Są mecze, które oglądasz z zapartym tchem bo wynik waży się do ostatniej sekundy. I są takie, w których już po pierwszej połowie wiadomo kto będzie bił a kto będzie nadstawiał tyłek do bicia. New York Knicks w Milwaukee wybrali tę drugą opcję. 77:57 po dwóch kwartach, finalnie 127:98. Bez dramaturgii. Z premedytacją. To miał być test dla drużyny Mike’a Browna po zimnym prysznicu w Cleveland. Zamiast tego wyszedł pokaz mocy, który wyglądał jak publiczny trening strzelecki – tylko że przeciwko Milwaukee Bucks, którzy są w formie i jeszcze chwilę temu wygrali osiem z dziesięciu meczów.
Pierwsza kwarta? Brunson.exe
Jeśli koszykówka to gra rytmu, Jalen Brunson przyszedł z metronomem. 22 punkty w pierwszej kwarcie. Dziewięć celnych rzutów na dziesięć. Trzy trójki na trzy próby. To była najlepsza kwarta jakiegokolwiek zawodnika Knicks w tym sezonie.
Fiserv Forum jeszcze dobrze nie usiadło w fotelach, a Nowy Jork prowadził 38:30. Brunson nie tyle wszedł w mecz, co go przejął. Niesamowity to chłopak, dla takich zawodników i tego co pokazują zarywa się noce. Doc Rivers przyznał później, że plan defensywny rozsypał się szybciej niż domek z kart.
Knicks skończyli pierwszą połowę z 77 punktami i 60-procentową skutecznością. Trafili 13 z 22 rzutów za trzy. W Cleveland kilka dni wcześniej wyglądali jak drużyna, która zgubiła instrukcję obsługi własnego ataku. W Milwaukee wszystko „kliknęło”.
Karl-Anthony Towns przejął pałeczkę w drugiej kwarcie (17 punktów, 13 zbiórek w całym meczu), OG Anunoby dorzucił 24 oczka i 5/7 zza łuku. Landry Shamet z ławki – 15. Siedmiu zawodników z dwucyfrową zdobyczą.

Bucks bez Giannisa to inna historia
Nie oszukujmy się – Giannis Antetokounmpo (14. mecz z rzędu poza grą) zmienia wszystko. Bez niego Bucks są solidni, momentami groźni, ale o dwa poziomy niżej. Myles Turner (19pkt) i Kyle Kuzma (17pkt) robili, co mogli. Bobby Portis dołożył 14pkt.
Ale 16 strat, 19 punktów oddanych po nich. Brak przejścia do szybkiego ataku. Zbyt dużo kozłowania, za mało ruchu piłki. Kiedy próbowali wrócić – Knicks natychmiast odpowiadali. W trzeciej kwarcie Milwaukee zeszło na 15 punktów straty. Chwilę później znów było +20 dla Nowego Jorku.
Sochan i rotacja coach’a Brown’a
W cieniu fajerwerków swoje sześć minut dostał Jeremy Sochan. Trzy rzuty, jeden celny, dwie zbiórki. Epizod, nie rozdział. Krócej grał tylko Trey Jemison. Brown testuje, miesza, sprawdza. Knicks są zdrowi (poza Milesem McBride’em) i wyglądają jak drużyna, która chce być gotowa na wszystko. Jeremy mówił żeby poczekać. Że musi odzyskać formę i poznać nową drużynę. Czekamy. Mieliśmy jednak nadzieję, że gdy przyjdzie taki mecz jak dzisiaj, w którym jego drużyna jest +20 w przerwie, Sochan dostanie te 10+ minut i będzie mógł pokazać coś więcej. Nie dostał niestety. Za to 20-letni Mohamed Diawara – 23 minuty i 10 punktów. Diawara uznawany za głównego rywala Jeremiasza do wzięcia minut w rotacji dziś zaprezentował się lepiej niż poprawnie. To też martwi. Coraz mniej czasu żeby odpalić, coraz mniej czasu żeby pokazać, że zasługuje na kontrakt latem. Trzymamy kciuki ale zaczynamy je nerwowo podgryzać…
W nadchodzących meczach kalendarz nie będzie łaskawy dla NYK. Spurs. Thunder. Nuggets. Lakers. Raptors. Nie wygląda to jak seria, w której Sochan dostanie masę minut. Tym bardziej, że trzeba gonić Boston.

38–22 i pogoń za Bostonem
Po zwycięstwie Knicks mają bilans 38–22 i są trzeci na Wschodzie. Boston jest o krok przed nimi. Po porażce z Cavaliers Brunson mówił: „Nie patrzmy na rezultat. Patrzmy na proces”. To nie jest drużyna jednego zawodnika. To orkiestra, w której każdy wie, kiedy wejść z instrumentem. Brunson zaczyna od mocnego uderzenia na perkusji. Towns dokłada bas. Anunoby wjeżdża z solówką na gitarze i zamyka temat.
A Milwaukee? Milwaukee musi patrzeć w tabelę. 26–32, jedenaste miejsce, poza play-in. Pięć kolejnych meczów u siebie przed nimi, ale bez Giannisa margines błędu robi się malutki.
Konkluzja? Knicks są poważni
To był jeden taki mecz w lutym. Tak, wiemy. Ale są zwycięstwa, które pachną czymś więcej. Knicks nie tylko wygrali. Oni pokazali, że potrafią odbić się po słabszym występie, że mają głębię, że ich ofensywa – gdy działa – jest jedną z najbardziej uporządkowanych na Wschodzie.
W świecie NBA, gdzie wszystko zmienia się w tydzień, Nowy Jork wysłał jasny sygnał: jesteśmy tu. I nie zamierzamy przepraszać za to, że trafiamy 21 trójek.
Jeśli to był przedsmak wiosny, Madison Square Garden może szykować się na coś głośnego. Czy do tej głośnej orkiestry dołączy w końcu Jeremy Sochan? Oby. To chyba najważniejszy moment w jego karierze. Mi na usta ciśnie się tytuł popularnej książki Anny Olejnik i Moniki Janiszewskiej – „Nie spieprz tego”!
A Milwaukee? Milwaukee czeka na powrót swojego greckiego boga.
Bo bez niego Knicks właśnie przejechali przez Wisconsin jak nowojorski walec.

Dodaj komentarz