Jalen Duren i Detroit Pistons nadal nie znaleźli porozumienia w sprawie nowego kontraktu. Choć różnica między oczekiwaniami zawodnika a propozycją klubu może wydawać się niewielka, cała sytuacja zaczyna nabierać coraz poważniejszego charakteru. Według przedstawionych informacji Pistons zaoferowali 22-letniemu centrowi pięcioletnią umowę wartą około 190 milionów dolarów. Duren oczekuje natomiast co najmniej 200 milionów. Jednocześnie jego status po ostatnim sezonie pozwala mu myśleć o maksymalnym, pięcioletnim kontrakcie wartym nawet 287 milionów dolarów.
I właśnie tutaj zaczyna się największe ryzyko.
Jeżeli strony nie dojdą do porozumienia, Duren może zdecydować się na przyjęcie oferty kwalifikacyjnej w wysokości 9,6 miliona dolarów. Taki ruch otworzyłby mu drogę do niezastrzeżonej wolnej agentury latem 2027 roku.
To oznaczałoby jednak rezygnację z finansowego bezpieczeństwa wieloletniego kontraktu i postawienie wszystkiego na jeden sezon. Kontuzja albo sytuacja, w której latem przyszłego roku zabraknie klubów dysponujących odpowiednią przestrzenią finansową, mogłaby mocno zmienić sytuację zawodnika.
Duren ma jednak argumenty po swojej stronie. W sezonie 2025-26 wystąpił w 70 meczach, notując średnio 19,5 punktu, 10,5 zbiórki i 2 asysty, przy skuteczności 65 procent z gry. Po raz pierwszy został wybrany do Meczu Gwiazd oraz trzeciej drużyny All-NBA.
Dodatkowym punktem odniesienia stał się kontrakt Amena Thompsona. Zawodnik Houston Rockets podpisał pięcioletnie przedłużenie warte 208 milionów dolarów, mimo że w poprzednim sezonie nie znalazł się ani w All-Star Game, ani w żadnej z drużyn All-NBA.
Duren może więc uważać, że jego oczekiwania na poziomie 200 milionów dolarów są uzasadnione.
Problem w tym, że Detroit również musi patrzeć w przyszłość. Klub ma już zobowiązania na poziomie około 154 milionów dolarów na kolejny sezon, a przedłużenia czekają nie tylko Durena, ale także Ausara Thompsona i potencjalnie Rona Hollanda II. Do tego Pistons stracili Tobiasa Harrisa i Isaiaha Stewarta, choć jednocześnie wzmocnili skład Johnem Collinsem, Isaiahem Joe oraz ponownie podpisali Kevina Huertera.
Atmosfera między stronami również nie wydaje się idealna. Duren tego lata trzymał się z dala od zespołu – nie pojawił się między innymi na treningach organizowanych przez Cade’a Cunninghama w San Diego ani na imprezie drużynowej z okazji Labor Day u Toma Goresa.
Tymczasem w tle pojawia się Sacramento Kings. Klub ma być bardzo zainteresowany Durenem, a sam zawodnik postrzega Sacramento jako atrakcyjny kierunek. Potencjalnie mógłby tam stworzyć duet z Dariusem Acuffem Jr.
Detroit nie było dotąd zainteresowane rozmowami dotyczącymi sign-and-trade, ale przed Pistons coraz trudniejszy wybór: zaoferować Durenowi więcej, zaakceptować ryzyko utraty go bez rekompensaty czy próbować doprowadzić do jego wymiany.
Co ciekawe, dla samego Durena finansowy zysk z ryzykownego scenariusza może być mniejszy, niż sugerują nagłówki. Jeśli przyjąłby 9,6 miliona dolarów i przyszłego lata podpisał maksymalny czteroletni kontrakt z innym zespołem, łączna wartość zarobków w perspektywie pięciu lat wyniosłaby około 197 milionów dolarów. Przy obecnej ofercie Pistons na poziomie 190 milionów różnica byłaby więc stosunkowo niewielka (no chyba, że piąty rok kontraktu jest niegwarantowany i jest opcją klubu – wtedy rzeczywiście Duren może zyskać więcej).
A czasu jest coraz mniej.
1 października to obecny termin dotyczący oferty kwalifikacyjnej, choć Pistons mogą — zgodnie z przedstawionymi informacjami – przesunąć go nawet do 1 marca.
Duren stoi więc przed decyzją, która może zdefiniować jego najbliższą przyszłość w NBA. Z jednej strony bezpieczeństwo wieloletniego kontraktu. Z drugiej – wiara we własną wartość i możliwość sprawdzenia rynku.
Czy na miejscu Jadena Durena zaryzykowalibyście przyjęcie 9,6 mln dolarów i wejście na rynek wolnej agentury w 2027 roku, czy podpisalibyście z Pistons kontrakt za około 190 mln?
Foto: Jalen Duren IG

Dodaj komentarz