Jason Doyle. Wojownik, który nigdy nie odpuścił. Teraz może wygrać wszystko

W światowym żużlu są mistrzowie, są gwiazdy i są też zawodnicy, których kibice zapamiętują na zawsze — nie tylko za wyniki, ale za charakter. Jason Doyle należy do tej ostatniej kategorii. Australijczyk od lat uchodzi za jednego z najbardziej walecznych i bezkompromisowych zawodników w stawce. Upadał, wracał, ryzykował, płacił za to zdrowiem, ale nigdy nie zmienił stylu. Dziś, po kilkunastu sezonach na najwyższym poziomie, stoi przed szansą, która może uczynić go postacią absolutnie wyjątkową w historii nowożytnego żużla.

Latem, na PGE Narodowym w Warszawie, Jason Doyle może sięgnąć po złoty medal FIM Speedway World Cup — jedyny tytuł, którego brakuje w jego imponującej kolekcji. Jeśli mu się to uda, zostanie pierwszym zawodnikiem nowoczesnej ery, który zdobędzie komplet najważniejszych trofeów: mistrzostwo świata Speedway Grand Prix, złoto Speedway of Nations oraz triumf w Speedway World Cup — tak zwany żużlowy Wielki Szlem.

Warszawa, Grand Prix

Mistrz świata z krwi i kości

Doyle mistrzem świata został w 2017 roku — sezonie, który wielu ekspertów do dziś uznaje za jeden z najbardziej wyczerpujących i brutalnych w historii cyklu Grand Prix. Australijczyk wygrał wtedy rywalizację nie efektownością, ale regularnością, odpornością psychiczną i umiejętnością przetrwania najtrudniejszych momentów.

To właśnie wtedy ugruntowała się jego reputacja zawodnika, który zawsze jedzie do końca, nawet jeśli oznacza to jazdę na granicy ryzyka. Sam wielokrotnie przyznawał, że żużel nigdy nie był dla niego tylko sportem.

— Ja po prostu tak mam. Kiedy zakładam kask, chcę wygrać każdy bieg. Nie potrafię odpuścić, nawet jeśli czasem powinienem — mówił w jednym z wywiadów dla Speedway GP.

Ta mentalność przyniosła mu wielkie sukcesy, ale też sprawiła, że jego kariera nie była wolna od dramatycznych wypadków i kontuzji. Każdy z nich tylko wzmacniał jego status wojownika.

Warszawa, Grand Prix

Drużyna zawsze była dla niego ważna

Choć Doyle spełnił marzenie każdego żużlowca, zdobywając indywidualne mistrzostwo świata, sam podkreśla, że rywalizacja drużynowa zajmuje w jego sercu szczególne miejsce. Przez lata brakowało mu jednak jednego sukcesu — zwycięstwa w klasycznym World Cupie.

Australia przez długi czas nie potrafiła wrócić na drużynowy tron. Dopiero w 2022 roku „Kangury” przerwały 20-letnią przerwę, triumfując w Speedway of Nations w Vojens, a rok później potwierdziły swoją siłę, wygrywając finał w Toruniu. To zwycięstwo dało im bezpośrednią przepustkę do tegorocznego finału PZM FIM Speedway World Cup w Warszawie.

  • World Cup to jedyny tytuł, którego nigdy nie udało mi się wygrać. Mam brązowe medale, ale złota wciąż brakuje. Bardzo chciałbym to zmienić — przyznał Doyle

Warszawa sprzyja Australijczykom

Nieprzypadkowo właśnie Australia jest dziś wskazywana jako najgroźniejszy rywal Polaków w walce o złoty medal. Skład oparty na Jasonie Doyle’u, Jacku Holderze, Maxie Fricke’u oraz Bradym Kurtzu to jedna z najbardziej kompletnych drużyn, jakie można wystawić na torze stadionowym.

Co istotne, Australijczycy doskonale znają warszawski obiekt. Doyle, Holder i Fricke wygrywali rundy Grand Prix na PGE Narodowym, a Kurtz w ubiegłym roku był tu drugi. To doświadczenie może okazać się bezcenne w zawodach, w których każdy bieg waży więcej niż cały sezon ligowy.

  • Jeśli miałoby się to wydarzyć, to trudno wyobrazić sobie lepsze miejsce. Dziesiątki tysięcy kibiców, ogromna presja, wielka stawka — to jest właśnie World Cup — podkreśla były indywidualny mistrz Świata

Presja? Doyle ją lubi

Australijczyk doskonale zdaje sobie sprawę, że finał w Warszawie będzie w dużej mierze „meczem wyjazdowym”. Polacy mogą liczyć na wsparcie niemal całego stadionu, ale — jak twierdzi Doyle — to nie musi być wada.

— To oczywiście lepsze dla Polaków, bo jadą u siebie. Ale to stadion zadaszony, na którym nie można trenować częściej niż my. Wszyscy mamy takie same warunki — zaznacza.

Ci, którzy znają Doyle’a, wiedzą jednak, że im większa presja, tym częściej potrafi wznieść się na wyższy poziom. Nieprzypadkowo swoje największe sukcesy odnosił właśnie w najtrudniejszych momentach.

Grand Prix Polski, Warszawa

Gra o historię

Jeśli selekcjoner Mark Lemon zdecyduje się postawić na doświadczonego mistrza, 29 sierpnia w Warszawie Jason Kevin Doyle może dojechać do mety nie tylko jako triumfator World Cupu, ale jako zawodnik, który skompletował żużlowy Wielki Szlem nowoczesnej ery.

Dla jednych będzie to tylko kolejny medal. Dla innych — moment, w którym jeden z największych wojowników światowego żużla zapisze się w historii na zawsze.

Jeśli chcesz poznać więcej treści od tego autora kliknij

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *