„Chcesz atrakcji? Idź do cyrku”. Milan Allegrego ośmiesza Serie A

Gołym okiem widać, że włoski futbol coraz bardziej ewoluuje. Serie A, która latami opierała się założeniach filozofii catenaccio, dziś wydaje się zmierzać w zupełnie przeciwnym kierunku. Dzięki takim wizjonerom jak Italiano, Fabregas, Palladino czy jeszcze wcześniej De Zerbi można wierzyć, że styl calcio w najbliższej przyszłości zyska przychylność większej liczby kibiców, preferujących bardziej agresywny styl gry. Starzy mistrzowie nie dają się jednak zagiąć na czele z Massimiliano Allegrim, który udowadnia, że sztuka antyfutbolu w dzisiejszych czasach wciąż ma się świetnie i nie odstaje od nowoczesnych koncepcji

Tylny napęd Milanu. Szczelna defensywa zapewnia świetne wyniki

Nowy-stary trener Milanu, porządkując strukturę gry dzięki położeniu nacisku na grę w defensywie, w końcu zrobił to czego nie udało się jego poprzednikom, czyli zapewnił włodarzom klubu dobre wyniki w zasadzie od ręki. Zrobił to teoretycznie w najprostszy sposób. Allegri niezmiennie trzyma się swojej filozofii gry bazującej na haśle: „wolę wygrać 1:0 niż przegrać 4:5” i dzięki temu przywrócił ekipę Rossonerich na właściwe tory. Cena za to była mimo wszystko wysoka, bowiem Milan kompletnie odszedł od swojego dotychczasowego stylu, bazującego na kontroli nad meczem, dominacji w posiadaniu piłki i ofensywnym usposobieniu. Dziedzictwo Stefano Piolego zostało zaprzepaszczone, a klub będący pod presją oczekiwań zdecydował się pójść po linii najmniejszego oporu.

W defensywie zaprzestano stawiania na pojedynki i wysoko wychodzących obrońców, a zamiast tego nauczono piłkarzy, że bramki Maignana ma bronić cała drużyna w niskim bloku. I rzeczywiście Rossoneri wyzbyli się głupich błędów indywidualnych, skutkujących nadwyżką porażek. Zamiast tego zaczęli punktować, zachwycając w pierwszej rundzie statystyką zaledwie 13 goli straconych w 16 meczach Serie A. Dodatkowo aż osiem razy kończyli spotkania z czystym kontem. Jednak, jeśli spojrzymy na liczby z poprzedniego w takiej samej liczbie spotkań Serie A w pierwszej rundzie tych straconych goli było 17, a czystych kont… tyle samo. Dlaczego zatem Milan akurat teraz punktuje tak dobrze? Wszystko to za sprawą osiąganych wyników w tabeli. Za kadencji Paulo Fonseki przełożyły się na rozczarowujące ósme miejsce na koniec rozgrywek. Milan remisował wtedy sześć razy, przegrywał pięciokrotnie i wygrywał siedem razy. W tamtym czasie był jednak głównie tylko strachem na wróble i pogromcą maluczkich. Wysokie zwycięstwa odnotowywał z Venezią, Monzą, Lecce czy Empoli, ale kompletnie nie radził sobie z ogrywaniem gigantów włoskiej sceny. Obraz czasów Fonseki w Serie A jako trenera Milanu lukrowało tylko wyczekane zwycięstwo w Derbach della Madonnina.

Teraz jednak proporcje zupełnie się odwróciły. Milan w rundzie jesiennej odnotował tylko jedną porażkę na inaugurację z Cremonese, ale od tamtego momentu są niepokonani w lidze z dorobkiem aż 11 zwycięstw i pięciu remisów. Paradoksalnie Milan stał się koszmarem czołowych ekip Serie A, ale jak na złość tracił punkty z najsłabszymi drużynami rozgrywek jak Sassuolo, Parma, Pisa czy Cremonese. Jednak w większości tych przypadków kończyło się tylko na remisach. Drugie miejsce w tabeli najdobitniej pokazuje, że jeden punkt jest zdecydowanie więcej wart od zera.

Obrona zachwyca, ale atak wręcz przeciwnie. Dlaczego im nie idzie?

W czym jednak leży kwestia sukcesywnej gry Milanu w defensywie? Przede wszystkim kluczową rolę odgrywają tu kompetencje miękkie Massimiliano Allegrego jako trenera. Milan stał się na nowo drużyną: zgraną, współpracującą i działającą jako kolektyw, a nie machinę napędzaną poszczególnymi jednostkami. Nowy trener wdrożył tutaj dużo zakulisowych działań takich jak: wspólne jedzenie posiłków, nauka języka włoskiego chociażby w stopniu podstawowym dla nowych graczy oraz dress-code w postaci marynarek lub garniturów. Milan prezentuje się jak drużyna i gra jak drużyna, co widzimy w defensywie, która na czas meczów staje się zwartym i wyjątkowo szczelnym murem ludzi gotowych „betonować” swoje pole karne.

Statystyki defensywne prezentują się bez zarzutu, ale atak pozostawia wiele do życzenia. Przede wszystkim władze Milanu kompletnie zawiodły na rynku transferowym w poszukiwaniu odpowiedniego napastnika do nowego stylu gry. Santiago Gimenez, będący w klubie od zimy 2025 roku poza deklaracjami o byciu Rossonerim z krwi i kości nie wnosi zbyt wiele pozytywów do drużyny. W pewnym momencie był wręcz chodzącym memem, który słynął z marnowanych na potęgę, dogodnych sytuacji strzeleckich. Meksykanin w niczym nie przypominał piłkarza, który zachwycał liczbami w Eredivisie. Pół biedy, że nie spełniał swoich podstawowych obowiązków, ale gdy doszły do tego problemy zdrowotne, które wyeliminowały go z gry, było jasne, że nic z niego nie będzie. Na dokładkę warto przypomnieć, że już na pierwszym treningu kilkanaście dni po zameldowaniu w Mediolanie to on złamał nogę nowemu piłkarzowi – Ardonowi Jashariemu – przez co Szwajcar wyleciał z gry aż do zimy. Środkowy pomocnik został kupiony przez klub za ponad 30 milionów euro.

Fatalna jest również sytuacja Christophera Nkunku, który poza drobnymi przebłyskami również niewiele potrafił dać drużynie. Francuz nie odnajduje się ani jako rozgrywający napastnik, ani też jako sprinter pokroju Leao nastawiony na wykańczanie akcji i granie między liniami. To właśnie on jest przez kibiców Milanu wskazywany jako pierwszy do wytransferowania w najbliższym czasie.

Zresztą nad samym Rafaelem Leao nie ma co się również rozpływać. Portugalczyk latami występując na pozycji skrzydłowego w Milanie rozwijał się z roku na rok. Coraz bardziej imponował w dryblingu oraz przy pojedynkach, a ponadto ciężko pracował w rozegraniu na boku boiska, ewoluując w bardziej altruistycznego gracza, który udzielał się w różnych fazach gry. Tymczasem Massimiliano Allegri umniejszył skalę jego zadań do absolutnego minimum, czyli bieganiu za wykopywanymi do przodu piłkami z pierwszej linii.

Brak elitarnego napastnika to obecnie jedna z największych bolączek Milanu, która sprawia, że wyniki są wyjątkowo skromne. Owszem, Fullkrug robi w swoich pierwszych meczach dobre wrażenie, ale wciąż nie wydaje się być maszyną od zdobywania goli. A kogoś takiego właśnie potrzebuje Milan szczególnie, że bycie precyzyjnym i ultraskutecznym pod polem rywali odgrywa fundamentalną rolę w założeniach Allegrego. Sama obrona Milanu zapewnia przynajmniej jeden punkt w meczach, ale do zwycięstw potrzeba napastnika, który będzie po prostu lisem pola karnego. Właśnie z tego powodu wybór Jeana-Philippe Matety na nowego strikera budzi tak wiele kontrowersji. Napastnik Crystal Palace nie ma sobie równych w Premier League, jeśli chodzi o współczynnik marnowanych okazji strzeleckich w tym sezonie.

Milan punktuje bez środka pola. Dwaj liderzy dwoją się i troją

Trudno jednak oczekiwać cudów od napastników zważywszy na prozaiczność sposobu konstruowania akcji przez podopiecznych Massimiliano Allegrego. Priorytetem dla Rossonerich jest to, aby przede wszystkim się nie odsłonić i nie dopuścić do łatwych kontrataków ze strony rywali. Z tego powodu gra piłką w środku pola jest ograniczona do absolutnego minimum. Zazwyczaj zagrania pomocników skupiają się na dalekich podaniach progresywnych do napastników lub wahadłowych. Styl gry mocno przypomina to, do czego dążył Sergio Conceicao z tym, że Allegri dokłada do tego stabilną obronę.

Innym rozwiązaniem na prowadzenie akcji Milanu są rajdy Adriena Rabiota, którego transfer kandyduje do miana transferu roku na Półwyspie Apenińskim. Sprowadzenie to majstersztyk tercetu zarządzającym pionem sportowym w Milanie. Były gracz Juventusu wygląda na dokładnie kogoś takiego, kogo klub potrzebował już po odejściu Franka Kessiego. Rabiot to ideał zawodnika do planu gry Milanu, a jego wczesnym stadium rozwojowym jest obecnie Ruben Loftus-Cheek. Znakomite warunki fizyczne Rabiota oraz jego szybkość sprawiają, że piłkarz ten jest fundamentalną postacią dla Rossonerich. Zresztą Massimiliano Allegri doskonale zna tego zawodnika z czasów pracy w Juventusie i pokazuje, że wciąż potrafi z niego robić użytek.

Forma Rabiota to jednak niewielki pozytyw w kontekście gry środka pola Milanu. Inni zawodnicy albo nie pokazują nic szczególnego, jak to ma miejsce w przypadku Ricciego czy Jashariego, albo po prostu budzą tylko śmiech jak Fofana. Obok Rabiota należy rzecz jasna chwalić Lukę Modricia, który wciąż pozostaje w najwyższej dyspozycji, jednak wydaje się to dość frustrujące, że 41-letni piłkarz musi dźwigać na barkach ciężar odpowiedzialności w tej drużynie.

To oni zyskują na znaczeniu! Na kogo należy zwracać szczególną uwagę w Milanie?

Kilku zawodników Rossonerich zasługuje na szczególne wyrazy uznania i to na nich należy szczególnie się koncentrować w kontekście jakościowej gry Milanu. Pierwszy to bez wątpienia Alexis Saelemaekers, który po wypożyczeniach do Bolognii i Romy bardzo mocno się rozwinął. Belgijski skrzydłowy wcześniej w drużynie Milanu przypominał jeźdźca bez głowy, któremu energii, waleczności i pasji w grze nigdy nie brakowało, ale mocno zawodziła za to decyzyjność. Tymczasem teraz piłkarz jako wahadłowy, jest główną osią ataków swojej drużyny przejmując na siebie ciężar prowadzenia akcji. Choć wciąż nie wyzbył się niepotrzebnych gestykulacji, ostatecznie rozkochuje trybuny i swoją pracą niedawno zapracował na przedłużenie kontraktu.

Po drugiej stronie już mniej zjawiskowo, ale co ważne stabilnie prezentuje się Davide Bartesaghi. Jego wejście do drużyny było dość niespodziewane, bowiem niewielu mogło się spodziewać tak dramatycznej formy Pervisa Estupiniana, ale ostatecznie Włoch uspokoił fanów Rossonerich. Nie jest to piłkarz tak dynamiczny jak Saelemaekers, ale stanowi ważne zabezpieczenie boku boiska i świetnie odnajduje się w obronie strefowej. Stanowi całkowite przeciwieństwo występującego tam latami Theo Hernandeza. Bartesaghi ma szansę stać się mini-wersją Alessandro Bastoniego jeśli nauczy się celnych dośrodkowań lub skutecznego dogrywania piłek na dobieg między liniami. To może być największą siłą Włocha, który i tak w zaskakująco dobry sposób podobnie jak Rabiot łączy swoją tężyznę i wzrost z szybkością.

Skoro mowa o obrońcach nie sposób nie wspomnieć też o Matteo Gabbi, który udowadnia, że w taktyce Massimiliano Allegrego każdy może wyglądać fantastycznie jako obrońca. Gabbia po wypożyczeniu do Villarealu stał się zupełnie innym piłkarzem i teraz jest fundamentem bloku obronnego Milanu, co z perspektywy czasu wydaje się aż irracjonalne do pomyślenia. Tymczasem Włoch strzeże obecnie dziedzictwa swoich wybitnych rodaków z pierwszej linii Rossonerich, dyrygując poczynaniami kolegów.

Ostatnim, który w mojej opinii zasługuje na szczególne wyróżnienie jest oczywiście „Magic” Mike Maginan. Francuski golkiper w trakcie dwóch ostatnich sezonów dał kibicom powody do krytyki w związku ze swoimi problemami zdrowotnymi oraz wadami, których nie eliminował. Zaliczano do nich chociażby reakcja na uderzenia na bliższy słupek. Teraz jednak znów jest tą samą ścianą, co w sezonie mistrzowskim. Opaska kapitańska podziałała na niego mobilizująco, a piłkarz zachwyca między słupkami. To niekwestionowany fundament, na którym Milan powinien budować przyszłość. Tak też się dzieje, bowiem niedawno przedłużył kontrakt z klubem, mimo iż w pewnym momencie wydawało się, że prawie na pewno trafi do Chelsea.

Wpływ Maignana doceniam także z innego powodu. To on wraz z Luką Modriciem i Massimiliano Allegrim zaszczepił drużynie właściwą mentalność stając się głośnym liderem. Kiedy Rafael Leao swego czasu bawił się streamując na Twitchu, Maignan odezwał się naczacie pisząc, by wziął się za robotę. Mówię o tym nie bez kozery, bowiem po poprzednim, katastrofalnym sezonie, w którym zawaliły się absolutnie wszystkie fundamenty, Maignan wziął też na siebie ciężar odpowiedzialności za odbudowę Rossonerich. Z pewnością nie narzekał na brak ofert, a ze zdobytym mistrzostwem, półfinałem Ligi Mistrzów i Superpucharem Włoch niewiele mogło go tu trzymać. Tymczasem Francuz pozostał w ekipie Massimiliano Allegrego i buduje jej kolejne sukcesy, jakim jest realna walka o scudetto i powrót do Ligi Mistrzów.

Jeśli chcesz poznać więcej treści od tego autora kliknij

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *