Jeszcze niedawno wydawało się, że jego historia ze speedway`em została zamknięta. Po kilku latach ciszy Mikkel Bech znów jednak zakłada kevlar i wraca do ligowego ścigania. Duński zawodnik, który jako nastolatek uchodził za jeden z największych talentów swojego pokolenia, w sezonie 2026 będzie reprezentował barwy mistrza Danii – Slangerup Speedway. Co ciekawe, droga do tego powrotu zaczęła się od telefonu… w zupełnie innej sprawie.
Bech przez ostatnie lata pozostawał poza ligowym żużlem. Ostatni raz w duńskiej SpeedwayLigaen startował w 2019 roku, kiedy reprezentował Region Varde Elitesport. Nic więc dziwnego, że wielu kibiców zdążyło już uznać jego karierę za zakończoną. Tymczasem wszystko zmieniła jedna rozmowa z działaczami Slangerup. Jak przyznał dyrektor klubu Kenni Trasborg, początkowo kontakt z Bechem nie miał nic wspólnego z jego powrotem na tor.
— Zadzwoniliśmy do Mikkela, aby zapytać, czy byłby zainteresowany komentowaniem naszych domowych meczów. W trakcie rozmowy powiedział jednak, że rozważa wznowienie kariery — zdradził działacz w klubowym komunikacie. Ta informacja natychmiast uruchomiła lawinę wydarzeń. Szybko doszło do spotkania, podczas którego zaczęto rozmawiać o realnym powrocie zawodnika do ścigania. W Slangerup nie mieli wątpliwości, że mimo kilkuletniej przerwy Duńczyk wciąż dysponuje potencjałem, by znów być ważną postacią w ligowych rozgrywkach.

Sam zawodnik przyznaje, że decyzja nie zapadła z dnia na dzień. Myśl o powrocie dojrzewała w nim powoli.
— Od dłuższego czasu nosiłem w sobie energię i chęć powrotu do speedwaya. To nie była szybka decyzja, ale coś, co rosło we mnie stopniowo. W pewnym momencie poczułem, że znów chcę spróbować — tłumaczy Bech.
Duńczyk ma za sobą bardzo ciekawą karierę, szczególnie jeśli spojrzeć na jej początki. Wystąpił między innymi w trzech rundach cyklu Speedway Grand Prix, a w 2012 roku był częścią reprezentacji Dania, która sięgnęła po złoto w drużynowych mistrzostwach świata.

W historii żużla zapisał się jednak jeszcze wcześniej. Jako zaledwie 16-latek otrzymał dziką kartę na rundę Grand Prix na stadionie Parken Stadium w Kopenhadze, stając się najmłodszym zawodnikiem, który kiedykolwiek wystąpił w tym cyklu. Dobrze pamiętają go także kibice w Polsce. W przeszłości reprezentował barwy klubów z Rybnika, Zielonej Góry czy Gniezna, jednak najmocniej zapisał się w pamięci fanów dzięki występom w Wybrzeżu Gdańsk. W nadmorskim klubie przez trzy sezony należał do liderów drużyny, regularnie osiągając średnią biegową na poziomie około 2,000. Ostatni raz na polskich torach widziano go w sezonie 2020. Wówczas pojawił się w zaledwie dwóch spotkaniach i niedługo później zniknął ze żużłowej mapy. Powrót do ścigania nastąpi w bardzo wymagającym środowisku. Slangerup Speedway dysponuje bowiem niezwykle mocnym składem. W drużynie mistrza Danii Bech będzie miał okazję ścigać się m.in. u boku takich zawodników jak Patryk Dudek, Mikkel Michelsen, Michael Jepsen Jensen, Chris Holder, Bartłomiej Kowalski czy Maksymilian Pawełczak.
Sam zawodnik przyznaje, że właśnie taki projekt przekonał go ostatecznie do powrotu.
— Przejście do Slangerup było czymś, co kilkukrotnie odkładałem na później. Wcześniej nie czułem, że to była dla mnie właściwa ścieżka. Teraz jednak moment i odczucia są inne. Pojawiła się szansa, która naprawdę ma sens — zarówno sportowo, jak i prywatnie. Dodatkowo będę miał okazję ścigać się u boku dwóch świetnych zawodników, z którymi mam długą historię wspólnych startów jeszcze z czasów juniorskich. To także dało mi dużą motywację — podkreśla Bech.

Dla wielu kibiców jego powrót będzie jedną z ciekawszych historii nadchodzącego sezonu w Danii. Bo choć od jego ostatnich ligowych startów minęło już kilka lat, wciąż trudno zapomnieć o potencjale, który pokazywał jako młody zawodnik.
Teraz pozostaje jedno pytanie: czy Mikkel Bech zdoła napisać w swojej karierze zupełnie nowy rozdział i udowodnić, że nawet po latach przerwy w speedwayu można jeszcze wrócić na właściwy tor.

Dodaj komentarz