszpania byłaby idealnym miejscem do pokazania się oraz ewentualnej współpracy przy szkoleniu hiszpańskich adeptów. To jednak znacznie bardziej odległy scenariusz.

Wiktor Jasiński przed rozpoczęciem żużlowej kariery startował na motocrossie

Zagrożenia dla projektu

Patrząc na całość z bardziej pesymistycznej strony, trzeba zwrócić uwagę na to, że będzie to jedyny ośrodek w całym kraju. Oczywiście od czegoś trzeba zacząć, natomiast brak potencjału na rozgrywki między miastami oraz opieranie wszystkiego na jednodniowych zawodach znacznie zmniejsza szanse na rozwój sportu w tym miejscu. Kibice muszą odczuwać emocje, a brak regularnych rozgrywek ligowych może w tym znacznie przeszkodzić.

Wystarczy spojrzeć na stan żużla w krajach, gdzie istnieje zaledwie kilka torów, a rozgrywki są sporadyczne – choćby na Węgry, do Włoch, Rumunii czy Austrii. Liczba żużlowców z tych państw w zawodach międzynarodowych jest wręcz śladowa, a poziom niski. Spośród tych czterech przykładowych krajów można wymienić tylko jednego zawodnika, który brał udział w 2025 roku w polskiej lidze – Włocha Paco Castagnę, który wystartował w dwóch meczach na najniższym poziomie rozgrywek.

Szansa, na którą długo czekaliśmy

W czasach, gdy sport ten staje się coraz mniej różnorodny, a jednocześnie coraz droższy, środowisko żużlowe nie może przejść obok takiego projektu obojętnie. Powinniśmy wspierać tę inicjatywę, jak tylko jest to możliwe. Sam Łukasz Buczek otrzymuje rady od Bartosza Zmarzlika czy Szymona Woźniaka, co pokazuje, jak bardzo żużlowcom zależy na tym, aby mieć się z kim ścigać w przyszłości.

Ostatecznie powodzenie projektu będzie zależeć od pozyskania odpowiedniej liczby sponsorów oraz utrzymania ich długofalowego zaangażowania. Bez kibiców gotowych regularnie pojawiać się na trybunach i zawodników skłonnych podporządkować temu sportowi znaczną część swojego życia inicjatywa ta nie ma szans na trwały rozwój.

Warszawa, Grand Prix Polski – od lewej: Bartosz Zmarzlik, Szymon Woźniak, Robert Lambert

Jeśli chcesz poznać więcej treści od tego autora kliknij

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *