W nocy z 14 na 15 czerwca na terenie Białego Domu w Waszyngtonie odbyła się gala 𝐔𝐅𝐂 𝐅𝐫𝐞𝐞𝐝𝐨𝐦 𝟐𝟓𝟎. Nazwa wydarzenia nawiązywała do 250. rocznicy powstania Stanów Zjednoczonych. Nie tylko okoliczności, ale również wydarzenia w oktagonie sprawiły, że zapisze się ono jako jeden z najbardziej nietypowych rozdziałów w historii mieszanych sztuk walki.
W walce wieczoru 𝐉𝐮𝐬𝐭𝐢𝐧 𝐆𝐚𝐞𝐭𝐡𝐣𝐞 pokonał 𝐈𝐥𝐢ę 𝐓𝐨𝐩𝐮𝐫𝐢ę przez techniczny nokaut po poddaniu walki przez narożnik. Amerykanin odebrał rywalowi status niepokonanego zawodnika, brutalnie rozbijając gruzińsko-hiszpańską gwiazdę UFC. Dla Gaethjego było to pierwsze w karierze zdobycie pełnoprawnego pasa mistrzowskiego. Wcześniej triumfował jedynie jako mistrz tymczasowy. Dla Topurii była to natomiast pierwsza porażka w zawodowej karierze.
W drugiej walce wieczoru 𝐀𝐥𝐞𝐱 𝐏𝐞𝐫𝐞𝐢𝐫𝐚 musiał uznać wyższość 𝐂𝐢𝐫𝐲𝐥𝐚 𝐆𝐚𝐧𝐞. To właśnie Francuz został tymczasowym mistrzem kategorii ciężkiej pod nieobecność 𝐓𝐨𝐦𝐚 𝐀𝐬𝐩𝐢𝐧𝐚𝐥𝐥𝐚. „Poatan” wkroczył do królewskiej dywizji po zdominowaniu kategorii półciężkiej i stanął przed szansą zapisania się w historii jako pierwszy zawodnik UFC posiadający mistrzowskie panowanie w trzech różnych kategoriach wagowych. Na jego drodze stanął jednak Gane, który po raz drugi w karierze sięgnął po tymczasowy tytuł mistrza wagi ciężkiej. Pierwszy raz dokonał tego w 2021 roku.
Choć sama gala dowiozła sportowo, część zapowiedzi Donalda Trumpa okazała się zdecydowanie zbyt optymistyczna. Gdy w lipcu 2025 roku ogłaszał plany organizacji wydarzenia, mówił o 20–25 tysiącach kibiców zgromadzonych wokół oktagonu oraz karcie składającej się wyłącznie z walk mistrzowskich.
W medialnych spekulacjach przewijały się również nazwiska dwóch wielkich gwiazd UFC – Jona Jonesa oraz Conora McGregora. Pierwszy od lat uchodzi za jednego z najlepszych zawodników w historii MMA, drugi pozostaje największą gwiazdą, jaką kiedykolwiek stworzyła organizacja Dany White’a.
Rzeczywistość okazała się jednak nieco skromniejsza. Otrzymaliśmy dwie walki mistrzowskie, a wokół specjalnie wybudowanej areny zgromadziło się około czterech tysięcy fanów. Jones nie pojawił się w oktagonie, ograniczając się do opublikowania po gali zdjęcia z charakterystycznym naszyjnikiem „GOAT”. McGregor natomiast ma już zaplanowany powrót do klatki w lipcu, kiedy zmierzy się z Maxem Hollowayem.
Rekordowe było za to dodatkowe wynagrodzenie zawodników. Justin Gaethje dosłownie rozbił bank. Otrzymał 400 tysięcy dolarów za Walkę Wieczoru oraz 425 tysięcy dolarów za Performance of the Night, co daje łącznie 825 tysięcy dolarów samych bonusów, niezależnie od zapisów w jego kontrakcie. Kolejne 400 tysięcy dolarów trafiło do Ilii Topurii za udział w Walce Wieczoru, a Ciryl Gane został drugim laureatem nagrody za najlepszy występ gali.
„Michelle Obama jest mężczyzną?”
Jednym z najgłośniej komentowanych momentów gali nie była jednak żadna walka. Josh Hokit, po zwycięskim pojedynku, zakończył wywiad w oktagonie słowami:
„Michelle Obama is a man. Am I right, America?”
Kontrowersyjna wypowiedź dotycząca byłej pierwszej damy natychmiast wywołała burzę w mediach społecznościowych. Temat od lat przewija się w teoriach spiskowych oraz publicznych dyskusjach w Stanach Zjednoczonych. Według relacji amerykańskich mediów kamery uchwyciły Donalda Trumpa, który miał lekko się uśmiechnąć po usłyszeniu komentarza zawodnika. Biorąc pod uwagę podejście Dany White’a do kwestii wolności słowa, jakiekolwiek konsekwencje wobec Hokita wydają się mało prawdopodobne.
Kontrowersji nie zabrakło również poza klatką. Na gali pojawił się zakapturzony Sean Strickland, mimo wcześniejszych doniesień o zakazie uczestnictwa związanym z jego krytycznymi wypowiedziami pod adresem Donalda Trumpa oraz Izraela.
Sporty walki od kilku lat coraz śmielej wychodzą poza tradycyjne hale. Mieliśmy już KSW Colosseum na PGE Narodowym, gale organizowane na piłkarskich stadionach, a niedawno także widowisko bokserskie rozgrywane na tle starożytnych piramid w Gizie.
Teraz do tej listy dopisujemy UFC w Białym Domu.
Pytanie brzmi: co dalej? Gala pod wodą? Turniej na lotniskowcu? A może pierwsza walka na Księżycu?
Patrząc na kierunek, w którym zmierza współczesny sport, żaden z tych pomysłów nie wydaje się już całkowicie nierealny.

Dodaj komentarz