Ilością emocji jakie zaproponowała nam 23. kolejka Ekstraklasy była naprawdę imponująca. W aż 5 meczach drużyna, która pierwsza strzeliła gola nie potrafiła dowieźć prowadzenia do końcowego gwizdka.
Jaki jest efekt ostatnich 9 meczów? Ekipy z podium mają po 38 punktów, choć oczywiście pamiętamy o zaległym meczu Jagiellonii. Najwyżej notowana w strefie spadkowej Legia ma punkt straty do „bezpiecznej” Arki, która jednak ma zaległy mecz z Radomiakiem, jeśli go wygra strata Legi do 15. miejsca wyniesie 3 punkty.
Tradycyjnie kolejka zaczęła się w piątek o godzinie 17:30, na krakowski stadion przy ul. Kałuży wybiegli zawodnicy Cracovii i Piasta Gliwice. Obie drużyny mają odmienne cele na rundę wiosenną, ale żeby je zrealizować potrzebują jeszcze wielu punktów. Mecz od początku nie był zbyt ciekawy, ale w 29 minucie gospodarze objęli prowadzenie. Dijon Kameri sfinalizował dobrze rozegrany rzut z autu. 7 minut po przerwie arbiter odgwizdał faul w polu karnym na napastniku Piasta, a rzut karny na gola zamienił Białorusin Gierman Barkowskij, który pojawił się na boisku tuż po przerwie. W 75 minucie krakowianie odzyskali prowadzenie. Wrzutkę z rzutu wolnego sfinalizował Martin Minczew. W 82 minucie Piast wyrównał. W zamieszaniu przed bramką Placha najsprytniejszy okazał się Jorge Félix, który na boisku pojawił się 10 minut wcześniej.
W samej końcówce szczęście uśmiechnęło się do gości z Gliwic. Już po 5 minutach na boisku Michał Chrapek strzelił swojego 3 gola w tym sezonie. Piast dzięki zwycięstwu złapał oddech i ma 4 punkty przewagi nad strefą spadkową. Cracovia zaś musi zaczekać na powrót do czołowej czwórki.
Pierwszy mecz kolejki mógł rozbudzić apetyty, tym bardziej, że na koniec dnia miały odbyć się derby Trójmiasta. No i się odbyły, a już w 6 minucie gola kolejki zdobył Oskar Kubiak! Po tym golu Lechici zaczęli intensywnie starać się wyrównać, niestety dla nich w kilku składnych akcjach piłka nie chciała wpaść do bramki. Za to Arka już w pierwszej akcji po przerwie zdobyła gola. Na 15 metrze znalazł się Navarro i strzałem z pierwszej piłki pokonał Alexa Paulsena. Lechiści ponownie się ożywili, ale tym razem byli znacznie bardziej skuteczni. W 54 minucie pięknym strzałem po długi rogu bramki popisał się Sezonienko. Już 3 minuty później strzelał Iwan Żelizko, a piłka po rykoszecie wpadła do bramki Węglarza. Gospodarze rzucili się do ataku, ale nie udało im się strzelić kolejnego gola. Piłkarze i kibice obu drużyn stworzyli niezapomniane widowisko, tym większa szkoda, że do tego poziomu nie dostosowali się sędziowie. W 74 minucie piłkarzom Arki należał się rzut karny. Kontrowersja była tak duża, że po meczu analizy dokonała Komisja Sędziów. Po dokładnej analizie stwierdzono, że sędzia popełnił błąd. Albo wielbłąd, jakby to powiedział Jan Tomaszewski. Żadna jednak analiza punktów Arce nie odda, a gdynianie mają tylko punkt przewagi nad strefą spadkową.
Po piątkowych emocjach przyszła sobota, która nie zapowiadała się aż tak ciekawie, to w końcu Ekstraklasa, tu wszystko może się zdarzyć.
