Bałaganu w Lechu ciąg dalszy

Lech Poznań ma za sobą udany wyjazd na Wyspy Owcze, ale po powrocie do kraju sytuacja kadrowa mistrza Polski wygląda coraz gorzej.

Terry Yegbe i Yannick Agnero nadal nie mogą wrócić do Polski. W poniedziałek, 10 sierpnia, obaj zawodnicy polecieli odpowiednio do Abudży w Nigerii i Dakaru w Senegalu, gdzie znajdują się polskie konsulaty. Powód? Trwające formalności wizowe.

Piłkarze mają obecnie zabrane paszporty i przebywają w hotelach, a klub nie otrzymuje konkretnych informacji dotyczących dalszego przebiegu procedury. Dokumenty najprawdopodobniej będą do odebrania we wtorek, 18 sierpnia, ale nawet ten termin nie jest pewny.

Co więcej, nawet jeśli Yegbe i Agnero odzyskają dokumenty tego dnia, nie zdążą zagrać w pierwszym meczu z FC Thun. Do Polski wróciliby dopiero w czwartek, 20 sierpnia – czyli w dniu spotkania.

Kłopoty wizowe to niejedyny problem mistrzów Polski.

Z treningów wyłączeni są obecnie Leo Bengtsson, Filip Jagiełło i Joao Moutinho. Na Wyspy Owcze nie poleciał również Wojciech Szymczka, który źle poczuł się w czwartek rano.

Do tego dochodzi sytuacja Mikaela Ishaka. Napastnik doznał pod koniec pierwszej połowy urazu mięśnia i w przerwie został profilaktycznie zmieniony. Szweda zastąpił Allahyar Sayyadmanesh. Ishak dopiero czeka na dokładne badania.

Lech wrócił do Poznania dziś o 12:30. Zawodnicy mają wolny weekend, a do treningów wrócą w poniedziałek, 17 sierpnia.

Już 20 sierpnia o godz. 19:00 przy Bułgarskiej Lech zmierzy się z FC Thun. Wszystko wskazuje więc na to, że w pierwszym spotkaniu ze szwajcarskim mistrzem poznaniacy będą musieli radzić sobie w mocno okrojonym składzie.

Jest jeszcze jeden ciekawy szczegół. Niewiele brakowało, aby problemów z występem na Wyspach Owczych nie miał również Allahyar Sayyadmanesh. Procedury wizowe były skomplikowane, ale w tym przypadku pomógł ambasador Danii, który osobiście zajął się sprawą.

Czy Lech Poznań zdoła przygotować się do meczu z FC Thun mimo tak poważnych problemów kadrowych?

Jeśli chcesz poznać więcej treści od tego autora kliknij

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *