Były wielkie zapowiedzi, doping też był. Jednak teraz Cezary Kulesza informuje, że rozwiązał umowę z stowarzyszeniem „To my Polacy”. Race na meczu z Holandią przelały czarę goryczy.
Wcześniej była nicość
Doping na meczach kadry jeszcze parę lat temu kojarzył się jedynie z kibicami, dla których sam mecz wydawał się najmniej istotny. Doping polegał na pójściu po przekąski, odśpiewaniu hymnu i zajęciu miejsc. Próbował to zmienić Cezary Kulesza. Szef PZPN wie, że grupa energicznych kibiców potrafi ponieść piłkarzy do wielkich rzeczy. Nawet takich piłkarzy jak naszych. Najpierw pojawiły się słynne napisy na telebimach. Na ekranach na pod dachem stadionu wyświetlały się hasła „machajmy szalikami”. Jak idzie się domyślić, raczej nie zachęciło to zgromadzonych do żywiołowego dopingu.

Nowe rozdanie
Kulesza myślał i wpadł na dobry pomysł. Zaprosił stowarzyszenie, które miało rozkręcić nudę na trybunach. Miała to zrobić grupa „To my Polacy”. Początki były niemrawe. W pierwszych spotkaniach dopingu nie było słychać, albo w kółko powtarzano jeden okrzyk. Kibice przed telewizorami nawet nie mogli być pewni, że zorganizowany doping istnieje. Pojawiły się głosy krytyki, które jednak miały szybko ustać.
Wjeżdżamy na biało
Po niemrawych początkach szybko jednak mogliśmy zmienić zdanie. Mecz na Litwie, nowe rozdanie, nowy trener. Wtedy również okazało się, że nowe trybuny. Na tym meczu mogliśmy zobaczyć wszystko. Race, żywiołowy doping. Jednak już wtedy nie zabrakło elementów kontrowersyjnych. Kibice niestety obrali za cel premiera Donalda Tuska, który również postanowił znaleźć się tamtego dnia na trybunach. Strasznie mu się wtedy oberwało. Kibicom również, za wtrącanie się do polityki. Jednak piękne zdjęcia z tamtego spotkania i tak szybko obeszły Internet.
Eskalacja
Niestety świadkami okropnych scen byliśmy na meczu Polska-Holandia. Race rzucane przez kibiców na płytę boiska uniemożliwiły nawet na chwilę rozgrywanie meczu. Cała uwaga mediów skupiła się wtedy nie na meczu, tylko na wydarzeniach na trybunach. Kibice twierdzili, że to służby prowokowały, że nie pozwolono im wejść z oprawą. Tą słynną oprawą, która dziś lata na trybunach na meczach ekstraklasy. Służby z kolei odpowiadały, że sektorówka nie została zgłoszona w odpowiednim czasie, co nie pozwoliło na wniesienie flagi. PZPN dostał karę i wszyscy myśleliśmy, że po sprawie.

Koniec współpracy
Niestety, gdy już wydawało się, że w barażach do mistrzostw świata naszych piłkarzy będą dopingować głośniejsi fani, okazało się, że z tego nici. PZPN wycofał się z współpracy z kibicami, co oznacza powrót do starej formuły. Znowu na trybunach będą takie emocje, że będzie można w transmisji telewizyjnej usłyszeć jak piłkarze rozmawiają miedzy sobą. Jednak będzie też druga strona medalu. Nie będzie już kolejnych skandali, rac. Będzie cisza, spokój i zapach smażonej kiełbasy w powietrzu. Po prostu wróci stary dobry narodowy.

Dodaj komentarz