Doceńmy to co mamy, ponieważ nie mamy zbyt dużego wyboru! 

Piotrek Zieliński wciąż jest obiektem drwin, jednak czy są jakiekolwiek powody, żeby dalej, w 2026 roku się z niego nabijać? 

Wielu ludzi łudzi się, że kariera Piotrka nie jest czymś wybitnym, że jest jednym z wielu kopaczy, którzy przewinęli się przez naszą kadrę, zaraz zakończą karierę, a za 10 lat wszyscy będą pamiętać o nim jak o Jacku Bąku, czyli wcale. Należy jednak zauważyć, że kariera Piotrka zarówno w kadrze czy w klubach może i jest nudna, ale bardzo udana (choć w kadrze rzeczywiście troszkę mniej).  

Zacznijmy od początku. Szybko w przypadku Zielińskiego okazało się, że mamy do czynienia z dużym talentem. W Udinese jeszcze nie poszło, ale po wypożyczeniu do Empoli kariera eksplodowała co poskutkowało szybkim wejściem do kadry. Zieliński wziął udział w Euro 2016, które przecież było dużym sukcesem, nawet mimo braku medalu szybko przyzwyczailiśmy się do grajka, który gra w dużej lidze, na wysokim poziomie i to Piotrka w oczach polskich kibiców zgubiło. 

Po szybkim transferze do Napoli każdy już oczyma wyobraźni zaczął sobie rysować wizję, w której on w duecie z Lewandowskim będzie rozwalał obrony przeciwników, a nasza kadra stanie się prawdziwą potęgą. Piotrek jednak zatrzymał się na pewnym poziomie, na poziomie topu w Serie A, ale na pewno nie został kimś, o kim moglibyśmy mówić, że w pojedynkę potrafi zmienić losy meczu na dużej imprezie. Przyszły pierwsze rozczarowania, takie jak mistrzostwa świata w Rosji w 2018 roku, gdzie nasza kadra doznała wybitnego upokorzenia. Turniej ten został zawalony również przez innych piłkarzy, ale to właśnie od takich zawodników jak Lewy, Piszczek i Zieliński oczekiwaliśmy, że poniosą tą kadrę na swoich barkach. 

O wiele łatwiej krytykuje się piłkarzy, którzy coś znaczą, którzy osiągnęli sukces. Nikt nie pamięta dobrego meczu Piotrka jak ten z Arabią na MŚ 2022 czy z Holandią na Euro 2024. Dopiero gdy taka gwiazda zawali to się o niej mówi, ponieważ on jest dobry i ma grać dobrze, a jak zagra słabiej to można wtedy się po nim przejechać. 

Zieliński nie jest piłkarzem, którego ma być widać na boisku. Wiedzieli to kolejni trenerzy Napoli, którzy ciągle na niego stawiali i widzą to w Interze, w klubie z absolutnego europejskiego topu, którego Piotrek jest teraz filarem. Sam Zielu mówi o sobie “cichy bohater” i taka jest prawda, potrafi robić robotę, potrafi wygrywać pojedynki, potrafi nawet coś strzelić czy asystować, ale zawsze robi to po cichu. To nie jest piłkarz z pierwszych stron gazet, ale gość, którego brak w kadrze szybko odczujemy. Wiadomo, teraz gramy z Zielińskim w składzie i z trudem przychodzi nam wyjście z grupy. Wydawałoby się, że gramy teraz słabo ale mam wrażenie, iż zapomnieliśmy już o „wspaniałych czasach” kiedy w przeciągu paru tygodni potrafiliśmy dostać 0:6 z Hiszpanią, czy 0:3 z Kamerunem podczas przygotowań do Euro 2012 – wtedy takich piłkarzy jak Piotrek jeszcze nie mieliśmy. 

Prawda jest taka, że nie mówimy o kolejnym polskim kopaczu, który wyjechał za granicę, mówimy o kolesiu, który zagrał ponad 400 spotkań we Włoszech, czyli kraju, który słynie z mocnej piłki ligowej, gdzie nie takich jak Zielu odsyłali z kwitkiem. Zieliński nie dość, że swoją pozycję obronił to jeszcze przeszedł do mocniejszego klubu, z którym w zeszłym roku otarł się o triumf w lidze mistrzów. 

Sam sobie często nie pomaga, są wtopy jak słynna fotka z Ronaldo po przegranej z Portugalią, czy to jak dał się wykorzystać Probierzowi w słynnej aferze z Lewym i opaską kapitańską. Za 15 lat nikt jednak nie będzie o tym pamiętał, tak jak dziś mało kto wypomina Borucowi, że lubił dać w palnik podczas zgrupowania. 

Docenimy go dopiero jak zakończy karierę i zobaczymy, że my Polacy mieliśmy piłkarza, który na swój sposób zdecydowanie stał się legendą Serie A, a liczba jego występów w tej lidze jest imponująca. 

Jeśli chcesz poznać więcej treści od tego autora kliknij

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *