Jakub Schenk: lider, rozgrywający i kapitan — historia człowieka, który nigdy się nie poddaje – 2 część wywiadu

Kapitan Energii Trefla Sopot, Jakub Schenk, stoi w centrum koszykarskich emocji – z jednej strony walka w FIBA EuroCup o awans do ćwierćfinału na co wciąż jest matematyczna szansa, z drugiej – tuż przed drużyną ważny turniej o Puchar Polski w Sosnowcu. Zawodnik, który w 2022 roku był częścią historycznej polskiej reprezentacji na EuroBaskecie, zmierzył się na parkiecie z gwiazdami światowego formatu jak Luka Doncić, Nikola Jokić czy Dennis Schroder. W wywiadzie opowiada o różnicach między ligą polską a europejskim topem, wyzwaniach stania oko w oko z legendami koszykówki, swoich przemyśleniach na temat zagranicznych transferów oraz o roli kapitana i więzi z kibicami, którzy zawsze stoją za drużyną – niezależnie od wyniku.

Michał Piotrowicz (SportEdge): Brałeś udział w EuroBaskecie 2022, gdzie Polska osiągnęła historyczne 4. miejsce, wychodząc na parkiet przeciwko takim gwiazdom jak Luka Doncić, Nikola Jokic czy Dennis Schroder. Grałeś też w europejskich pucharach, mierząc się z bardzo wymagającymi rywalami. Wiele zespołów z naszej ligi, jak np. Energa Trefl, przez większość meczu rywalizowało jak równy z równym, by ostatecznie ulec w czwartej kwarcie. Z Twojej perspektywy – gdzie leży największa różnica między zawodnikami z polskiej ligi a gwiazdami europejskiego czy światowego formatu?

Jakub Schenk (kapitan Energii Trefla Sopot): Myślę, że największa różnica leży w fizyczności i atletyzmie. To coś, czego często nie da się przeskoczyć samą taktyką czy umiejętnościami koszykarskimi. Grając w EuroCupie czy przeciw takim zespołom w reprezentacji, wielokrotnie przekonywaliśmy się, że w pewnym momencie rywale wchodzili na zupełnie inny poziom, wrzucali „szósty bieg”, i naprawdę trudno było cokolwiek zrobić. Do tego dochodzi wykorzystanie każdego błędu – na najwyższym poziomie każdy błąd jest od razu „przeczytany” i zamieniany na punkty. Nie ma miejsca na oszukiwanie, na skróty, bo zawodnicy potrafią wykorzystać każdą okazję. Połączenie tego z ogromną fizycznością i atletyzmem tworzy graczy i zespoły, z którymi naprawdę trudno rywalizować, niezależnie od tego, jak bardzo się starasz

Fot. 058sport.pl | Materiały prasowe Energi Trefla Sopot

Jesteś profesjonalistą, pewnym siebie graczem, ale wróćmy do momentu choćby z ćwierćfinału EuroBasketu – trener Igor Milicic podchodzi i mówi: Kuba, wychodzisz na Lukę Doncica – jednego z trzech najlepszych zawodników na świecie. Co wtedy czujesz? Co w głowie ma zawodnik w takim momencie, kiedy ma stanąć oko w oko z taką gwiazdą?

– Nie tak to wygląda, kiedy wchodzisz w taką fazę meczu, w ten konkretny dzień – to po prostu zadanie. Cel i jego realizacja. Każdy z tych zawodników ma też swoje słabsze strony, momenty, w których jest mniej skuteczny, i właśnie to staramy się wykorzystać, żeby nie czuli się komfortowo na boisku. Nie ma tu miejsca na sentyment czy respekt – to są ludzie, którzy są zrobieni z tych samych kości i mięśni co my. Trzeba zrobić wszystko, żeby wygrać mecz. Czasem jednak, mimo że zagrasz najlepszą obronę na świecie, rywal po prostu trafia – bo ma w sobie taką jakość, może zagrać efektownie i atletycznie, jak chociażby Giannis Antetokounmpo. I wtedy czasem niewiele więcej da się zrobić, choć robisz wszystko, co w twojej mocy.

Masz żonę, dzieci, rodzinę i jesteś mocno związany z Sopotem i wydaje się że to tu ustabilizowałeś w pełni swoje życie. Czy w którymś momencie pojawiła się myśl, żeby jeszcze raz wyjechać za granicę, spróbować swoich sił w innej lidze i w nowym środowisku? Jak wtedy wyglądały Twoje rozważania – między ambicją sportową a życiem prywatnym ?

– Myślę, że źle by o mnie świadczyło, gdybym nie myślał o wyjeździe za granicę – takie myśli się pojawiały. Niestety w takich sytuacjach trzeba też być w odpowiednim miejscu i odpowiednim czasie. Moja kariera rozwijała się dość długo, ale cały czas widać było zmiany i postęp – to był równy, solidny rozwój, zbudowany na fundamentach, a nie szybki wystrzał talentu w młodym wieku, kiedy najłatwiej jest wyjechać, bo kluby szukają zawodników rozwojowych. Ja wszedłem w swoją najlepszą koszykówkę dopiero w wieku 29 lat. Umówmy się – to już bardzo trudny moment na wyjazd, zwłaszcza na tak newralgicznej pozycji jak rozgrywający, żeby pojawiło się poważne zainteresowanie, które jednocześnie pozwoliłoby mi się rozwijać jako zawodnikowi i czerpać satysfakcję z gry.

Do tego dochodzą inne priorytety – rodzina, dzieci, życie poza boiskiem. W tym wieku nie chodzi już tylko o własne ego i karierę, trzeba to wszystko łączyć i podejmować decyzje, które mają sens nie tylko sportowo, ale i w życiu prywatnym

Niebawem drużyna Energi Trefla zagra o Puchar Polski. Jako kapitan chciałbyś przekazać coś kibicom przed tym turniejem? Wasza ekipa ma przecież kapitalnych fanów, którzy podróżują za Wami po całej Polsce i Europie – zawsze czujecie ich wsparcie. Co chciałbyś im powiedzieć przed tym ważnym turniejem ?

Oczywiście. Przede wszystkim chciałbym prosić kibiców, żeby wciąż wierzyli w nasz zespół. Wiemy, że nie zawsze wszystko wygląda tak, jakbyśmy chcieli – szczególnie teraz, kiedy mamy sporo problemów zdrowotnych, kontuzji i urazów.

Chcę też zaprosić wszystkich do Sosnowca. Mam nadzieję, że zwycięstwo z zespołem z Krosna da nam trochę pozytywnego kopa i pozwoli odbić się od tego przysłowiowego dna – choć wiem, że tak źle to brzmi. Najważniejsze, żebyście wierzyli razem z nami, bo naprawdę mamy nadzieję, że możemy sięgnąć po Puchar Polski

Fot. Michał Piotrowicz

Jeśli chcesz poznać więcej treści od tego autora kliknij

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *