Ależ miałem oczekiwania co do finału Konferencji Zachodniej! Jesteśmy po sześciu meczach i zostały one jak na razie spełnione w 100%. Rzekłbym nawet, że w 120%. Cóż to jest za seria! Oklahoma City Thunder i San Antonio Spurs doprowadzili finał Konferencji Zachodniej do Game 7, a po sześciu meczach można powiedzieć jedno: ta rywalizacja jest brutalnym testem dojrzałości dla obu ekip i czystą poezją dla naszych koszykarskich, kibicowskich duszyczek.
Thunder weszli do serii jako obrońcy mistrzowskiego tytułu, drużyna kompletna, głęboka i ograna w największych momentach. Spurs? Wszyscy mówili, że to odrobinę za wcześnie. Mieli się uczyć. Tymczasem z Victorem Wembanyamą na czele doprowadzili mistrzów pod ścianę i momentami wyglądali jak zespół bardziej świadomy własnej tożsamości.
W tej serii nie chodzi już wyłącznie o talent. Chodzi o odporność psychiczną, egzekucję i odpowiedź na pytanie: kto naprawdę potrafi narzucić własne warunki gry?
Wembanyama dominuje
Największym wspólnym mianownikiem wszystkich sześciu meczów jest prosty fakt: kiedy Victor Wembanyama jest najlepszym zawodnikiem na parkiecie, Spurs wygrywają. Kiedy nim nie jest – przegrywają.
To brzmi banalnie, ale skala wpływu Francuza jest absurdalna.
W trzech zwycięstwach San Antonio: średnio 34 punkty, 51% skuteczności z gry, kosmiczna defensywa. W porażkach natomiast skuteczność spada, Thunder skuteczniej odcinają go od piłki a cała drużyna Spurs traci płynność ofensywną.
Game 6 było wręcz symbolicznym pokazem siły. Wembanyama wszedł w mecz jak człowiek, który postanowił zniszczyć narrację o „młodym talencie”. Dwie trójki w pierwszych 90 sekundach, blok na SGA, całkowita dominacja. Wychodziło mu wszystko. 28 punktów, 10 zbiórek, 3 bloki w zaledwie 28 minut. I co najważniejsze – zrobił to bez desperackiego hero ball. To właśnie najbardziej przeraża rywali: Wembanyama zaczyna rozumieć koszykówkę na poziomie superstara. A przypomnę, że chłopak ma 22 lata…
Thunder próbowali wszystkiego – switchowania, podwojeń, agresywnego kontaktu fizycznego, odcinania od podań, grania niższym składem, wreszcie grania wysokim składem. Efekt? Francuz adaptował się jak komputer uczący się w czasie rzeczywistym. Raz był kreatorem. Raz screenerem. Raz egzekutorem. Raz ostatnią linią obrony. Albo wszystkim naraz. I właśnie dlatego Oklahoma zaczyna mieć problem strukturalny: nie istnieje jeden sposób na zatrzymanie Wembanyamy.
Największy problem Thunder? MVP wygląda jak zwykły All-Star
Drugi fundamentalny temat tej serii to kompletnie niespodziewany kryzys Shaia Gilgeousa-Alexandra. Spurs znaleźli chyba defensywny blueprint przeciwko MVP ligi.
W serii SGA zalicza tylko 37,9% skuteczności z gry, zaledwie 40,9% za dwa, zagrał do tej pory już dwa mecze poniżej 20 punktów. SAS ograniczyli mu maksymalnie możliwość wchodzenia pod kosz, a co za tym idzie Shai oddaje dużo mniej rzutów wolnych. W game 6 z SGA na parkiecie OKC było -28! To nie jest przypadek. Spurs wykonują fenomenalną robotę w obronie.
No dobra, ale co takiego robi San Antonio?
- Odcina środek parkietu.
- Wypycha SGA do półdystansu pod presją.
- Ogranicza jego kontakt z obręczą.
- Zabiera rytm pick-and-rolla.
- Zmusza innych graczy Thunder do kreowania gry.
I tutaj pojawia się kolejny problem Oklahomy: role players przestali maskować słabszą formę lidera. Lu Dort trafia fatalne 18,2% za trzy. Jalen Williams wrócił po urazie kompletnie bez rytmu, zagrał 10 minut i zdobył 1 punkt. Ajay Mitchell wypadł z rotacji. Chet Holmgren ma przebłyski, ale 10 punktów przy 24 minutach spędzonych na parkiecie to zdecydowanie za mało.
Spurs wygrywają energią i brutalną fizycznością
San Antonio gra koszykówkę, która momentami przypomina stare play-offowe wojny z lat 2000.
To nie jest efektowna ofensywa oparta wyłącznie na spacingu. Wemby wspierany przez Castle’a i Harpera pokazują mnóstwo agresji w closeoutach, fizycznego kontaktu i dobrych rotacji w obronie czym niszczą rytm ofensywny rywala.
Thunder w Game 6 zdobyli tylko 91 punktów, 13 punktów w trzeciej kwarcie i przez osiem minut nie trafili ani jednego kosza. Moment 20:0 w trzeciej kwarcie był koszykarskim nokautem. Oklahoma wyglądała wtedy jak drużyna, która psychicznie odłączyła się od meczu. I właśnie to może być najbardziej niepokojące dla mistrzów NBA. Nie sam fakt porażki. Ale sposób, w jaki przegrali.
Mark Daigneault praktycznie rzucił ręcznik już w czwartej kwarcie, sadzając liderów na ławce. Tego typu decyzje w finałach konferencji nie zdarzają się przypadkiem.
Cisi bohaterowie Spurs
Wembanyama zgarnia nagłówki, ale Spurs nie byliby tutaj bez kapitalnej pracy drugiego planu.
Dylan Harper
Rookie gra z bezczelnością weterana. Atakuje obręcz bez strachu. Nie panikuje pod presją. 18 punktów w Game 6 było gigantycznym wkładem w wygraną drużyny.
Stephon Castle
To defensywny pitbull. Świetnie czyta passing lanes. Nadaje ton intensywności zarówno w ataku jak i w obronie. W Game 6: 17 punktów, 9 asyst i tylko jedna strata oraz piękna praca w defensywie na SGA.
Devin Vassell i Julian Champagnie
Ich wartość wykracza poza trójki. Świetnie bronią i rotują. To właśnie przez takich zawodników Spurs są tak niewygodni.
Thunder mają doświadczenie. Spurs mają momentum
I tu dochodzimy do najważniejszego pytania przed Game 7.
Co jest ważniejsze? Oklahoma ma mistrzowskie doświadczenie, przewagę własnego parkietu, dłuższą ławkę rezerwowych, która do tej pory znacząco wygrywała z ławką Spurs.
San Antonio natomiast jest rozpędzone, ma najlepszego zawodnika serii, gra bez strachu, z ogromną pewnością siebie.
Największe rozczarowania serii
Po stronie OKC według mnie jest to Lu Dort – broni świetnie, ale jego dramatyczna skuteczność za trzy zabija spacing.
Po stronie Spurs też nie brakuje problemów. De’Aaron Fox wygląda momentami na ograniczonego fizycznie i zdecydowanie nie daje tego, czego oczekiwano od gwiazdy jego pokroju.
Ta seria pokazuje przyszłość NBA
Wembanyama. SGA. Holmgren. Castle. Harper.
NBA coraz mocniej przechodzi w ręce zawodników wszechstronnych i defensywnie elastycznych.
A Spurs? Oni już teraz wyglądają jak organizacja, która może zdominować następną dekadę — jeśli tylko odpowiednio obuduje Wembanyamę.
W Game 6 Wemby nie wyglądał jak przyszła twarz ligi – wyglądał jak obecna.

Dodaj komentarz