Tak wielu emocji jednak nie było. Sobota zaczęła się w Szczecinie, do którego zawitał Widzew. Łodzianie kilka dni wcześniej dokonali kolejnego głośnego transferu – za ok. 3 miliony Euro z Legii ściągnięto Steve’a Kapuadi. To już kolejny „wielki” transfer Widzewa w tym okienku, jak się okazuje w tej rundzie nowe nabytki przyniosły 4 punkty na 12 możliwych. Także w meczu z Portowcami nowi piłkarze nie potrafili zdobyć punktów. Pogoń po przeciętnym meczu wygrała 1:0. Bramkę na wagę 3 punktów zdobył Karol Angielski, dla którego jednak był to słodko-gorzki mecz, ponieważ opuścił boisko z kontuzją. Warto odnotować także czerwoną kartkę dla Kellyna Acosty, za brutalne wejście w nogi Lukasa Leragera. Pogoń ósma ze stratą 4 oczek do 4. Pozycji, a Widzew zaczął się powoli urządzać w strefie spadkowej.
Kolejne spotkanie odbyło się w Lublinie, gdzie Motor podejmował Koronę Kielce. Początek zdecydowanie dla gospodarzy. Po 33 minutach prowadzili 2:0. W 18. minucie prowadzenie Motorowi dał Mbaye N’Diaye, a w 34. gola strzelił Karol Czubak. Był to już 13. gol tego piłkarza w tym sezonie i jest najskuteczniejszym Polakiem w Ekstraklasie. Do prowadzącego w klasyfikacji strzelców Tomasa Bobcka z Lechii traci tylko 1 bramkę. Po przerwie Korona bardzo starała się odrobić straty, jednak w bramce Motoru stał kapitalnie tego dnia dysponowany Ivan Brkić. Obronił on aż 5 strzałów kielczan. Po meczu trener Korony Jacek Zieliński powiedział, że mogliby grać do 23:00 a i tak nic by nie wpadło… Motor zrównał się punktami z Koroną, obie drużyny mają ich po 30.
Ostatnim sobotnim spotkaniem były kolejne derby. Tym razem Górnego Śląska, w których GKS Katowice podejmował Górnika Zabrze. Od pierwszych minut groźniejszy był Górnik, ale w 22. minucie to GKS zdobył gola, którego autorem był niezawodny w tym sezonie Bartosz Nowak. Tuż przed przerwą wyrównał Sondre Liseth. Po przerwie byliśmy świadkami ciekawego spotkania, ale długo brakowało w nim konkretów. Aż przyszła 85 minuta kiedy po akcji niezastąpionego Bartosza Nowaka. Podał on do Szkurina, który strzelił celnie, ale piłkę odbił Marcel Łubik, dopadł do niej jego imiennik Wędrychowski i zdobył pierwszego gola w barwach Gieksy. W 91 minucie sędzia pokazał żółtą kartę Szkurinowi za próbę wymuszenia rzutu karnego, ale po interwencji VARu, wycofał się z tej decyzji i przyznał katowiczanom jedenastkę. Na gola zamienił ją kapitan Arkadiusz Jędrych. Górnik nadal zajmuje miejsce dające im europejskie puchary, ale wiosną punktuje znacznie gorzej niż jesienią i nie wiadomo jak długo uda im się utrzymać pierwszą czwórkę.
Niedziela zapowiadała się szczególnie ciekawie. Na boisko miały wbiec drużyny, które reprezentowały nas w Europie czyli: Jagiellonia, Legia, Lech i Raków. Zanim jednak to nastało w Niecieczy zmierzyły się drużyny Termalici i Radomiaka. Obie drużyny co jakiś czas zagrażały bramkę, jednak trzeba przyznać, że nie było to spotkanie najwyższych lotów. W 65 minucie nie pierwszy raz w tym sezonie, błąd popełnił bramkarz Radomiaka Filip Majchrowicz, a pięknym strzałem z 18 metrów popisał się Rafał Kurzawa. Radość Słoników trwała jednak tylko 3 minuty. Wrzutkę w pole karne wykorzystał Abdoul Tapsoba i obie drużyny musiały podzielić się punktami. Piłkarze z gminy Żabno powoli zadomawiają się na ostatniej pozycji.
O 14:45 w Białymstoku na boisku pojawiły się Jagielonia i Legia. Jaga u świetnym meczu w czwartek niestety odpadła z Ligi Konferencji, a Legia w poprzednim meczu zdobyła 3 punkty z Wisłą Płock. Obie drużyny więc chciały podtrzymać zwycięską passę. Z wysokiego C mecz zaczęła Jagiellonia, już w trzeciej minucie mogła wykonywać karnego, ale sędzia po analizie VAR dopatrzył się ręki Kajetana Szmyta. W 17 minucie Flach nie potrzebował już działań sędziego i fantastycznym strzałem wyprowadził Jagę na prowadzenie. 5 minut później Pululu z kilku metrów trafił od słupka i było już 2:0. Gospodarze rozgrywali świetne spotkanie, ale jak to w u nas bywa, tuż przed przerwą trafili do własnej bramki i było 2:1.
Po przerwie Legia grała już zdecydowanie lepiej, ale nadal brakowało jej precyzji. Jednak w 56 minucie ponownie z pomocą przyszła Jagiellonia, tym razem samobója strzelił Flach. Dość powiedzieć, że Legia nie mając żadnego strzału celnego miała dwa gole. W 69 minucie kapitalną okazję miał Mileta Rajović, ale w tym przypadku był napastnikiem i obrońcą – sam wybronił swój strzał! Rajović to temat na osobny artykuł, a właściwie to jego manager, bo zorganizować transfer do Legii takiemu grajkowi to nie lada wyczyn. Mecz zakończył się remisem, który nie satysfakcjonuje nikogo.

Remis Jagiellonii bardzo ucieszył Lecha i Raków, które tuż po ich meczu rozpoczęły własną batalię. Trzeba uczciwie powiedzieć, że ten mecz to była kapitalna reklama Ekstraklasy. Od samego początku intensywny i jakościowy. Strzelanie rozpoczął Raków. Po błędzie Gurgula, Mrozek próbując ratować sytuację sfaulował Makucha, a karnego na bramkę zamienił Brunes. Lechici coraz intensywniej atakowali, a po strzale Alego Gholizadeha w 15 minucie arbiter musiał podyktować jedenastkę, bo piłka trafiła w rękę Mosóra. Na wapnie piłkę ustawił Ishak i pewnie zdobył swoją 12. już bramkę w tym sezonie. Po przewadze Lecha kilka składnych akcji zrobił Raków, a w 37. minucie udało im się zdobyć 2. gola. Strzelcem Jean Carlos Silva. Kolejorz zdołał jednak wyrównać jeszcze przed przerwą. Po koronkowej akcji ofensywy, wyczekanego od listopada, gola strzelił Luis Palma. W 55. minucie świetnie w polu karnym znalazł się stoper Lecha Antonio Milić i Lech pierwszy raz w tym meczu wyszedł na prowadzenie. W końcu nadeszła 73. minuta spotkania. Rzut wolny dla Rakowa i genialne wykonanie Iviego Lopeza. Raków strzelił także gola na 3:4, ale sędzia słusznie gola nie uznał (spalony).
Kiedy zaczął się doliczony czas gry kolejną akcję przeprowadzili gospodarze. W polu karnym piłkę klatką piersiową dotknął Gurgul, a piłkę piętą do bramki skierował Agnero.
To było jedno z najlepszych spotkań w tym sezonie, a kto wie może jedno z najlepszych w XXI wieku w Ekstraklasie.

Na zakończenie kolejki do Lubina przyjechała Wisła Płock. Nafciarze, jeszcze do niedawna byli liderem tabeli, ale po 3 porażkach musieli oglądać plecy rywali. Jeśli jednak wygraliby w Lubinie to powróciliby na podium. Zagłębie jednak mogło dogonić Jagę i Lecha, zapowiadał się więc ciekawy mecz. Niestety nie było w nim aż tyle jakości co w niedzielnych meczach, jednak Lubinianie wygrali ten mecz dość pewnie.
W 14. minucie Grzybek dobił strzał Dąbrowskiego. Wisła próbowała, ale nieskutecznie. Po przerwie mecz wyglądał podobnie. W 66. minucie Mateusz Grzybek strzelił kolejnego gola i Zagłębie prowadziło już 2:0. Wisła jeszcze kilkukrotnie próbowała, ale Jasmin Burić nie dał się pokonać. Wisła zajmuje już 7. Miejsce w tabeli, a Zagłębie powróciło na 2. miejsce.
Oby kolejna kolejka była równie emocjonująca!

Dodaj komentarz