Od meczu Lech-Legia minęło już kilka dni, kurz i emocje opadły. To chyba dobry moment, żeby na zimno wysnuć kilka wniosków.
1) Majster Lech.
Przy tak grającym Lechu, tylko on sam może spowodować, że Kolejorz nie obroni tytułu. Oczywiście mamy z tyłu głowy, że 3 z 4 goli padły kiedy Lech grał z przewagą 1 zawodnika, ale nawet 11 na 11 Legia nie zaprezentowała się zbyt dobrze. Siła ofensywna Lecha jest tak duża, że nawet brak Pablo Rodrígueza jej nie pomniejszył. Dodatkowo obrona zagrała na „0 z tyłu”. Ktoś powie, że to Legia zagrała na „0 z przodu”, ale fakt jest taki, że Lechici świetnie radzili sobie, z szybkim przerywaniem akcji. O dziwo kapitalny mecz zagrał Ouma.
2) Polski Klasyk nie tylko z nazwy.
Może do hiszpańskiego El Classico czy do niemieckiego Der Klassikera jeszcze nam daleko, ale trzeba w końcu przyznać, że mecze Lecha z Legią, czy to w Poznaniu czy w Warszawie są Polskim Klasykiem! Jest kilka czynników, które o tym świadczą. Mecze między tymi drużynami elektryzują kibiców, o czym świadczy między innymi frekwencja na trybunach – sobotnie spotkanie obejrzało prawie 41 tysięcy kibiców obu drużyn (to ważne, choć smutne, że musimy o tym wspominać…), ale mecze Legii z Lechem rozgrywane przy Łazienkowskiej także przeważnie gromadzą komplet kibiców. Nie będę oczywiście ty wspominał o internetowych napinkach, ale już zapowiedzi telewizyjne i fakt, że C+ swój kluczowy program o Ekstraklasie zawsze prowadzi ze stadionu po takim meczu również coś świadczy. No i najważniejsze czyli motywacja samych piłkarzy, którzy czują wagę tych spotkań w nogach – nie zawsze ma to pozytywny wpływ na poziom, ale ostatnio nie ma co narzekać.
3) Czy VARujesz czy nie!
Czasami można odnieść wrażenie, że polscy sędziowie traktują VAR jako swoje alibi. Niestety w tym sezonie mieliśmy aż nadto sytuacji, kiedy VAR nie miał racji i nie inaczej było w meczu Lech-Legia… Większość obserwatorów jest zgodna, że sędziowie VAR nie mieli podstaw, żeby wezwać sędziego Lasyka, a ten już wezwany nie miał podstaw, żeby zmienić swoją decyzję z boiska. Efekt jest taki, że Legia przez blisko 70 minut musiała grać w osłabieniu i choć w takiej formie raczej by Lechitom nie zagroziła, to jednak był to rażący błąd sędziego. Szkoda także, że Piotr Lasyk nie stanął przed kamerami i nie wytłumaczył się ze swojej decyzji…
4) Spadek Legii? Tak, to możliwe…
Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że ta kwestia jest realna od kilkunastu kolejek, ale mimo wszystko większość ekspertów realnie nie brała tego pod uwagę… Od kiedy Legią kieruje Marek Papszun, Wojskowi rozegrali 12 spotkań, z czego wygrała 4, a 6 zremisowała, zdobywając łącznie 18 punktów. Sporo, ale realiach Ekstraklasy Legioniści mają tylko jeden punkt przewagi nad Widzewem, który zajmuje 16., zagrożone spadkiem miejsce.
Dodatkowym smaczkiem jest fakt, że w najbliższej kolejce zmierzy się właśnie z Widzewem. Jeśli przegra wróci na pozycję spadkową. W kolejnych 3 meczach przeciwnikami legionistów będzie Termalica, Lechia i Motor. Nadal spadek wydaje się nieprawdopodobny, ale jednak jest realny.

5) Ali G Indahouse!
Po trudnym początku w Poznaniu Ali Gholizadeh poczuł się w końcu jak w domu. Trudny początek spowodowany był oczywiście poważną kontuzją i mozolnym budowaniem formy. Kiedy jednak już doszedł do odpowiedniej dyspozycji to okazało się, że jest najlepszym piłkarzem w tej lidze. Lech okazyjnie kupił Alego, ponieważ ten był kontuzjowany – zaryzykował, czego raczej nie ma w zwyczaju, ale to ryzyko bardzo się opłaciło. Miejmy nadzieję, że Lechowi uda się przedłużyć kontrakt z Irańczykiem, bo oglądanie go na polskich boiskach to czysta przyjemność!
6) Heart Atack
Grzegorz Szamotulski mawiał kiedyś „bramkarz z dyskoteki, obrona Częstochowy, pomoc drogowa i atak serca” – nie chcemy być tak surowi dla każdej formacji legionistów, ale napastnicy to temat na osobny artykuł. W meczu z Lechem potwierdzili swoją słabą dyspozycję w tym sezonie. Dość powiedzieć, że wszyscy czterej napastnicy trafili w tym sezonie łącznie 12 bramek i dołożyli do tego 1 asystę… „Najlepszym” z nich jest (o zgrozo!) Mileta Rajović, autor 6 ligowych goli. Nic dziwnego, że w pomeczowym magazynie dyrektor sportowy stwierdził, że Legia nie ma napastnika.
Do końca ligi pozostały tylko 4 kolejki. Przy obecnym układzie tabeli może się okazać, że multiliga 23 maja będzie niezwykle ciekawa, bo każdy mecz może coś znieść do ostatecznego układu tabeli.

Dodaj komentarz