Jeszcze kilka miesięcy temu jego nazwisko pojawiało się głównie w kontekście przyszłości światowego żużla. Dziś ta przyszłość nadchodzi szybciej, niż ktokolwiek się spodziewał. Nazar Parnicki stanie przed życiową szansą i od razu zostanie rzucony na najgłębszą wodę, w sezonie 2026 będzie pełnoprawnym uczestnikiem cyklu Speedway Grand Prix. To wydarzenie bez precedensu, bo jeszcze nigdy w historii Ukrainiec nie rywalizował w całym cyklu mistrzostw świata.
Droga do tego momentu była dynamiczna, ale i nieco nieoczekiwana. Początkowo 19-latek miał pełnić rolę pierwszego rezerwowego, czekając na swoją szansę w razie kontuzji lub absencji któregoś z zawodników. Wszystko zmieniło się po decyzji Tai Woffinden, który zrezygnował ze startów, koncentrując się na powrocie do zdrowia po poważnych urazach. W jego miejsce wskoczył właśnie Parnicki i to jeszcze przed startem sezonu, co oznacza, że pojedzie w pełnym cyklu.
— Mieliśmy trening, gdy przeczytaliśmy w internecie, że Tai Woffinden zrezygnował z udziału w Grand Prix. Nazar bardzo się z tego ucieszył. Po cichu liczyliśmy na co najmniej kilka turniejów, a teraz jesteśmy już niemal pewni, że pojedziemy cały sezon. Na razie jednak nikt z władz Grand Prix się z nami nie kontaktował. My już swoją decyzję jednak podjęliśmy — mówił Petro Parnicki, ojciec zawodnika.

Awans młodego Ukraińca do elity nie jest jednak przypadkiem. To efekt konsekwentnego rozwoju i świetnych wyników na arenie międzynarodowej. Zawodnik z Równe najpierw zdobył srebro w cyklu SGP2, by w kolejnym sezonie sięgnąć po tytuł mistrza świata juniorów w serii FIM Speedway Under-21 World Championship. Decydująca runda w Vojens była jego popisem, komplet punktów w pięciu startach przypieczętował historyczny sukces.
Paradoksalnie, mimo tak imponującego dorobku, Parnicki jeszcze nigdy nie wystartował w pojedynczej rundzie Grand Prix. To oznacza, że jego debiut nastąpi od razu w roli stałego uczestnika cyklu. Pierwszy raz pod taśmą stanie 2 maja w niemieckim Landshut, podczas rundy FIM Speedway Grand Prix of Germany.
Za kulisami widać jednak, że młody zawodnik nie zamierza być jedynie tłem dla bardziej doświadczonych rywali. W trakcie zimy wykonał ogrom pracy, zarówno fizycznej, jak i sprzętowej. Inwestycje w motocykle i zaplecze techniczne mają pomóc mu odnaleźć się w realiach najbardziej wymagającego cyklu na świecie. Dodatkowo może liczyć na stabilne wsparcie sponsorów, co w tak intensywnym sezonie ma ogromne znaczenie.
A ten zapowiada się wyjątkowo wymagająco. Parnicki wciąż będzie reprezentował barwy Fogo Unia Leszno, z którą w poprzednim sezonie wywalczył awans do PGE Ekstraliga. W rozgrywkach ligowych był jednym z liderów, średnia 2,055 punktu na bieg dała mu miejsce w ścisłej czołówce najskuteczniejszych zawodników. Równolegle ścigał się w Szwecji, gdzie w barwach Dackarny Malilla również należał do kluczowych ogniw zespołu, osiągając średnią 1,811 w silnej Bauhaus-Ligan.
Do tego dochodzą starty indywidualne. Ukrainiec utrzymał się w cyklu Speedway European Championship, a teraz jego kalendarz wzbogaci się o rundy Grand Prix. Niewykluczone, że stanie również przed dylematem związanym z obroną tytułu mistrza świata juniorów, choć przy tak napiętym terminarzu będzie to zadanie niezwykle trudne.

Jeszcze niedawno jego największym rywalem był Wiktor Przyjemski, z którym wymieniał się złotymi medalami w juniorskiej rywalizacji. Dziś Parnicki trafia do zupełnie innej rzeczywistości, świata, w którym każdy bieg to starcie z zawodnikami o ugruntowanej pozycji i ogromnym doświadczeniu.
Dla 19-latka będzie to więc sezon pełen wyzwań, ale i ogromnej szansy. Już teraz zapisał się w historii jako pierwszy Ukrainiec w stałej stawce Grand Prix. Teraz pozostaje odpowiedzieć na najważniejsze pytanie, czy błyskawiczny awans do elity okaże się początkiem wielkiej kariery, czy też bolesną lekcją na najwyższym poziomie. Jedno jest pewne: oczy całego żużlowego świata będą zwrócone właśnie na niego.

Dodaj komentarz